馃惡 001. "Na fundamentach nieistniej膮cych fizycznie 艣wiat贸w"

6.2K 472 87


Sky nie była dzieckiem szczęścia.

Za kilka tygodni miała skończyć osiemnaście lat.

Chodziła do liceum, w którym większość uczniów wywodziła się z zamożnych rodzin. Patrzyli na nią z góry albo wcale.

Miała jedną przyjaciółkę.

Mieszkała z ojcem, zawodowym żołnierzem, którego obowiązki skutecznie psuły stosunki z córką. Joseph Clark większość czasu spędzał w delegacjach, na misjach, o których nie chciał i nie mógł rozmawiać. Sky zdążyła pogodzić się z faktem, że sporej wielkości dwupoziomowe mieszkanie było dla niej niemal na wyłączność.

Postać po drugiej stronie lustra również nie napawała jej optymizmem. 

Jedynym miejscem, w którym miała włosy, była jej głowa. Może właśnie dlatego mogła pochwalić się bujną fryzurą. Gdyby nie fakt, że jej włosy miały platynowy kolor, były tak jasne, że niemal białe, zapewne byłaby z nich dumna. Tymczasem był to kolejny powód do prześladowania w szkole. Na świat patrzyła oczami w kolorze bursztynu — nie były ani brązowe, ani zielone, ani niebieskie. Były, o zgrozo, literalnie bursztynowe. Jasne włosy w komplecie z jasnymi oczami. Jeśli dodać do tego niemal eteryczną budowę ciała, mogłoby się zdawać, że Sky była elfem z baśni znanych pisarzy. Wybitnie niezdarnym, gdyż potrafiła potknąć się na prostej o drodze, o własne stopy. Zdarzało jej się myśleć, że boski plan miał dużo niedociągnięć, bo na nią najwyraźniej zabrakło materiału. Pigmentu również, bo jej skóra cechowała się tak niezdrowym odcieniem bladości, że znajomi lekarze jej ojca wielokrotnie zlecali komplet badań, żeby mieć pod kontrolą stan jej zdrowia. To akurat zawsze było w normie — Sky jeszcze nigdy nie była chora. Jednak to nie wystarczyło, żeby na pełnych koralowych ustach gościł uśmiech. Uśmiechu nie było tam prawie nigdy.

Prawie

Wyjątkiem były samotne wieczory, spędzane na pisaniu. Sky miała wyjątkowo bujną wyobraźnię. Tak bardzo wczuwała się w kreowane przez siebie światy i postacie, że dosłownie śniły jej się one po nocach. Wiele z tych snów tworzyło oś kolejnych wydarzeń w jej opowiadaniach. W tym była naprawdę dobra, wybitna wręcz. Pisała tak dobre historie o wilkołakach, że osiągnęła kilka milionów wyświetleń na Wattpadzie, setki tysięcy polubień i tyleż samo komentarzy. Kilkukrotnie zajęła pierwsze miejsce w rankingach, a jej prace zgłaszano do konkursów. Tam, na fundamentach nieistniejących fizycznie światów, światów, które stworzyła wedle własnego planu, była rozchwytywana, kochana, pożądana. Dostawała pierwsze maile od wydawnictw, gotowych podjąć z nią współpracę. Nie mogła jednak nic z tym zrobić, bo była anonimową autorką. Czerpała radość z reakcji czytelników, napawała się tym, ale na tym musiała poprzestać. Gdyby ktokolwiek ze szkoły dowiedział się o jej pasji, najpewniej uznaliby ją za większą wariatkę niż obecnie.

Tak, Sky zdecydowanie nie była dzieckiem szczęścia.

Bo gdyby jednak nim była, to nie wylądowałaby kilka przecznic od domu, w ciemnym zaułku, z wyjątkowo przystojnym, ale wrogo nastawionym nieznajomym.

Wiedziała, że tego wieczoru należało zostać w domu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że wydarzy się coś złego. Winda była zepsuta, suszarka do włosów również odmówiła współpracy, komputer stwierdził, że się zawiesi, a Wattpad uznał, że nie opublikuje nowej części opowiadania. 

Czy w takim razie wyjście na wieczorny jogging było dobrym pomysłem? 

Kiedy w jej przypadku samo bieganie stwarzało zagrożenie dla życia? 

No chyba nie. 

Nie potrafiła jednak sobie odmówić. Nie, kiedy na niebie była pełnia.

W oddali słyszała przecinające się sygnały radiowozów. Błagała, żeby jakikolwiek przejeżdżał w tej okolicy. Gdzie te patrole, kiedy są najbardziej potrzebne? 

Bardzo z艂y wilk (Era Wilk贸w, t.1)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!