Potykam się o każdy większy napotkany na drodze kamyk, moje ciało bezwładnie uderzyło w coś twardego, żołądek ścisnął się ze strachu, a serce zaczęło walić jak oszalałe, gdy podniosłam głowę ku górze, aby zobaczyć parę karmelowych tęczówek przeszywających mnie na wskroś. Staliśmy w ciszy do momentu kiedy nie przypomniałam sobie o Brad'zie, moje mdłości od razu powróciły, a chwilowy spokój prysnął, jak bańka mydlana.

- Jest Ci zimno? - Justin spojrzał na moje ramiona pokryte gęsią skórkom. 

- Um..trochę. - Nieśmiało przyznałam, a mój wzrok powędrował na stopy.

- Proszę. - Podniósł moją prawą dłoń i położył na nią swoją kurtkę.- Będzie Ci cieplej, wyglądasz blado, dobrze się czujesz? - Zatroskany zapytał, dotykając ubrane w jego odzienie moje ramiona.

- C-zy. - Zająknęłam się. - M-mógłbyś zawieść mnie do domu?. - Podniosłam wzrok na jego twarz, głębokie zmarszczki widoczne były na jego czole ukazując zamyślenie.

- Gdzie jesteś suko! - W oddali słychać było głos Brad'a. Echo doskonale roznosiło wyzwiska pod moim adresem. Wzdrygnęłam się z przerażenia, moje nogi były, jak galareta, a oddech stawał się zbyt szybki. 

- Proszę. - Jęknęłam prawie łkając, złapałam brzuch, a wolną dłonią zakryłam usta, gdy poczułam, jak ostatki pokarmu chcę wyładować na ziemie. 

- Boże, Victoria. - Justin owinął swoje  prawe ramie wokół mojej tali, a lewa dłonią odgarnął kosmyki włosów przylepionych do czoła. - Teraz Cię podniosę. Zabiorę Cie w bezpieczne miejsce.

Moje rece położył na swoim karku, gdzie zaplątałam palce ze sobą, jedna dłoń chłopaka wylądowała na moich plecach, a druga pod kolanami. Podniósł mnie z ziemi bez najmniejszego problemu. Byłam zdana na niego, człowieka który pracuje w gangu mojego wroga, a jednocześnie jest kimś kto prawdopodobnie może mną sie zaopiekować.

  Uniosłam powieki, a jasne światło sprawiło, że ponownie je zamknęłam. Skronie pulsowały z bólu, tak samo jak moja kostka, na co skrzywiłam się, przeczesując swoje włosy.  Usiadłam opierając się o ramę łóżka, pokój nie przypominał, ani sypialni Kate ani mojej. Czułam, jak włoski na moim karku stoją dęba ze strachu. Byłam przerażona faktem, że nie pamiętam, gdzie się znajduje. Ostatnie co słyszałam to cichy głos Jason'a, gdy układał mnie w swoim samochodzie, więc to jego łóżko? Spojrzałam w dół gdzie okrywała mnie kołdra ubrana w czerwoną  poszwę. Moja klatka piersiowa uniosła się i opadła, gdy w głowie uroiło mi się kilka pytań.  Miałam jedynie wielką nadzieje, że Jaso nie wywiózł mnie to jakiegoś kolegi Brad'a, wtedy straciłby w moich oczach. 

- Obudziłaś się. - Chłopak oparł się o framugę drzwi, gdy moja głowa skierowała się w jego kierunku. Miał na sobie białą bluzkę w serek i dresowe spodnie. - Tam masz świeże ubrania. - Wskazał na białe krzesło obok okna. Podniosłam kołdrę, ale do razu pożałowałam, byłam w samej koszulce i już miałam wrzeszczeć, że zrobił coś wbrew mojej woli. Otworzyłam usta, gdy się odezwał. - Nie, nie zrobiliśmy tego, nie mógłbym. Nie jestem taki. - Powiedział szybko, siadając na brzegu łóżka.

- No chyba nie powiesz mi, że wróżka mnie przebrała. - Zakpiłam, okrywając się szczelnie kołdrą.

- To nie jest tak, jak na to wygląda. - Powiedział, przez zęby.

- Przebrałem Cię z zamkniętymi oczami i serio nic więcej, sądziłem, że po prostu wygodniej będzie Ci w czymś dużym i miękkim, okey! - Nadąsał się, zaplatając ręce na wysokości klatki piersiowej.

