Rozdział9. Gorzka impreza

43 2 0

Już z daleka słyszałam muzykę. Dom, w którym odbywała się impreza był ogromny. Nigdy nie widziałam Białego Domu, ale gdybym miała go sobie wyobrazić to tak właśnie by wyglądał. Niesamowite jak banalna rzecz jaką jest zwykły, a raczej niezwykły dom potrafi wprawić człowieka w zachwyt. Mogłabym patrzeć dalej, gdyby coś lub raczej ktoś mi nie przeszkodził.

- Mary, fajnie że jesteś.  Mam coś na twarzy? Dlaczego tak patrzysz?

- Zabijam cię wzrokiem. - na moje słowa Thomson zaśmiał się perliście.

- A co takiego zrobiłem? - uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy.

- Przerwałeś mi rozkoszowanie się widokiem tego jakże fascynującego domu.

- Nie martw się, w środku jest jeszcze lepiej.

- Obyś miał rację. - zaprowadził mnie do środka i jak tylko zobaczyłam wnętrze miałam wrażenie, że umarłam i poszłam do nieba.

- Nie stój tak, bo ludzie wezmą cię za wariatkę. Jeszcze brakuje, abyś zaczęła się ślinić. - powiedział z rozbawieniem, ale mnie wcale nie było do śmiechu. Już chciałam zawrócić lecz przypomniałam sobie, że jestem tutaj tylko dla informacji.

- Bez obaw, ze ślinieniem się jeszcze trochę poczekam.

- Nie denerwuj się tak. Trzymaj.- do moich rąk trafił czerwony, plastikowy kubeczek z nieznaną dla mnie zawartością.

- Co to?

- Spróbuj, po tym zrobi ci się od razu weselej.- nie chciałam tego pić, ale w jakiś sposób musiałam dotrzeć do Thomsona.

- Ohio.

- Proszę?

- Pochodzę z Ohio.

- O...

- Do Nowego Jorku przeprowadziłem się gdy miałem 6 lat. Moi rodzice wtedy zmarli, a tutaj miałem jedyną rodzinę.

- Babcię?

- Tak, dzięki niej... skąd wiesz o mojej babci?-kuźwa, kuźwa, kuźwa. W takich momentach przeklinam swoją zdolność zapamiętywania, przecież nie powiem mu, że przeczytałam to z jego akt, które sobie spokojnie leżą w szufladzie w moim domu. Musiałam coś wymyślić.

- Wyłapałam to z plotek w szkole.- chłopak uniósł pytająco brew.- No wiesz, jako jeden z najprzystojniejszych chłopaków w szkole jesteś tematm numer jeden wśród dziewczyn.- chłopak zaśmiał się na moje słowa a ja miałam wrażenie, że się rozpłaczę.

- Nie wiedziałem, że tak o mnie myślicie. -

ja też nie, ale nie powiem ci tego na głos. Dziwił mnie fakt, że dr Less nie powiedziała mi, że Thomson chodzi do tej szkoły. A może nie wiedziała?

- A więc Jimmy. Długo chodzisz do tej szkoły?

- Od początku liceum, czemu pytasz?

- Z czystej ciekawości, dużo jest teraz nowych osób w naszej szkole.

- Racja, co sądzisz o tym pro...

- Thomson! Tutaj cię mam stary. Słuchaj, jakiś najebany Chińczyk cię woła i mówi, że skopie ci dupę jak do niego nie pójdziesz.

- Jebany Young.- wyszeptał. Jednak nie na tyle cicho, żebym nie mogła go usłyszeć.

- Wybacz Mary, za chwilę do ciebie wrócę. - powiedział i udał się w nieznanym mi kierunku, zostawiając mnie z Mike'iem. Young... coś mi to mówi. .. no tak! Obiekt6, muszę podsłuchać o czym będą rozmawiać.

- Mary... jak się bawisz? - no tak, Mike.

- Świetnie, ale muszę skorzystać z toalety.

- Schodami na górę,  czwarte drzwi po lewej.

- Dzięki. - rzuciłam i ruszyłam za Jimmy'm. Jest! Widzę go, idzie schodami w dół pewnie do piwnicy.

- Wynoście się stąd! !! - usłyszałam krzyk, następnie kilka osób weszło pośpiesznie na górę. Nie zraziłam się tylko dalej schodziłam w dół. W końcu mogłam się zatrzymać, ujrzałam dwóch mężczyzn zawzięcie ze sobą rozmawiających . Weszłam w głąb pomieszczenia i schowałam się za grubą kolumną, na moje szczęście w pokoju było ciemno, tak więc nie było możliwości żeby mnie dostrzegli.

- Charl, do jasnej cholery uspokój się!

- Jak mam się kurwa uspokoić jak nic nie idzie zgodnie z planem.

- Wszystko mam pod kontrolą, nie rozumiem dlaczego wkurwiasz się bez potrzeby ?

- Dostałem wiadomość, że Bleidht skręca się z ciekawości co znajduję się na tym jebanym pendrivie !

- Jak dla mnie może kurwa Bóg wie co robić a i tak się nie dowie.

- Ty nic nie rozumiesz. Oni byli u Simpson. Ma kurwa szczęście, że nie było jej w domu bo by było nie ciekawie.

- Mnie to stary mówisz?  Ja dostałem ten jebany zaszczyt pilnowania jej więc to ja dostałbym po dupie.

- Jak myślisz co z Morgan'em?

- Chuj go tam wie. Pewnie rozkminia co robić dalej.

- Taa, wracając do twojej podopiecznej, wie?

- Co kurwa ma wiedzieć?

- Weź mnie nawet nie wkurwiaj. Wszystko, o tobie, o nas i o tym czy wie kim jest?

- Nie, najbystrzejsza to ona nie jest. Zastanawiam się nawet czy jest jedną z nas. Odkąd ją obserwuje ani razu nie użyła swojej mocy.

- Masz rację, ale z drugiej strony zasadziłeś jej kulkę w łeb, a mimo to wciąż stoi na nogach. To o czymś świadczy. Trzeba jej powiedzieć.

- Tak, CO? Nie! Posrało cię?  Ona nie może się dowiedzieć.

- Dlaczego? Przecież jest jedną z nas.

- Jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas.

- A kiedy będzie odpowiedni? Kiedy zrobią nas w chuja czy kiedy każdego z nas się pozbędą?

- Ech... ty i ten twój mały mózg nie ogarniacie tego, co? Musi jeszcze zostać w niewiedzy, aby dla nas szpegować. Za nim zapytasz odpowiem ci, że teraz ona zbiera informację, węszy na własną rękę. My tych informacji potrzebujemy, musimy wiedzieć co z Morgan'em i resztą.

- Nie sądzę czy to dobr pomysł.

- Gówno mnie to obchodzi. Pod nieobecność Morgana ja tu rządze i masz się mnie słuchać, zresztą jak wszyscy, rozumiecie? - dopiero teraz zorientowałam się, że są tutaj inni.

W kącie pokoju stali dwaj chłopcy, pewnie King i Turner. Robiło mi się słabo,  czułam, że jeżeli zostanę tutaj choć chwilę dłużej to zemdleje. Starałam się wyjść niepostrzeżenie co na szczęście udało się bez problemów. Będąc na górze bez chwili namysłu udałam się do wyjścia, jak na jeden dzień to o wiele za dużo informacji. Czułam, że dzisiejszej nocy nie pójdę spać,  będę miała mnóstwo czasu, aby to wszystko sobie poukładać. Zapowiada się długa noc...

Zadanie.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!