Epilog

1.2K 222 108


Ciepły dzień, któremu towarzyszy grzejące słońce, to wszystko, czego potrzebuję do szczęścia.

Z całej części dnia najbardziej lubiłem poranki.

Patrzenie, jak świat budzi się do życia, jak promienie słońca oświetlają pomieszczenie, rażąc przy tym oczy, było dla mnie wielkim ukojeniem.

Zawsze wstawałem wcześniej niż słońce, by móc czerpać radość z pięknego zjawiska, jakim był wschód.

Mogłoby się zdawać, że codzienne, poranne wpatrywanie się w coś takiego jest po prostu nudne, lecz dla mnie był to czas wyrzucenia wszystkich kłębiących się w mojej głowie myśli.

Ludzie różnie witają nowy dzień, ja witam właśnie tak.

Pewnego poranka, obserwując, jak wielka świetlista kula podnosi się coraz wyżej i wyżej, myślałem, czy możliwym byłoby żyć bez niej. Moje życie stałoby się nie tyle co nudne, lecz puste.

Myśląc nad funkcjonowaniem bez słońca, przegapiłem jak wita ono świat.
Przez chwilę byłem zły na siebie, że przez taką błahostkę moja rutyna została zaburzona, lecz po chwili pomyślałem, że przecież jutro też jest dzień. Uśmiechnąłem się.

Rozmyślenia na temat braku słońca w moim życiu towarzyszyły mi coraz częściej, a wraz z nimi deszcz, ten cholerny deszcz, przez który chodziłem przybity, wpadałem w dołki, z których nie tak łatwo wyjść. Całe szczęście, że czasem po takiej ulewie wychodziło ciepłe, łagodzące słońce, które pozwalało mi zapomnieć o wszystkim.

Nigdy nie pomyślałbym, że owa gwiazda naprawdę mogłaby zniknąć ze świata, do czasu aż przestałem widywać jakiekolwiek światło.

***

Zamknąłem notes, pozwalając, by moje myśli wypełnił wysoki, ciemnooki brunet.

Jung Hoseok, najweselsza osoba jaką znam. Znałem. Coś ściska mnie w gardle. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Zawsze pełna życia, radości.

Moje słońce.

Kilka dni po wypadku otrzymałem powiadomienie o pogrzebie Junga. Nie chciałem tam iść. Patrzeć na to wszystko... Ale zmusiłem się do pojawienia się na uroczystości. Hoseok na pewno życzyłby sobie mojej obecności.

Włożyłem na siebie to, co miałem na sobie podczas ostatniej randki z brunetem. Wciąż czułem jego zapach.

Ciało młodszego wyglądało okropnie. Poharatane z każdej strony.

Nie chciałem tego oglądać, lecz nie mogłem oderwać od niego wzroku. Trumna była jedną rzeczą, którą widziałem w miarę dobrze. Reszta wyglądała jak rozmazane plamy.

Ludzie wokół patrzyli na mnie z wielkim zdziwieniem. Nikt jednak nie podszedł, by spytać, kim jestem. Byłem im ogromnie wdzięczny.

Zapewne zamieniłbym teren, na którym się znajdowaliśmy, w morze od moich łez.

Dziś mija rok, odkąd w moim życiu przestałem widzieć jakiekolwiek światło.

Sześć miesięcy temu postanowiłem spisać naszą historię. Początkowo miała być tylko dla mnie, miała być świątnynią moich... Naszych wspomnień. Lecz czemu by nie podzielić się tym ze światem?

Jiwoo podsunęła mi ten pomysł.

Powiedziała, że Hoseok wspominał jej o moim zamiłowaniu do literatury.

Zaproponowała bym przyszedł do ich domu i spróbował znaleźć inspirację. Po namowach, w końcu przekroczyłem jego dom. Na biurku w pokoju młodszego spoczywał kawałek papieru, na którym widniał opis pełni księżyca, nocy i gwiazd.

Pokój młodszego był ciemny i ponury. Kompletnie inaczej go zapamiętałem. Omiotłem go posępnym spojrzeniem.

Pomieszczenie już nie wypełniały promienie słońca. Nie było widocznej tęczy na podłodze. Można by powiedzieć, że odwzorowywał mnie zanim poznałem Hobiego.

Czasami mam wrażenie, że dawny mrok powraca.

Chciałem, by tytuł książki nawiązywał do słońca i księżyca. Tak powstało „Nushines” – gdzie „nus”, to odwrócone „sun” i „shines” – od blasku srebrnej kuli, dekorującej niebo nocą.

Nie pozostało mi nic po Hobim. Jedynie wspomnienia z wszystkich przeżytych chwil razem.

Spotkania w kawiarni, nocy w klubie, jego ciepłych ramion i miarowego bujania, gdy niósł mnie na plecach. We wspólnym wyjściu na miasto wspomnienie lepkiego patyczka po wacie cukrowej. Malowania mojego pokoju, zimnej farbie i jego palcach na mojej skórze. Codziennych telefonach. Ostatnim spotkaniu, podczas którego wyznałem, co do niego czuję.

Nigdy w życiu nie byłem tak szczęśliwy jak przez ten czas.

Poczułem ukłucie w sercu.

Nie zawsze widać po mnie, co odczuwam w głębi siebie, lecz przez ten czas byłem naprawdę szczęśliwy.

Teraz nic nie rozświetlało moich dni. Nikt nie dzwonił o 21, by spytać jak się czuję, co dziś robiłem. Nikt nie zaskakiwał dziwnymi pomysłami. Nie wparowywał z rana do mojego mieszkania, nikt nie pocieszał w gorsze dni.

Nikt nie wysmarowywał mojego torsu na złoty kolor.

Znowu zostałem sam. Znowu kogoś straciłem.

Znów odeszła osoba, którą kochałem.

Hoseok był moją pierwszą, prawdziwą miłością, którą los postanowił mi odebrać.

Na zawsze.

~~~

Dotrwaliście do końca, gratuluję

Dziękuję wszytskim za tyle komenatarzy, wyswietlen. Cieszę się, że ktoś czytał do końca.
Dziękuję mythronex za poprawki, dzięki niej każdy rozdział stawał się lepszy💜
Jeszcze raz wszystkim dziekuję. Kocham was!💞💞💞

nushines || yoonseok Where stories live. Discover now