Rozdział I

1K 74 22
                                    

      Budynki przy drodze zlewały się w jedną, niewyraźną plamę, gdy mknąłem samochodem przez opustoszałe ulice. Zdjąłem jedną rękę z kierownicy, aby sięgnąć na fotel pasażera po telefon. Podświetliłem jego ekran, zerkając na zegar cyfrowy. Dochodziła pierwsza w nocy i wręcz karygodne było poruszanie się po mieście z taką prędkością, ale w tej sytuacji niewiele mnie to interesowało. Śmiało dociskałem pedał gazu do samej podłogi i nie zdejmowałem z niego nogi nawet na zakrętach. Szarpnąłem kierownicą, gdy na poboczu wychwyciłem niewielkie zwierzę, które mogło w każdej chwili wyskoczyć wprost pod koła, ale udało mi się uniknąć jakichkolwiek przeszkód. Zbliżałem się już do swojego celu, więc zacząłem powoli zmniejszać prędkość, jednocześnie przyglądając się domom. Wszystkie wyglądały podobnie, ale miałem nadzieję, że uda mi się bezbłędnie trafić do tego jednego, docelowego. Mimo czasu, jaki minął od mojego ostatniego pobytu w mieście, w mojej głowie nadal pozostawał obraz jego ulic. Nie był już ostry i wyraźny, ale nadal byłem w stanie instynktownie się przemieszczać w plątaninie dróg. Zmrużyłem powieki, skupiając swoją uwagę na jednym z budynków, który wydawał mi się odrobinę bardziej znajomy niż inne. Wystarczyło podjechać bliżej o kolejne kilka metrów i lepiej się przyjrzeć, aby ostatecznie stwierdzić, że dotarłem do celu. Zgasiłem reflektory w samochodzie i zawróciłem gwałtownie na ulicy, aby zaparkować pod domem. Zgasiłem silnik i zgarnąwszy komórkę z siedzenia, wysiadłem z samochodu. Nacisnąłem mały przycisk, aby zablokować drzwi i raz jeszcze spojrzałem na budynek. Był taki sam, jakim go zapamiętałem. Okna były zasłonięte roletami, więc nie byłem w stanie nawet ocenić, czy domownicy już spali. Wziąłem głęboki wdech zanim ruszyłem wąską ścieżką prowadzącą prosto do drzwi wejściowych. Już uniosłem dłoń, aby nacisnąć na dzwonek do drzwi, ale zawahałem się. Wytężyłem słuch, próbując wyłapać odgłosy ze środka. Chwilę zajęło mi odseparowanie wszystkich innych dźwięków, ale po chwili słyszałem już tylko bicie serc i szmer telewizora. Zrezygnowałem z użycia dzwonka, a zamiast tego kilkakrotnie uderzyłem knykciami w drewnianą powierzchnię drzwi i dalej nasłuchiwałem. Odetchnąłem z ulgą, gdy w środku rozległy się ciche, ale szybkie kroki, które coraz bardziej się zbliżały w moją stronę. Cofnąłem się o krok, czekając aż ktoś otworzy drzwi. Szczęk zamka, a chwilę później drzwi uchyliły się, ukazując zaspaną kobietę. Miałem nadzieję, że mnie rozpozna nawet po takim czasie. Przyglądała mi się przez kilkanaście sekund, po czym zmarszczyła brwi w niedowierzaniu.

    – Zastałem Scotta? – Rzuciłem, próbując jakoś przerwać milczenie. Melissa szybko zamknęła drzwi, aby chwilę później otworzyć je na pełną szerokość. Zanim zdążyłem się zorientować, co się dzieje, kobieta w średnim wieku ciasno oplotła moją szyję ramionami. Od razu się uśmiechnąłem na ten gest i odwzajemniłem uścisk. Melissa McCall - kobieta, która przyjęła mnie pod dach i traktowała mnie jak syna, gdy straciłem zupełnie wszystko. Byłem jej za to wdzięczny całym sercem i nie byłbym w stanie nigdy zapomnieć, jak wiele zrobiła dla mnie ona i jej syn. Po chwili Melissa odsunęła się, ale ujęła moją twarz w dłonie z promiennym uśmiechem na twarzy. Nadal patrzyła na mnie z niedowierzaniem.

    – To naprawdę ty, Isaac. – Wyszeptała, kręcąc przy tym nieznacznie głową. Radość była w tym przypadku dwustronna. Czułem, jakbym wrócił do własnego, rodzinnego domu, gdzie zostałem ciepło powitany. W moim przypadku jednak radość byłą znacznie przyćmiona przez intencje moich odwiedzin. Melissa w końcu całkowicie mnie puściła, wracając do domu. Podążyłem za nią, zamykając za sobą drzwi na zamek. Ciemnowłosa kobieta od razu podążyła do kuchni, skąd sekundę później dało się słyszeć odgłosy uderzających w siebie naczyń. Stanąłem w progu kuchni i oparłem się o ścianę. Pani McCall wyjęła z szafki dwa kubki, nie pytając nawet czy mam ochotę się czegoś napić. – Wiedziałam, że w końcu tu wrócisz. Dzieciaki zawsze wracają.

Wanted || Isaac LaheyPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz