Rozdział 8.

Zoey's POV

Uczucie, towarzyszące mi od kilku tygodni* nie daje mi spokoju. Co robię w białym, odosobnionym pokoju? Musisz tu zostać, kochanie. To wszystko dla twojego bezpieczeństwa, Liam nie mógł się mylić. Jeśli tu zostaniesz, nie będziesz cierpieć. Wszystko stanie się dla ciebie łatwiejsze, Niall również nie mógł mnie okłamać.

Siedzę na wygodnym krześle, obitym jasną skórą, twarzą skierowaną do okna. Moja sypialnia znajduje się na najwyższym piętrze tego budynku, dlatego jedyne co mogę dostrzec z tej odległości od szyby to poruszające się pod wpływem wiatru rozłożyste konary gęsto posadzonych drzew. Plączę palce między sobą i wzdycham cicho, nie wiedząc o czym myśleć. Pan Vincent dwa razy w ciągu tego dnia zabrał mnie do swojego gabinetu i zadawał różne, dziwne pytania o mój stan. Nie rozumiem, dlaczego teraz ciągle mnie o to wypytuje. Zagryzam dolną wargę, w skupieniu obserwując latające kruki. W większości znikają w zieleni roślin.

Wstaję, chcąc rozprostować zastane mięśnie. Wolnym krokiem przechodzę w stronę lustra umieszczonego obok łóżka z białą pościelą i płaską jak deska poduszką. Krzywię się na samo jej wspomnienie, po czym mój wzrok ląduje na odbiciu lustrzanym stojącej naprzeciwko niego dziewczyny. Jej długie, ciemne włosy związane są w wysokiego kucyka stworzonego dzisiejszego poranka przez panią Annabel. Kilka minut zajęło mi przekonywanie jej, że pozostawienie ich w takim układzie jest lepsze niż zaplatanie w warkocza.

Oczy są jak zwykle czarne, jednak pozbawione blasku. Pod nimi dostrzec można głębokie, sine cienie, wskazujące na częsty brak snu i codziennie przemęczenie. Zapadnięte policzki, blade, wyschnięte usta, próbujące mimo wszystko się uśmiechać. Wystające obojczyki, na których skóra naciągnięta jest w aż nienormalny sposób. Wychudzone ramiona. Żebra, które z łatwością można policzyć przez oplatającą je cienką warstwę naskórka. Dobrze widziane kości miednicy oraz nogi, najbardziej ukazujące to, że ich właścicielka nie przyjmuje pożywienia.

Przekrzywiam głowę w bok, a osoba tuż przede mną robi dokładnie to samo. Kąciki ust wyginają się ku górze w momencie, w którym drzwi od pokoju otwierają się, a w progu staje nie kto inny tylko pani Annabel. Mimowolnie posyłam jej uśmiech. Kobietka kilka sekund patrzy na mnie w zupełnej ciszy, a jej spojrzenie przepełnione jest współczuciem. Dopiero po chwili odwzajemnia miły gest i stawia pierwszy krok na płytkach w kolorze kości słoniowej.

-Masz tu strasznie zimno, dziecinko!- Jej przesłodki głos sprawia, że na ramionach tworzy mi się gęsia skórka. Szybko podchodzi do okna i z impetem zamyka je sprawiając, że lekko podskakuję. Jej jasnozielony wzrok znów ląduje na mojej twarzy, a mój umysł bezskutecznie próbuje przypomnieć sobie coś, z czym kojarzy mu się ta zieleń. Przenikliwa, głęboka, jedyna w swoim rodzaju. Niepowtarzalna. -To, co między nami jest... To nie jest normalne. To jest dla ciebie złe. Przepraszam, że dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę...

-Skarbeńku, wszystko gra?- Starsza kobieta niepewnie zbliża się do mnie, kątem oka obserwując rozedrgane dłonie. Również kieruję na nie swoje spojrzenie. Dlaczego tak reaguję? Skąd te słowa pojawiły się w mojej głowie? A co najważniejsze, dlaczego nie potrafię przypomnieć sobie niczego ze swojej przeszłości?

-Jak się tu znalazłam?- Pytam nieco przestraszoną panią Annabel. Unika mojego dociekliwego wzroku. Moje wspomnienia rozpoczynają się od wczesnego poranka, kiedy to obudziłam się w białym pomieszczeniu z Liamem i Niallem u boku. Wiedziałam kim są, jednak dlaczego są przy mnie i kim dla nich jestem już nie. W ciągu tych ostatnich kilku tygodni czuję się tak, jakby ktoś próbował wymazać moją pamięć, jednak bez zamierzonego skutku. Jej część została usunięta, jednak pechowe resztki, którym udało się przetrwać wciąż gnieżdżą się na dnie mojej podświadomości i codziennie sprawiają, że nie wiem co się ze mną dzieje.

Asleep (Other II) ✔ || h.s.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!