馃惡 003. "Bratnia Dusza"

3.8K 391 35

Hunter był zmęczony. Od kilku godzin przyjmował i odprawiał kolejnych interesantów. Był urodzonym przywódcą, wzrastał ze świadomością odpowiedzialności, niczego się nie bał, a jego decyzje zwykle były roztropne. Przynajmniej do momentu, w którym postanowił spotkać się ze Sky. 

Rozwiązywanie kolejnych problemów licznych stad Ameryki Północnej nie stanowiło większego wyzwania. Z dumą piastował powierzony mu urząd, należny z racji urodzenia. Ale dzisiaj wyjątkowo nie miał do tego głowy. Większość przywódców odprawiał z kwitkiem, prosząc o czas na rozpatrzenie sprawy. W pewnym momencie porzucił udawanie, że jest w stanie pracować, oddelegował do tego Milana, swojego Betę, i zamknął się w swoim biurze z widokiem na miasto. Ktoś mógłby powiedzieć, że wilk nie odnajdzie się w Kalifornii. Ale to była przemyślana strategia, a fakt, że słoneczna Kalifornia była jednym z najbardziej zalesionych stanów USA, nie był bez znaczenia.

— Zdajesz sobie sprawę, że wprawiłeś wszystkich w konsternację?

Milan nie zadał sobie trudu pukania i bezceremonialnie wparował do pokoju. Z gardła Huntera wydobył się ostrzegawczy warkot. Milan pochylił głowę, deklarując uległość.

— Nie muszę się przed nikim tłumaczyć — Hunter stał z założonymi ramionami, podziwiając panoramę LA z poziomu trzydziestego piętra.

Faktycznie, nie musiał się tłumaczyć. Był przywódcą wszystkich Alf stad Ameryki Północnej. Nie było nikogo ponad nim. W prostej linii dziedziczył tytuł i przywileje. W świecie ludzi taki ustrój określa się monarchią. W świecie wilkołaków było wiadomo, że Hunter był czystej krwi Lykaninem, pierwotnym wilkiem, pierwszym, który pochodził od Bogini Księżyca. Wilkołaki najniższe rangą lubiły nazywać swą przypadłość Klątwą Księżyca. On osobiście uważał to za błogosławieństwo.

— Naturalnie, przyjacielu — zgodził się Milan. — Po prostu nie wiem, co mam im mówić.

Hunter westchnął, stanął przodem do swojego rozmówcy i nieznacznie przechylił głowę.

— Nic im nie mów — odparł spokojnie. — Nie muszę się przed nikim tłumaczyć — powtórzył.

Sprawował swój urząd na tyle długo, by utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że z nim się nie pogrywa. Był twardy, stanowczy, nieustępliwy, rzadko się mylił, a jego decyzje były w większości nieodwołalne. 

Świat wilkołaków nie był kolorowy, to nie była bajka na dobranoc dla grzecznych dzieci. Populacji groziło wyginięcie, ukrywanie ich istnienia było coraz trudniejsze, rejonów wolnych od ludzi było coraz mniej. Utrzymanie wszystkiego w ryzach wymagało twardej ręki. 

Dla Huntera nie stanowiło to problemu, bo taki miał charakter. Nie dawał się sentymentom, nie kierował się emocjami, nie pozwalał nikomu na siebie wpływać. Zależało mu na poddanych, wszystkich traktował jednakowo i sprawiedliwie. Nie było niczego, co mogłoby zaburzać jego osąd, rozpraszać i odwracać uwagę od tego, co istotne. Miał mnóstwo obowiązków, żył głównie pracą, ale to właśnie lubił, taki był. Do tego wszystkiego był świetnym wojownikiem i kiedy szedł na wojnę, nie brał jeńców. Zabijanie z zimną krwią, w imię wyższego dobra, było czymś naturalnym. Żaden wilkołak nie przetrwałby w świecie pełnym ludzi, gdyby nie kierował się swoim dzikim instynktem. 

Wszystko to wpłynęło na jego opinię. Ludzie nauczyli się, że Alfa Hunter był bezlitosnym tyranem bez serca, ale potrafił sprawiedliwie rozwiązać każdy problem. Bali się go, panicznie, ale kochali równie mocno.

— Rozmawiałeś z nią? — zagadnął Milan.

Hunter westchnął po raz kolejny i usiadł za biurkiem. Złapał się za nasadę nosa i przymknął oczy. Pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji i bezsilność, którą czuł, przyprawiała go o ból głowy.

Bardzo z艂y wilk (Era Wilk贸w, t.1)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!