ROZDZIAŁ 1 - WpRoWaDzEnIe

5.6K 256 43

Kolejny dzień, kolejny dzień w tym okrutnym świecie, gdzie nic nie jest takie na jakie wygląda. To, że świat jest kolorowy nie oznacza, że jest piękny oraz bezpieczny, chociaż dla mnie jest. Tak jestem OPTYMISTKĄ we wszystkim widzę coś dobrego, nawet teraz w tym świecie, gdzie rządzą najokrutniejsze stworzenia ostatniego czasu.

Panują już chyba we wszystkich krajach na każdym kontynencie. Lecz jest jedno miejsce, gdzie wilcza władza jeszcze nie dotarła, a mianowicie nasza wioska, wioska w stanie Wirginia koło miasta Hampton. Pewnie myślicie "Czemu ?". Po prostu moja praprababka i jej przyjaciółka, gdy nasz świat został zaatakowany, związały się umową z najsilniejszymi magami "Nevada". Rzucili oni zaklęcie, które chroni wioskę, gdy zbliża się jakikolwiek wilkołak. Magowie chronią nas po dzień dzisiejszy i mam nadzieje, że zostanie tak do końca tych istot. Nie wyobrażam sobie życia z tymi okrutnymi stworzeniami.

Wiele razy chodziłam do pobliskiego miasta i widziałam jak są traktowani ludzie to jest po prostu wredne z ich strony. Nasza wioska pomaga tamtym ludziom jak może, jednak to jest strasznie trudne, ale się opłaca bo oni też nam pomagają dzięki temu np. moja mama może podróżować do innych krajów bowiem jest tam zameldowana.

Dziś właśnie jest dzień, gdy moja mama wyjeżdża do Meksyku, więc musiałam wcześniej wstać czego nie znoszę. Ale muszę się z nią pożegnać i wysłuchać co mogę robić, a czego nie.

- Rozalia chodź już na to śniadanie - krzyknęła moja mama.

- Już lecę - odkrzyknęłam i pobiegłam do kuchni. Mamy dom jednopiętrowy przez co jest łatwiej się tu poruszać. Gdy weszłam mama aktualnie kończyła zmywać naczynia.

- Pamiętasz, że dziś jadę do Meksyku - powiedziała patrząc na mnie była już gotowa do swojej podróży miała na sobie czarną ołówkową sukienkę, którą zakładała na takie okazje, jasne włosy spięła w koka. Była piękną, zgrabną kobietą o zielonych oczach. Patrząc na nią marzyłam by wyglądać jak ona i by być jak ona. Wycierając ręce obróciła się do mnie biorąc w ręce kawę.

- Tak pamiętam dlatego - przeciągnęłam z uśmiechem - mam w tym czasie nie ryzykować i nie chodzić do miasta bez opieki oraz opiekować się wioską pod twoją nieobecność - powiedziałam zajadając się jajecznicą.

- Dobrze wrócę za 3 dni kochanie i mam nadzieję, że do tego czasu nie narozrabiasz - podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło śmiejąc się - Pilnuj się - powiedziała i wyszła z uśmiechem.

Uśmiechnęłam się, lecz strasznie się o nią bałam, gdyż w naszym świecie to nie jest takie proste każde wykroczenie prowadzi do śmierci, a jeśli policzymy nasze to może nas dużo kosztować zwłaszcza, że pomagamy ludziom. Dobra nie ma czasu na rozmyślanie trzeba iść do szkoły. Umyłam szybko talerze i poszłam po plecak.

Po chwili wyszłam i skierowałam się do domu dziecka, w którym są dzieciaki z domów tak jakby rozbitych. Ich rodzice albo je wyrzucili na pastwę losu albo zostali zabici przez wilkołaki, a one zostały rzucone na pożarcie w lesie. My na szczęście wiele z nich znaleźliśmy i przygarnęliśmy, uczą się w naszej szkole, a ja się nimi opiekuje, gdy mam czas.

- Hej Roz - krzyknęły dzieciaki, gdy mnie zobaczyły.

- Witajcie kochane - podbiegłam do nich i przytuliłam. Kocham te dzieciaki jak rodzeństwo, którego nie mam.- Co tam u was - zapytałam w czasie, gdy wyszła ich opiekunka - Dzień dobry - krzyknęłam, gdy dzieciaki się na mnie rzuciły.

- Dzień dobry! Dzieciaki dajcie Roz trochę oddechu - powiedziała śmiejąc się.

- Dobrze proszę pani - powiedziały i zeszły ze mnie.

- Co tam u ciebie słychać? Słyszałam, że twoja mama znowu wyjechała.

- Tak przed chwilą pojechała do Meksyku- powiedziałam łapiąc dwie dziewczynki za rękę.

- Nie mogę tego pojąć, twoja mama jest bardzo odważna - powiedziała w czasie, gdy Tony wybiegł z domu.

- Plose pani juz jestem - powiedział zdyszany - Hej Ros - powiedział przytulając się do moich nóg.

- Hej znowu spóźniony - powiedziałam i zaśmiałam się, gdy się zaczerwenił.

- Tak bo to pzez nie - wskazał na Cloe i Eve.

- Wlasnie, ze nie - krzyknęły dziewczynki.

- Dobrze nie ważne - powiedziałam śmiejąc się, widząc ich nastawienie bojowe - Czas iść do szkoły - krzyknęłam entuzjastycznie, pożegnałam się z panią dyrektor i wzięłam resztę dzieciaków za ręce.

Ogólnie w naszym sierocińcu jest 13 dzieci 7 dziewczynek i 6 chłopców. Dziewczynki to Cloe, Eva; Zoe, Ida, Mia; Mary, Lucy. A chłopcy to Tony, Bill, Joe, Andie, Oscar, Patric. Szkoła znajduje się jakieś półtorej kilometra od sierocińca, więc przez całą drogę rozmawialiśmy i śmialiśmy się by zabić czas. Z nimi wszystkimi czas mija strasznie szybko i miło. Do ich przedszkola doszliśmy w zaledwie 30 minut oddałam je w ręce nauczycielki i poszłam do budynku znajdującego się obok. 



Hej! Jest pierwszy rozdział od razu przepraszam jeżeli były by tam jakieś błędy (mam nadzieje, że nie ma bo sprawdzałam 4 razy). Mam nadzieję, że spodoba wam się pierwszy rozdział i zachęci was chociaż w minimalnym stopniu do czytania. Na razie w sumie nic się nie dzieje jest przedstawiony tylko świat i uchylone trochę z życia głównej bohaterki. Pierwsze rozdziały pewnie takie będą bo muszę wprowadzić do tego świata. Miłego dnia :) 

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now