19. Echo przeszłości

5K 420 88
                                                  

Cisza, jaka panowała o tej porze na pierwszym piętrze przyjemnie koiła umysł Severusa Snape'a. Stał nieruchomo, obserwując śpiącą na łóżku obok dziewczynę i zastanawiał się, jakie licho przygnało go w te strony. Była mu całkowicie obojętna, a jednak nie potrafił odepchnąć od niej myśli. W gruncie rzeczy była tylko bezbronnym dzieckiem. Zupełnie takim, jak kiedyś on sam.

Poruszyła się nagle, jakby koszmar przejął władanie nad jej snami. Jęknęła i przekręciła się na bok, krzywiąc wyjątkowo symetryczną twarz w grymasie. Jej ciemne loki rozłożyły się po całej poduszce, która miejscami mokra była od łez i potu.

Nie umiał odmówić sobie przyjemności wejścia do jej kompletnie bezbronnego umysłu. Wyciągnął wolno różdżkę z kieszeni czarnej szaty i skierował ją na śpiącą dziewczynę.

Legilimens — mruknął. Spiął wszystkie mięśnie, kiedy wspomnienia uderzyły w niego znienacka. Wpadł w wir przeszłych wydarzeń, biorąc udział w rodzinnych kłótniach, wyprawach nad jezioro, do letniskowego domku nad wodą. Widział wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę, ubranego w elegancki garnitur, który zupełnie nie pasował do wykrzywionej w złości twarzy. Nie słyszał słów, ale po ruchu zarośniętej siwiejącą brodą szczęki domyślił się, że krzyczał. Odwrócił głowę, chcąc zobaczyć, do kogo kieruje swoje słowa, a wtedy jego oczom ukazała się skulona na podłodze dziewczynka, której włosy zasłaniały zapewne zapłakaną twarz. Jej matka, wyglądająca niemal identycznie jak ona, podeszła do mężczyzny i wyciągnęła rękę w pokojowym geście. Odepchnął ją, patrząc na kobietę z wyrzutem. Z nienawiścią.

— Rozrywkowe, prawda? — usłyszał nagle, mając wrażenie, że dźwięk ten rozerwał mu bębenki. Cisza obezwładniła jego umysł do tego stopnia, że kiedy przerwał zaklęcie, zakręciło mu się w głowie. Christina patrzyła na niego tępym wzrokiem, mrugając szybko. — Nie mógł się pan oprzeć?

— Po tym, co widziałem ostatnio, czuję się w obowiązku dbania o twoją psychikę — mruknął, przysiadając ciężko na leżance obok jej łóżka. Wyglądała przerażająco, leżąc nieruchomo podczas kiedy jej oczy śledziły każdy gest mężczyzny. — Jak się czujesz?

— Niech pan nie udaje, że to pana interesuje. Spełnił pan swój moralny obowiązek, więc chciałabym zostać sama — odparła Christina. Jej głowa spoczywała na białej poduszce, a twarz wiele nie różniła się od niej barwą.

— Wrócił ci humor, więc zakładam, że lepiej — odpowiedział Snape na własne pytanie. Jego spojrzenie na chwilę skrzyżowało się ze słabym wzrokiem dziewczyny, która prychnęła cicho pod nosem i odwróciła głowę.

— Nie potrzebuję kolejnej gadki, profesorze — mruknęła, a gdyby nie kompletna cisza dookoła, Snape miałby problem z usłyszeniem jej słów. — Profesor McGonagall już u mnie była.

— Nic mnie to nie obchodzi, Blakers. Nie przyszedłem ci prawić kazań — odparł mężczyzna, a nie widząc żadnej reakcji na jej twarzy, dodał: — I nie przyszedłem też przepraszać, za to co powiedziałem.

Usłyszał szelest poszewki, kiedy głowa Christiny powoli odwróciła się w jego stronę. Ciemne z powodu słabego oświetlenia oczy zlustrowały go słabo, wyrażając jedynie niechęć i zmęczenie. Jej usta były niemal przezroczyste, a kiedy poruszyła nimi, by odpowiedzieć, Snape zauważył, że robi to niemal z bólem.

— Szkoda — szepnęła. — Miałabym przynajmniej jakąś rekompensatę.

— Oczekujesz nagrody za to, że nie odebrałaś sobie życia? — spytał zaskoczony profesor, obserwując bacznie twarz nastolatki.

— Nie. Za to nie przyznają medali. — Posłała mu ostatnie spojrzenie, po czym ciężko odwróciła się plecami do mężczyzny, który przysłuchiwał się uważnie jej słowom. — Nie jest pan naiwny. Dobrze pan wie, że nikt nie dowie się o tym, co pan zrobił i nikt nie potraktuje mnie przez to łagodniej.

Sojusz, Granger?Where stories live. Discover now