Rozdział 3

582 48 6

Mdły blask świecy rozpraszał mrok i rzucał cienie, gdy pochylałam się nad mapą, analizując poszczególne miejsca. Stary pergamin był pożółkły a linia atramentu zamazana w niektórych polach. W głowie łączyłam izby zaznaczone na mapie z rzeczywistością, odnajdując te ukryte w labiryncie cegieł. Jako dziecko odkrywałam każde na nowo, jednak ich ilość nie kalkulowała się z moimi potrzebami.

Jedyny moment, jaki miał znaczenie, to chwila obecna. Tak naprawdę mogłam żyć jedynie w teraźniejszości. Cokolwiek planowałam lub czegokolwiek się bałam, działo się to teraz.

Ta kartka była jedną z nielicznych rzeczy, które otrzymałam od rodzicielki - nie miałam pojęcia, skąd ją miała, jednak właśnie to znalazłam na dnie pudła.

Była cenna i zajęło mi wiele czasu, nim zorientowałam się, do jakiego budynku nawiązują plany. Aczkolwiek z czasem odpowiedzi same się natrafiły i wszystko sprowadzało mnie do tego dworu.

Tu, gdzie wszystko się zaczęło.

Otworzyłam wieko skrzyni, przekopując się przez nieistotne przedmioty i ukryłam pergamin na dnie. Dotyk delikatnego skórzanego materiału wywołał znajomy dreszcz podniecenia, ale pod tym kurzem odczuć kryło się coś więcej.

Obrzydzenie do samej siebie.

Nachyliłam się nad knotem, wydmuchując powietrze spomiędzy warg. Czas leczył wszystkie rany, podsycając moje życie gniewem i urazą. Czas oddalał od mnie wszystko, a na samym końcu czekał wyłącznie mrok. Po prostu dziewięć lat temu coś zmieniło światło w ciemność.

Dokładnie o piątej czterdzieści przywitały mnie promienie słoneczne, wpadające przez strzeliste drzwi balkonowe i znajome kobiece szepty. Przeciągnęłam się leniwie, zerkając w stronę drzwi, przez które weszły trzy dwórki.

- Dzień dobry, obudziłyśmy cię? - zapytała przyjaźnie Lila, zakładając za ucho nieposłuszne czarne loki. Pokręciłam szybko głową i rozciągnęłam zesztywniałe mięśnie nad głową.

Gładkim ruchem ściągnęłam z siebie satynowe nakrycie ozdobione skomplikowanymi złotymi obszyciami i skrzywiłam się na zimny marmur pod stopami. Pożegnałam miękki materac, który opadał o kilka centymetrów z każdym ruchem.

- Dobry - uśmiechnęłam się, zerkając na Gabriele, która ruszyła do komory kąpielowej połączonej z garderobą. - Idę na salę treningową, więc przygotuj mi jakieś spodnie i koszulę.

Niska postura obróciła się w moim kierunku zaskoczona, jednak jedynie wzruszyłam ramionami.

- Z księciem Jaxonem? - po krótkiej ciszy Iris zadała pytanie, które najwyraźniej nurtowało je wszystkie, ponieważ czekały na moją odpowiedź, wręcz z zapartym tchem.

- Tak i Adrianem - wymieniły między sobą uśmiechy. Obmyłam twarz w przygotowanej misie z ciepła wodą, którą przyniosły i zaczęłam poranna toaletę.

- Oboje są przystojni, jednak Jaxon - mrugnęła w lustrze Iris, kończąc zaplatanie mi skomplikowanego warkocza, opadającego na prawe ramię.

- Nie dość, że będziesz miała zabójczo przystojnego męża to twój szwagier będzie też niczego sobie - przewróciłam oczami, wkładając czarne kozaki.

- Jesteście niedorzeczne - parsknęłam śmiechem, związując przy pomocy Lily czarny gorset. Gdy już uporałyśmy się z wiązaniami poprawiłam rozkloszowane rękawy koszuli, która stanowiła oparcie dla skórzanego pasa.

- Pamiętasz, że dziś odbywa się bal na twoją cześć? - Gabriela usiadła na czerwonym tapczanie ze złotymi obiciami, podczas gdy rozluźniałam lekko przyciasną fryzurę.

Queen of BloodPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!