20|yoongi

858 189 90

To tylko sen.

Nic takiego się nie zdarzyło.

Serce nadal waliło mi w piersi.

Wstałem z kanapy, na której najwidoczniej przysnąłem, czekając na Hoseoka. Zegarek wskazywał w pół do ósmej. Mam jeszcze trochę czasu zanim przyjdzie.

Westchnąłem i wziąłem w ręce czysty notes. Usiadłem w fotelu i zacząłem pisać. Nieważne czy miało sens. To, co przyszło mi do głowy przelewałem na papier.

Zerknąłem na telefon.

21.15

Postanowiłem zadzwonić do Junga.

Raz, drugi, trzeci.

Niepokój zaczął dawać o sobie znać po 17 nieodebranym połączeniu.

21.50

Naprawdę się martwiłem. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Hoseok nie odbierał, a kolejne telefony też pewnie pozostaną nieodebrane.

Przeszedł mnie gorący dreszcz.

Jiwoo.

Popędziłem do kuchni, gdzie na drzwiach lodówki wisiała karteczka z numerami rodzeństwa Jung.

Chwyciłem za telefon i szybko wybrałem numer dziewczyny. Zarzuciłem płaszcz i wyszedłem z mieszkania.

Ona też nie odbierała. Postanowiłem dzwonić dalej. Po 3 nieodebranym połączeniu zacząłem tracić wiarę, że ktokolwiek odbierze.

Czwarte połączenie. Skręcało mnie w brzuchu, głowa wydawała się zaraz wybuchnąć.

– Halo? – usłyszałem cichy głos i niemal podskoczyłem.

– Jiwoo, dzięki bogu – wysapałem, odczuwając lekką ulgę. – Jest gdzieś obok ciebie twój brat?

– Yoongi... – powiedziała, pociągając nosem.

– Jiwoo, czy coś się stało?

W odpowiedzi otrzymałem nagły wybuch płaczu. Czułem ogarniające mnie zimno.

– Gdzie jest Hoseok? – zapytałem niespokojnym głosem.

– Min, tak mi przyk...– załkała.

– Gdzie jest Hoseok?! – wykrzyknąłem, nie mogąc się dłużej opanować.

– Yoongi uspokój się – powiedziała.

Jej głos stał się zimny.

– Mam się uspokoić?!

– Tak, dla mnie to też trudne – odparła, przekrzykując mnie.

– GDZIE ON JEST?! – warknąłem, zaczynając odczuwać jak szklą mi się oczy.

- NIE MA GO, OKEJ, ODSZEDŁ...ZGINĄŁ,ZADOWOLONY?!

Cisza. Cisza, którą przerwał płacz dziewczyny.

Zamarłem. Niemal wypuściłem telefon. Wypełniła mnie pustka. Łzy napłynęły do oczu.

Coś we mnie pękło.

Pękło na milion kawałków.

– O-on...– zaczęła starsza drżącym głosem.

– On co? – słowa wypływały z moich ust, ale nie czułem, że je wypowiadam.

– Miał wypadek – wyszeptała. – Siedziałam w domu, gdy nagle rodzice dostali telefon.
Szybko wyszli z domu, nie mówiąc o co chodzi. Ale później zadzwoniła mama. Powiedziała, że Hoseokie leży w szpitalu. W stanie krytycznym. Nigdy nie słyszałam jej tak zmartwionej. Potem drugi telefon. Od ojca. Nie było już dla niego szansy. Lekarze nie mogli nic zrobić.

– Nie, kłamiesz, żartujesz – wycharczałem, śmiejąc się, szeroko wpatrując się w ziemię.

– Przykro mi.

Łzy cisnęły mi się w gardle. To bolało.

– Dałem się nabrać, ha ha... – Tylko pustka.

– Yoongi, on nie żyje, nie ma go! – przerwała gwałtownie starsza.

Moje usta rozchyliły się bezwiednie. Obraz zamazał się.

Milcząc, stałem na środku chodnika, czując szturchanie ludzi przechodzących obok.

– C-co ty robisz pod naszym domem? – Ledwo usłyszałem jej głos.

Dziewczyna rozłączyła się i po chwili znalazła się na ławce obok mnie.

Jak się tam znalazłem...?

– On... - mówił nam o Tobie. Znaczy mi. Rodzice nie podeszli do tego tematu dobrze.

Otarłem rękawem płaszcza wciąż spływające po policzkach łzy. Dławiły mnie, ale z moich ust nie wydobywał się żaden dźwięk.

– Tak się martwił o waszą relację. Nie wiedział, co ma zrobić. Rozmawiał ze mną o tym – powiedziała bezbarwnie.

– Gdzie jechał? – wydukałem tylko, patrząc tępym wzrokiem gdzieś przed siebie.

– Mówił, że to niespodzianka warta księżyca. Nie wiem, o co mu chodziło, wiesz? Kim jest księżyc?

– To... ja – wyszeptałem.

Coś we mnie drgnęło.

Ukryłem twarz w dłoniach.

– Yoongi, tak mi przykro...

Proszę przestań...

– Wiesz coś jeszcze?

– Godzina zgonu. Dwudziesta pierwsza.

Pożerała mnie pustka. Wciągała mnie swoimi mackami, oblepiała usta.

Czułem się jeszcze gorzej niż po stracie Kihyuna. Ból trawił każdy kawałek mnie. Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe.

I znów kogoś straciłem.

Uśmiechasz się, a ja zatapiam się w twoich oczach.

Straciłem i już nie odzyskam. Nigdy.

Mówi się, że wszyscy odchodzą.

A ja zatapiam się w pustce.

nushines || yoonseok Where stories live. Discover now