Część 1 - Fatamorgana

173 14 4

TREVOR

Przeklęta kobieta! Nie potrafiła usiedzieć na miejscu choć ten jeden raz?! Myślałem, że mogę na niej polegać, ale nie! Ona musiała coś udowodnić. A teraz groziło jej śmiertelne niebezpieczeństwo, bo nie mogła skonsultować tej swojej „misji" ze mną!

Przemierzałem wściekłym krokiem długi korytarz w budynku „Trevling", mojej gazety poświęconej fotografii z różnych zakątków świata i historiom ludzi których ja i mój zespół spotykaliśmy podczas wypraw. Założyłem ją zaraz po mojej ostatniej podróży jaką odbyłem na Saharę. Zdjęcia zrobione na pustyni w Afryce północnej przyniosły mi wiele nagród i możliwość wypromowania nazwiska na tyle, by zechciano kupować mój magazyn. Główną siedzibę założyłem w Seatle, by być bliżej siostry i jej nowej rodziny. Teraz po pięciu latach, czułem, że to była właściwa decyzja.

Mijając po drodze pomieszczenia, zajmowane przez dziennikarzy i fotografów, dostrzegłem ich zaciekawione spojrzenia. Tutaj, każda informacja rozprzestrzeniała się lotem błyskawicy. Gdy wkroczyłem do swojego gabinetu, od razu skierowałem się do biurka. Oczywiście, poza mailem dzisiejszego ranka, spodziewałem się „liściku" na moim blacie. I rzeczywiście, na samym środku leżała mała karteczka z napisem — Sahara. Nie złość się.

Oczywiście podpisu nie musiałem nawet czytać, by wiedzieć od kogo ta krótka notka. Charlotte Kingston. Mój prywatny wrzód na tyłku.

Opadłem na fotel przesuwając dłonią zmęczoną twarz. Czułem jak cała złość i spowodowana nią adrenalina nagle opadła. Ostatnio nie sypiałem zbyt dobrze, co zaczynało się powoli odbijać na moim zachowaniu.

Musiałem ją ściągnąć do Seatle i to jak najszybciej. Okazało się, że za tydzień ma zjawić się tu jej brat. Jeśli dowie się, gdzie teraz przebywa jego siostrzyczka, zamorduje mnie zanim zdążę cokolwiek wyjaśnić. Rasmund był moim partnerem, gdy jeszcze pracowałem dla FBI. Znaliśmy się z czasów szkolnych, choć wówczas nie byliśmy zbyt prawymi obywatelami, to muszę przyznać. Wspomnienie jednego z naszych słynnych wypadów do zamkniętej biblioteki szkolnej przywołało na moich ustach uśmiech. Szybko jednak przypomniałem sobie mój obecny problem i znów spochmurniałem. Nie miałem ochoty wracać na pustynię. Zbyt wiele się tam wydarzyło, gdy poleciałem do Afryki pięć lat temu.

Przesunąłem bezwiednie dłonią po lewym barku, uciskając miejsca, które były naznaczone wydarzeniami sprzed kilku lat. O tak, stanowczo nie chciałem tam powracać. Ale nie było innego wyjścia, jak osobiste ściągnięcie tej upartej dziewuchy do domu. Z jękiem frustracji, sięgnąłem po słuchawkę i połączyłem się z Jannet, moją asystentką.

— Tak szefie?

— Jannet, ściągnij Kellana Dansberga i zabukuj mi lot na dzisiaj do Egiptu.

— Nie jestem pewna, czy cokolwiek tam teraz lata - odparła niepewnie.

— To spraw, żeby coś poleciało. Załatw mi prywatny odrzutowiec, jak będzie trzeba.

— Z tobą nigdy nie jest nudno - rzuciła jeszcze, nim się rozłączyła.

Z rozbawieniem pokręciłem głową, czekając na przyjaciela. W tym czasie poprosiłem jeszcze szwagierkę siostry, żeby zajęła się gazetą, gdy mnie nie będzie. Z chęcią się zgodziła. Stwierdziła, że cudownie będzie się wyrwać z domu na parę godzin zostawiając trzyletnią Hailey z Stevenem. Roześmiałem się na samą myśl, jak zareaguje zapracowany tatuś gdy usłyszy o jej pomyśle. Alice była teraz w drugiej ciąży i wciąż nie mogła poradzić sobie z nagłymi zamianami nastrojów, które mogły nadać ciekawy stan gazecie. Już nie mogłem się doczekać, aż ta niewysoka kobieta opanuje swoimi rządami Trevling. Nie bałem się pozostawić mojej firmy w jej rękach. Sama zarządzała najlepiej prosperującą agencją reklamową w tej części Stanów. To mówiło samo za siebie.

Pustynne wyzwaniePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!