Rozdział 2

578 51 14

  Kroczyłam marmurowym holem, a błękit sukni opływał moje kostki niczym fale z każdym delikatnym ruchem bioder. Jaxon szedł obok mnie z rękami schowanymi za plecami, podczas gdy badałam każdą najmniejszą zmianę w otoczeniu. 

- Biblioteka jest powszechnie dostępna? – zapytałam i dostrzegłam małe zaskoczenie na jego przystojnej twarzy. – Zdziwiony?

- Z tego, co pamiętam, jako dziecko nienawidziłaś wszelkich zajęć etykiety. Wolałaś biegać z prowizorycznym mieczem i bić się z moim bratem – przypomniał rozbawiony. – Książki również nie były twoim zamiłowaniem, ale jeżeli masz chęci to jest do twojej dyspozycji.

- Preferencje się zmieniają  – odparłam, mijając dwudziestego trzeciego strażnika na warcie podczas całej podróży po terenie zamku. – Skoro mowa o moim przyjacielu zbrodni, gdzie jest Adrian?

- Czyżbym słyszał swoje imię z twoich pięknych ust, księżniczko? – powiedział ktoś wesołym głosem, opierając się o ścianę tuż przy arkadowych oknach zwieńczonych żelaznymi winoroślami.

- Porzuć tytuł – westchnęłam, gdy uśmiechnął się łobuzerskim uśmiechem. Równie czarującym, co Jaxona, który posłał pewnej damie, gdy przechadzaliśmy się w ogrodzie. – Przyznam, iż jesteś równie przystojny, co twój brat, a może nawet bardziej.

  Młodsza wersja Jaxona roześmiała się głęboko, gdy drugi skrzywił się nieznacznie. Dostrzegałam między nimi tyle podobieństwa, co różnic. Podczas, gdy starszy odziedziczył włosy po matce, Adrian dostał kosmyki o barwie czarnej jak smoła ich ojca. Każdy ruch ust Jaxona ukazywał jego niebiańskie dołeczki, podczas gdy czarnowłosego zdobiła ledwo widoczna blizna przy brwi. Adrian rozsiewał wokół siebie rzadko spotykaną beztroskość, gdy starszy brat kroczył dumnie z nienaganną manierą.

  Mimo wszystko oczy zdradzały więzy krwi.

- A ty wyrosłaś na niezaprzeczalną piękność – obejrzał mnie bezwstydnie, ale w jego oczach kryła się braterska troska. Której najwyraźniej nie dostrzegał Jaxon, ponieważ ku mojemu zdumieniu i lekkiej satysfakcji zacisnął szczęki. – Z taką urodą mogłabyś podbić serce każdego władcy, dlaczego ten arogancki bufona ma takie szczęście?

- Bracie, stąpasz po cienkim lodzie – przerwał Jaxon, gdy zachichotałam, unosząc poły spódnicy, gdy przemierzyliśmy schody na zachodnim piętrze.

  Adrian uśmiechnął się szerzej.

- Zapamiętaj, głupi ma zawsze szczęście – zażartowałam, klepiąc Jaxona w ramię. 

- Pyskata jak za dzieciństwa – skwitował Adrian. Chyba tylko tyle we mnie pozostało z tamtych lat. Brak pokory kiedyś doprowadzi mnie do zguby.

  Zobaczyłam ogromne dębowe drzwi o strzelistym łuku z zwyczajowymi metalowymi winoroślami, pnącymi się ku górze drewna.

- Co to za pomieszczenie? – zapytałam, zwalniając kroku.

- Jedna z sal treningowych – odparł Jaxon. Uśmiechnęłam się i pchnęłam uchylone wrota, czując lekki zapach potu unoszący się w powietrzu. Dwójka nieznajomych odbywała właśnie zacięty sparing nie zważając na nasze przybycie, jednak jeden przystojny mężczyzna spojrzał wprost na nas. Skłonił głowę, choć nie mogłam rozszyfrować czy był to ruch przeznaczony tylko do osobowości za mną.

  Powszechnie było znane moje przybycie, aczkolwiek większość nie wiedziała jak wyglądałam.

  Moim oczom ukazała się ogromna komnata wyłożona czarną posadzką, a szklane okna sięgały do samego sufitu. Połowę jednej ze ścian pokrywały półki i wieszaki z różnorodnymi rodzajami broni. Od mieczy, łuków po siekiery i maczugi. Znałam każdą z tych broni.

Queen of BloodPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!