- Nie potrzebnie się męczyłeś. - Prychnęłam.

- Dziękuje też się nie należy. - Powtórzył moja czynności, wstając z łóżka. - Na dole masz naleśniki, ale chyba królewnie nie będą odpowiadać. 

Zostawił mnie sama w pokoju, a moje kubki  smakowe od razu zaczęły pracować na myśl o naleśnikach, które uwielbiam, odkryłam  swoje ciało. Zabrałam ciuchy, które składały się z bluzki i krótkich koszykarskich spodenek. Z uśmiechem nałożyłam wszystko i przejrzałam się w lustrze, poprawiając sobie koka westchnęłam na nieziemski zapach smakołyków na dole, które jakimś cudne dostały się na piętro. Kurcze. Potraktowałam go okropnie, a on się starał. Pokręciłam głową w niedowierzaniu mojego zachowania i faktu, że moja kostka mnie strasznie boli. Schody były niedaleko sypialni, jak sądzę Jaso, jednak stawiając stopę na pierwszym stopniu syknęłam z bólu.

-Ah, księżniczka nie może zejść. - U stup schodów pojawił się Jason z jego cwaniackim uśmieszkiem.

- Mogę! - Obroniłam się, ponownie schodząc i próbując utrzymać swój wymuszony uśmiech. W kącikach oczu czułam, jak gromadzą się łzy, ale próbowałam jakkolwiek zatrzymać je.

- Canada, przestań udawać. - Jęczy na co podnoszę głowę, aby mógł zobaczyć moją zdezorientowaną mine i wybuchnąć śmiechem. - Chodź tu. - Wspina się po stopniach, aż dociera do mojej drobnej sylwetki. jego dłoń ląduje na moich plecach, a moją rękę przekłada sobie na kark i powoli pokonujemy odległość do białej posadzki. - Tam jest kuchnia. - Wskazuje głową na pomieszczenie z drewnianymi drzwiami.  Usadawia mnie na krześle barowym i podsuwa talerz pełen naleśników i słoik dżemu, zapewne malinowego lub wiśniowego. 

- Gdzie dokładnie boli? - Zapytał, grzebiąc w szafce. 

- Okolice kostki. - Mruczę, wkładając sobie naleśnika do ust z porządną porcją słodkiej mazi. Chłopak chichocze, gdy odwraca się w moją stronę, trzymając w ręku bandaż i maść. -Co?- Pytam, zdziwiona.

- Jesteś brudna. - Uśmiecha się stojąc po drugiej stronie wysepki, bierze ręcznik z blatu i powoli wyciera kąciki moich ust. 

- Um dzięki. - Czuje, jak się czerwienie  i szybko spuszczam głowę, a wzrok wbijam w placki z brązowymi plamkami. 

- Daj stopę. - Mówi, gdy siada obok na drugim czarnym krześle. Skrępowana wcześniejszym wydarzeniem, unoszę nogę do góry, a stopę kładę na jego kolanie. Chłopak rozrywa torebkę w której znajduje sie bandaż i kładzie go obok maści, a by następnie właśnie ja wziąć. - Myślę, ze to zwichniecie albo cos w ten deseń, jednak powinnaś jechać do szpitala. -Informuje mnie, na co pokręciłam głową w odmowie.

- Wiem, ze jesteś uparta, ale skąd wiesz, ze to nie jest zbyt poważne? - Zapytał, kładąc zimna maz na kostkę, a następnie rozsmarował ja dookoła niej. 

- Jason, serio będzie dobrze. -Powiedziałam patrząc na jego czynność. Podniósł swój wzrok na mnie na co się spięłam, na szczęście dźwięk telefonu sprawił, ze spojrzał na wibrujące urządzenie na blacie szafki. Opuścił moja stope na płytki, a sam wstał po telefon. 

- Jason!- Warknął, opierając się o szafkę. - Tak jest. - Powiedział układając swoje usta w cienką linie. - Nie wiem, zapytaj się Brada. - Mówi przez zęby. - O ile wiem to twój chłopak.

Zadrżałam, gdy zdałam sobie sprawę z kim rozmawia, ale nie chce tam wracać, możliwość zostania z Bradem sam na sam jest śmiercią na miejscu! 

- Mogę ją dać. - Spogląda na mnie, a ja kręcę głową na nie. - Tylko zobaczę, czy śpi. - Uśmiecha się głupkowato, na co cicho parskam.

ChangePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!