Prolog

4.2K 347 55

Ciepły dzień, któremu towarzyszy grzejące słońce to wszystko, czego potrzebuje do szczęścia. Z całej części dnia najbardziej lubiłem poranki. Patrzenie, jak świat budzi się do życia, jak promienie słońca oświetlają pomieszczenie rażąc przy tym oczy, było dla mnie wielkim ukojeniem.

Zawsze wstawałem wcześniej niż słońce, by móc czerpać radość z pięknego zjawiska jakim był wschód.
Mogłoby się zdawać, że codzienne, poranne wpatrywanie się w coś takiego jest po prostu nudne, lecz dla mnie był to czas wyrzucenia wszystkich kłębiących się w mojej głowie myśli.

Ludzie różnie witają nowy dzień, ja witam właśnie tak.
Pewnego poranka obserwując, jak wielka świetlista kula podnosi się coraz wyżej i wyżej myślałem, czy możliwym byłoby żyć bez niej. Moje życie stałoby się nie tyle co nudne, lecz puste.

Myśląc nad funkcjonowaniem bez słońca przegapiłem, jak wita ono świat.
Przez chwilę byłem zły na siebie, że przez taką błahostkę moja rutyna została zaburzona, lecz po chwili pomyślałem, że przecież jutro też jest dzień. Uśmiechnąłem się.

Rozmyślenia na temat braku słońca w moim życiu towarzyszyły mi coraz częściej, a wraz z nimi deszcz, ten cholerny deszcz, przez który chodziłem przybity, wpadałem w dołki, z których nie tak łatwo wyjść. Całe szczęście, ze czasem po takiej ulewie wychodziło ciepłe, łagodzące słonce, które pozwalało mi zapomnieć o wszystkim.

Nigdy nie pomyślałbym, że owa gwiazda naprawdę mogłaby zniknąć ze świata, do czasu aż przestałem widywać jakiekolwiek światło.

~♡~

Noc
Słowo które dla mnie jest rownoznaczne ze słowami szczęście, spokój. Daje mi ona, można powiedzieć, pewnego rodzaju ukojenie. Podobało mi się, w jaki sposób księżyc żegna dzień, a wita zmierzch, usypiając ludzi.

Jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałbym, że noc jest tą straszniejszą częścią doby, lecz z biegiem czasu zacząłem spoglądać inaczej na różne rzeczy. Dojrzałem lecz moje podejście do życia jest takie samo, staram się zawsze pozostawać pozytywny, znaleźć w sobie energię do życia, nawet w gorsze dni.

Po ciężkim dniu lubię usiąść w fotelu znajdującym się w sypialni i spoglądać na księżyc, ktorego blask wypełnia cale pomieszczenie. Sam nie wiem, co tak bardzo mnie do niego przyciąga, bo przecież co może być fascynujacego w wielkiej kuli. Intrygował mnie jego spokój , patrząc w jego strone automatycznie się uśmiechałem, nie raz opowiadałem mu o moich problemach, jak minął mi dzień, zmartwienia stawały sie coraz mniejsze, znikały na czas mojego odpoczynku.

Noc nigdy nie była mi obca, jak chyba nikomu, jako małe dziecko lubiłem wpatrywać się w rozgwierzdżone niebo, lecz nigdy nie dostrzegałem księżyca, zacząłem go widzieć dopiero jaki czas temu.

Od czasu do czasu zdarzały się częściowe zaćmienia, podczas których obiekt moich "westchnień" był ze mną czasem tylko częściowo, czasem bardziej, czasem mniej, lecz zdarzały się również noce, podczas których nie było go ze mną w ogóle.

Nie raz zarywałem noc, wpatrując się w niebo, i lśniący okrąg, miałem wtedy wrażenie, jakby słońce nie spało, czekało na spotkanie z księżycem. Wrażenie, że patrzą się na siebie nawzajem. Po jakimś czasie oba ciała oddalały sie od siebie, odchodząc w dwie różne strony.

Pewnego dnia wróciłem szcześliwy do domu po długim dniu w pracy, jak zawsze usiadłem w fotelu, zacząłem patrzec na niebo. Nie było go, nie było go tam, zacząłem szukac wzrokiem, na darmo, dziś chciałem powiedzieć mu coś ważnego. Nastepnego dnia sytuacja się powtórzyła, kolejnego również, mineło trochę czasu aż zdałem sobie sprawę, ze to zaćmienie, zaćmienie które od tamtego dnia trwało aż po dzień dzisiejszy.

~~~

Pisane na totalnym spontanie, próbuje sie w nowych rzeczach. Koniecznie dajcie znać, co sądzicie

nushines || yoonseok Where stories live. Discover now