馃惡 001. "Na fundamentach nieistniej膮cych fizycznie 艣wiat贸w"

Zacznij od pocz膮tku

Jej przyszły oprawca stał w swobodnej pozycji, na jego twarzy malowało się nieskrywane rozbawienie, przemieszane z pobudzeniem. Miała wrażenie, że w jego oczach widziała przebłyski czerwieni, ale zwaliła to na grę ulicznych świateł. Był bardzo wysoki, miał wyjątkowo proporcjonalną sylwetkę, dłuższe włosy w artystycznym nieładzie, długie mocne nogi. Był nienaturalnie atrakcyjny i wyjątkowo niebezpieczny. Łączenie tych dwóch cech powinno być karalne.

Noc była jasna i ciepła, po prostu idealna. Powietrze niosło zapach nadchodzącego lata, jeśli można o tym mówić w centrum zanieczyszczonego spalinami miasta. Aura sprzyjała życiu, nie umieraniu. Tymczasem Sky nie była pewna, co do własnego losu.

— Proszę, proszę, proszę — Nieznajomy błysnął zębami w uśmiechu. — Kogo my tu mamy?

Dziewczyna trzęsła się, przerażona wizjami rychłej i bolesnej śmierci. Tak wielu rzeczy nie zdążyła zrobić, tak niewiele dobra ją spotkało. A tu proszę, nie osiągnęła pełnoletności, a za chwilę wyląduje na pobliskim cmentarzu. To nie było sprawiedliwe.

— Nie mam pieniędzy ani biżuterii — wyjąkała desperacko. — Nie mam nic...

Nieznajomy wybuchnął śmiechem i pokręcił głową.

— Nie chcę twoich pieniędzy — Miał głęboki, dźwięczny głos. — Chcę ciebie.

To był ten moment, w którym zdała sobie sprawę, że za chwilę stanie jej się ogromna krzywda. Krzywda, której żadna kobieta nigdy nie powinna zaznać. Czuła, że w jej oczach wzbierają łzy. Spodziewała się najgorszego, kiedy mężczyzna znowu przemówił.

— Widzisz — zaczął konwersacyjnym tonem. — Dzisiaj jest taki szczególny dzień, kiedy mężczyźni tacy jak ja wyruszają na... łowy.

Sky przełknęła ślinę. Doceniała, że obcy czuł się w obowiązku wyjaśnienia swojego zachowania, ale zdecydowanie bardziej wolałaby, żeby porzucił swoje niecne zamiary. Poza tym przerażało ją to, co mówił. Wolała nie wiedzieć jak wielu gwałcicieli wyruszyło „na łowy".

— Mężczyźni tacy jak ty?

Tak, to nie było mądre. Zadawanie pytań, na które nie chce się usłyszeć odpowiedzi, zwykle nie kończyło się dobrze. Sky miewała przebłyski głupiej odwagi, wręcz buty, która doprowadziła ją do konfliktu z najpopularniejszą dziewczyną w szkole. To był gwóźdź do trumny jej życia towarzyskiego. Wyglądało na to, że tym razem mógł to być gwóźdź do trumny, którą jej ojciec zamówi w zakładzie pogrzebowym. Niefajnie.

Nieznajomy uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ona mogłaby przysiąc, że zobaczyła kły. Nie takie wampirze, ale zwierzęce. Niemal jak... wilcze. Przez jej ciało przeszedł dreszcz podniecenia. 

Matko kochana! 

Jak bardzo nie po kolei trzeba mieć w głowie, żeby wizualizować sobie wilcze kły w chwili zagrożenia życia? Sky zaczynała nabierać przekonania, że z nią faktycznie coś było nie tak.

Nie zdążyła mrugnąć, kiedy jej oprawca znalazł się tuż przed nią i przycisnął ją do ściany. Czuła bijące od niego ciepło, jakby był w gorączce. Zdecydowanym ruchem odchylił jej głowę w bok i zaczął obwąchiwać szyję. Najwięcej uwagi poświęcił zgięciu w okolicy obojczyka. Wdychał jej zapach, najwyraźniej niezrażony, że była spocona — ze strachu i po bieganiu.

— Mmmm... — zamruczał. — Do schrupania.

Kiedy poczuła na skórze nacisk czegoś ostrego, przeraziło ją, że za chwilę wstrzyknie jej narkotyk. Zaczęła się szarpać, ale to poskutkowało tym, że zacisnął jedną rękę na jej przegubach. Była pewna, że zrobił jej siniaki. Nogi unieruchomił masą swojego ciała. Nie miała możliwości ruchu. Zastanawiała się, czy zacząć krzyczeć, ale bała się, że sprowokuje go do szybszego działania. A ona chciała pożyć dłużej, choćby o kilka minut.

Bardzo z艂y wilk (Era Wilk贸w, t.1)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!