Rozdział czternasty

1.2K 147 11
                                              

Rozdział czternasty

Moje łzy były prawdziwe. Pełne żalu i bólu, płynące prosto z serca. Głupie łzy pokazujące mi jak słaba jestem. Mimo że teraz nie ma po nich nawet śladu to dzięki nim poczułam się żywa, taka jak byłam dawniej. Poczułam, że mam w sobie znacznie więcej niewypowiedzianych emocji, które należą do Nessy, której nie pamiętam. Poczułam, że nadszedł czas, żeby je uwolnić, oczyścić się ze wszystkiego, co zżera mnie od środka.

Nie wiem, dlaczego powiedziałam Ryle'owi te wszystkie okropne rzeczy. Wcale tak nie myślę. Sprowokowałam kłótnię, chciałam, żeby moje słowa go zabolały i nie potrafię tego wyjaśnić w żaden racjonalny sposób. Wystarczyło, że poczułam się zagrożona i automatycznie nie potrafiłam pohamować złości, a Ryle był jedynym żywym obiektem w pobliżu, na którym mogłam ją wyładować. To było zaskakująco proste.

Wyszedł kilka godzin temu i do tej pory nie wrócił. Po tym jak się ogarnęłam, zamknęłam się w pokoju z nadzieją, że uda mi się zasnąć, a gdy się obudzę, on już tu będzie. Oczywiście nie zmrużyłam oczu nawet na sekundę przez coraz bardziej rosnące poczucie winy, ale i niepokój. Już trzy razy pisałam do niego wiadomość z zapytaniem, gdzie się podziewa, lecz za każdym razem kasowałam ją, zanim zdążyłam wysłać. Boję się, że Ryle wciąż jest na mnie tak wściekły jak w chwili, w której mnie zostawiał. Nie chcę, żeby roztrzaskał telefon na widok mojego numeru, dlatego leżę na łóżku zwinięta w kłębek i czekam aż on pierwszy się odezwie.

W ułamku sekundy zniszczyłam naszą dziwaczną relację nawet nie podnosząc głosu. To tylko kłótnia, odzywa się podświadomość. Dorośli już tak mają, kłócą się. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. W odpowiedzi kręcę głową. Przez te kilka minut pozwoliliśmy wedrzeć się między teraźniejszych nas jakiejś nienawiści z przeszłości. Czułam ją tak mocno... Ryle także. Przepływała przez nasze ciała, zatruwała serce, oddalała od siebie. Dość!, nakazuję sobie w myślach, siadając. Ange w końcu wróci, a wtedy z nim porozmawiam. Przeproszę za swoją impulsywność, a on będzie udawał, że wcale go to nie ruszyło. Póki jeszcze go nie ma, muszę zająć czymś głowę, żeby nie zachowywać się jak przewrażliwiona nastolatka.

Wyjmuję spod poduszki zeszyt, po czym otwieram go na pierwszej stronie. Przez chwilę wpatruję się w zapisaną odręcznie treść, ale rozpoznaję jedynie rok, w którym zostały napisane dwa wpisy: tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt cztery, a to oznacza, że pamiętnik jest starszy, niż mi się wydawało. Szybko robię zdjęcie pożółkłej strony i od razu wysyłam ją Alice. Odpowiedź nadchodzi dosłownie kilka sekund później:

Odeślę późną nocą.
Buziaki,
A.

Marszczę brwi, zastanawiając się, co tak naprawdę wiem o swojej menadżer.

Jest niedużo starsza ode mnie, piękna i cholernie dobra w tym, co robi. Nie mam pojęcia, skąd rzeczywiście pochodzi, czym zajmowała się, zanim Ryle zapłacił jej za szpiegowanie mnie ani czy jej intencje wobec mojej osoby od początku były szczere. Chciałabym jej ufać, lecz nie wiem, czy dobrze zrobiłam, wplątując ją w sprawę tego zeszytu. Jaką mam pewność, że właśnie w tym momencie Ryle nie odczytuje od niej maila z załącznikiem, który jej wysłałam?

Czym prędzej wstukuję w klawiaturę:

To sprawa życia i śmierci, Alice. Mojego, twojego pewnie również. To, co się teraz dzieje jest tak popieprzone, że nigdy byś nie uwierzyła, gdybym ci opowiedziała. Zdjęcie, które ode mnie dostałaś, jest przeznaczone tylko dla twoich oczu.

Mniej to proszę na uwadze.

Świat jest o wiele bardziej niebezpieczny niż obie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Uważaj na siebie i nawet nie próbuj zdradzić Ryle'owi, czego od ciebie chcę.

WRONG CHOICE: Angel tricksPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz