Rozdział 4

470 46 11

Podziwiałam opuszkami palców delikatność obszycia koronki na dekoldzie w kształcie serca. Jardy tiulu i chmury perfum unosiły się wokół mnie niczym aureola.

- Jaxon zaniemówi, gdy cię zobaczy - szepnęła ze wzruszeniem Gabriela, poprawiając diadem na mojej głowie. Rubiny jaśniały swym własnym blaskiem, kontrastując z alabastrową cerą.

Czerwień trenu ciągła się za mną niczym krew bitewnych pól, znaczący szlak mojego życia. Jedwabne nici na gorsecie tworzyły sieć zawiłych splotów, tworząc różany wzór. W uszach połyskiwały rubinowe kamienie, pasujące do tych na koronie. Brak ramiączek eksponował długą szyję i smukłe obojczyki. Z eleganckiego upięcia koka jedynie kilka skręconych kosmyków okalało moja twarz i usta w kolorze sukni.

- Czuję się jakbym miała zwymiotować, a gorset odcina mi dopływ powietrza - jęknęłam, obracając się w kierunku Lily i Iris, które przypatrywały mi się z dumą.

- Wyglądasz niesamowicie - odparła Iris, wygładzając liliową spódnicę. - Niczym królowa.

Z tymi słowami odgłos zegara rozszedł się echem po dziedzińcu zamku, docierając łomotem do mojego okna.

  Jaxon

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Jaxon

Była piękna. Absolutnie, zniewalająco, do bólu serca piękna - zarazem pełna drapieżnego, kobiecego wdzięku. Pochłaniałem oczami jej sylwetkę, gdy szła ku mnie, a suknia falowała wokół jej kształtów. Potem spotkałem się z nią wzrokiem w zapierającym dech momencie i cały świat zawęził się wyłącznie do jej twarzy i tych przepięknych, niebieskich oczu.

- Wyglądasz zniewalająco - powiedziałem, wystawiając w jej kierunku dłoń.

- Dziękuję - uśmiechnęła się, biorąc mnie pod ramię. - Też jesteś niczego sobie.

Słyszałem jej głęboki wdech, gdy zbliżyliśmy się do ogromnych drzwi, zza których rozbrzmiewały dźwięki skrzypiec. Strażnicy stanęli na baczność, gdy dostrzegli nas w pełnej okazałości.

Ukłonili się nisko, chwytając za złote klamki, które uchyliły się bezszelestnie. Wszyscy jakby skamienieli a muzyka ustała, gdy stanęliśmy na szczycie schodów.

Książę Stali i Księżniczka Krwi.

Cała sala niczym kolorowa fala skłoniła głowy na znak szacunku, gdy Eris uniosła wolną dłonią poły spódnicy a jardy trenu ciągły się za nią, oblewając białe schody. Sprowadziłem ją ze schodów i udałem się na drugą stronę wielkiej sali tronowej do rodziców, którzy siedzieli na podwyższeniu.

Królowa Izyda i Król Polines małżeństwo, które ukrywało pozory pod osłoną kłamstw. Jedyni ludzie przed, którymi musieliśmy się skłonić, gdy sekundę wcześniej wszyscy oddawali nam cześć.

Widziałem przenikliwe spojrzenie matki, która obserwowała niewzruszoną, Eris. Kasztanowe włosy były gładko zaczesane do tyłu, ukazując twarz naznaczoną niewielkimi zmarszczkami. Wyrachowana i bezwzględna w obliczu rodziny. Ucieleśnienie dumy i serdeczności dla nieświadomego ludu.

Queen of BloodPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!