#12 Zaskoczenia i niepewności

25 3 3


We wtorek nie miałem ochoty iść do szkoły ani nawet wstać z lóżka. Było w nim tak ciepło i wygodnie, że mógłbym spędzić tam resztę mojego marnego żywota. Niestety nie było mi to dane. Julia wygnała mnie z pokoju, pocieszając, że był to już ostatni dzień mojego zakazu skakania. Poza tym stwierdziła, że to normalne, ze nie mam ochoty wrócić do szkoły. Praktycznie nikt jej nie lubił, więc dziwne byłoby, gdybym ja chciał uczęszczać na zajęcia. Jednak obowiązki to obowiązki.

Udało mi się ubrać i zjeść śniadanie bez spotkania z Igorem. Jego irytującą obecność zacząłem odczuwać dopiero w drodze do szkoły. W odróżnieniu od poprzedniego dnia taszczył on torbę sportową oprócz plecaka.

- Po co ci ta torba? – zapytałem. – Masz zamiar się przebierać w ciągu dnia?

- Tak, matole – odpowiedział nieuprzejmie. – Mam dziś trening po lekcjach. Jak chcesz, możesz zostać i popatrzeć jaki jestem wspaniały.

- Chętnie przyjdę, żeby zobaczyć jaki jesteś kiepski – zaśmiałem mu się w twarz. – Słyszałem, że ćwiczysz skoki. Nieważne jak daleko czy wysoko potrafisz skakać, ja jestem lepszy.

- To może sami się przekonamy? Och... nie możemy, bo nasz biedny zajączek skręcił sobie kostkę. – Jego słowa były pełne ironii.

- Dobra, muszę to jeszcze rozchodzić... Za to w sobotę możemy przekonać się kto jest lepszy.

- Jakie z was dziecuchy... - Idąca miedzy nami Julia kiwała zawiedziona głową.

- Biegać już możesz, więc może mały wyścig do szkoły? – zaproponował Igor. Przytaknąłem mu skinieniem głowy.

- Julia, trzymaj! – Obaj krzyknęliśmy i obrzuciliśmy dziewczynę naszymi torbami.

Szybko zostawiliśmy siostrę Igora za sobą. Braliśmy ten wyścig bardzo poważnie, co chwilę przyspieszaliśmy, żeby zgubić tego drugiego. Początkowo odczuwałem lekki dyskomfort w pechowej nodze, ale on szybko ustąpił. Jego miejsce zajęło inne uczucie... czułem się niesamowicie lekki. Nie musiałem się zbytnie wysilać, by biec tak szybko, jak potrafiłem na Xandarze. Jakbym biegł ze wszystkich sił, chyba bym odleciał. Dlatego zdecydowałem się dać Ziemianinowi fory i być tylko kilka metrów przed nim.

Zatrzymaliśmy się przed szkołą. Oczywiście wygrałem, więc z satysfakcją przyglądałem się mojemu ledwo dyszącemu przeciwnikowi. Po zatrzymaniu się zgiął się w pół i łapczywie zaczerpywał powietrza.

- Co się stało? – mówiłem takim tonem, jakim zwykle przemawiał do mnie Igor. – Czyżby wielki Igor się zmęczył?

- Co... a ty nie? – sapał okularnik. – Nie... niezły jesteś.

- Po prostu wyzwałeś nie tą osobę, co trzeba – oświadczyłem dumnie. – Tam skąd pochodzę mamy większą grawitację.

- Mogłem pobiec szybciej... ale nie w... taką pogodę... - Igor wciąż ledwo dychał. – Jeszcze ci pokażę...

- Mów sobie co chcesz... nie zmienni to faktu, że ja jestem lepszy.

Pełen dumy ruszyłem w stronę klasy a ze mną nasz wielki przegrany. Przestał już sapać i szedł pięć kroków za mną. Pilnował się, żeby przypadkiem się ze mną nie zrównać. Miło było cały wiedzieć, że on jest za mną. Śmiałem się w duchu.

Po wejściu do klasy stanąłem jak wryty. Nawet przetarłem oczy, nie wierząc w to co widziałem. Moje tępe wgapianie się do wnętrza pomieszczenia przerwał mi Igor, który wlazł mi prosto w plecy.

Star HaresPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!