Rozdział 10 - Magnolia

3.4K 349 48

//Proszę o pomoc w szukaniu błędów, widzisz jakiś, pisz!//

Kolejny raz zostałam daleko w tyle. Strach przed tym miejscem zaćmiewało wyrafinowanie i przepych. Choć byłam w tylnej części posiadłości, nie mogłam oderwać oczu od rozmachu, jaki tu panował. Pole wokół włości zasiane było nienaturalnie zieloną trawą, która rosła w bardzo symetryczny sposób. Można tutaj zauważyć ingerencje kilkunastu dobrych fachowców, bo trawa była przycięta jak od linijki. Nie mogłam powstrzymać swojej ciekawości i nim zdążyłam zrozumieć co robię, zatrzymałam się na moment na kamiennej ścieżce. Podciągnęłam swoje bawełniane spodnie i ukucnęłam prze zieloną gęstwiną. Uśmiechnęłam się do siebie, jeżdżąc po niej wzrokiem. Pokusa dotknięcia jej okazała się zbyt silna i nim się spostrzegłam, zanurzyłam dłoń w trawie, która była bardzo mięciutka. Delikatna jak najdroższy aksamit. Przyjemność jednak nie trwała długo, gdy tylko spostrzegłam, że tracę Raye z pola widzenia. Szybko wstałam i otrzepałam niewidzialny kurz z kolan, czym prędzej do niej podbiegając. Na moje szczęście kobieta nie była świadoma, że na moment się od niej oddzieliłam. Po raz kolejny zatopiłam swoje spojrzenie w polach, które ciągnęły się kilometrami. Z jednej strony to niebywałe, z drugiej samolubne. Mieć tyle hektarów ziemi, która nie jest w żaden sposób preparowana, a jedyne do czego może służyć, to podziwianie widoków. Gdyby tylko pomyśleć, ilu ludzi można by było tu osiedlić, ile posadzić roślin uprawnych, dzięki którym głód nie byłby już dla nikogo śmiercią. Ten ogromny obszar przyciąga teraz jedynie setki wygłodniałych zwierząt, które liczą, że znajdą coś w jego czeluściach.

Cóż za marnotrawstwo.

Podziwiając nadal widoki wokół, poczułam jak wpadam na coś twardego. Pisnęłam pod nosem, rozmasowując czoło, które najbardziej ucierpiało przez nagłe uderzenie. Uniosłam spojrzenie, które spotkało się z kaznodziejskim wzrokiem kobiety. Burknęłam pod nosem krótkie przepraszam, wymijając dziewczynę i nadal podążając tą samą ścieżką co pięć minut temu. Nie lubiłam, gdy ktoś mnie zaskakiwał, i zaczęłam się nawet zastanawiać, czy przypadkiem nie powiedziałam wcześniej czegoś do siebie, co dosyć często mi się zdarzało.

- Tędy - oznajmiła, zdezorientowana nagłą zmianą kierunku, niekontrolowanie zachwiałam się na nogach. Jednak poszłam za wyznaczoną drogą. Kierowała nas w górę dość zdradliwej ścieżki, która zakręcała, chowając się za boczną częścią budowli. - Uważaj - niespodziewany ruch pokojówki sprawił, iż po raz drugi moje nogi niebezpiecznie splątały się ze sobą, i gdyby nie mocny uścisk Rayi, zapewne teraz leżałabym na kamieniach cała poobijana.

- Ostrzeż mnie, kiedy następnym razem będziesz miała zamiar odwrócić się w moją stronę. Okropnie mnie wystraszyłaś - skrytykowałam ją, wykrzywiając nienaturalnie twarz w grymasie niezadowolenia. Dziewczyna słabo się do mnie uśmiechnęła, po jej geście rozumiałam, że mnie przeprasza.

- Chciałam ci tylko powiedzieć, żebyś uważała na ogród, którym będziemy szły. Pan nie lubi, kiedy depcze się po jego włościach, bardzo ceni sobie ten zagajnik - zatarła ręce, wyglądała jak mała, bezbronna myszka. Cmoknęłam pod nosem z dezaprobatą. Kiwnęłam tylko głową porozumiewawczo i ruszyłam przed siebie.

Wydawało mi się, że w tym miejscu wiatr starał się grać wesołą melodię, ale przez cierpienie i gorycz, jaka została tu przelana, może tylko zagwizdać jak upiór z najgorszych koszmarów. Główna droga lśniła w świetle zachodzącego słońca, a po obu jej stronach rozciągały się rabatki przeróżnych odmian kwiatów. Przechodząc pod łukiem, który stworzyły drzewa połączone ze sobą, coś mną ruszyło, a to coś było przede mną.

Straciłam z oczu marmurowe łuki i arkady, bo ujrzałam coś tysiąc razy piękniejszego, coś co kojarzyło się z moim dzieciństwem i ogromną dobrocią.

- Magnolia - uśmiechnęłam się pod nosem, podbiegając do kilkumetrowego drzewa. Jednak mój uśmiech zszedł z twarzy tak szybko, jak się pojawił. Choć drzewo otoczone było przepięknymi, złocistymi tulipanami, które zwiastowały wiosnę, to chronił go także zarośnięty bluszczem płot.

- Chyba nikt nie spostrzeże się, że brakuje jednego kwiatka, prawda? - zapytałam samą siebie, nie licząc na odpowiedzieć nikogo konkretnego.

Odszukałam wzrokiem Rayi, która jakby nigdy nic nadal zmierzała w wyznaczonym przez siebie kierunku. Nie rozglądała się wokół siebie, nie szukała mnie, więc oznaczało to, że mi ufa. Bez większego zastanowienia konsekwencjami mojej samowolki, wspięłam się na niewysoki płot i zerwałam biało-różowy kwiat. Zeskoczyłam z niego z wielką precyzją uradowana swoją zdobyczą. Otrzepała ręce i wyrównałam krok swojej towarzyszki. Zaskoczona dziewczyna spojrzała na mnie, gdy niczym burza zjawiłam się obok jej boku. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zadowolona z tego, że mój plan nie spalił na panewce, nim się spostrzegłam, stanęłam przed progiem ciemno brązowych drzwi, które także zaczęły oblegać zrudziałe liście bluszczu.

Kobieta zaczęła gorączkowo szukać czegoś po kieszeniach. Zerkając przez ramię zauważyłam, jak wyciąga ze swoje fartucha kluczyk, który po chwili posłużył jej do otwarcia nam przejścia. Mogłam dostrzec jak uśmiecha się w moją stronę, zapraszając mnie do środka. Mocniej uchyliła drzwiczki, a porywisty podmuch wiatru popchnął mnie w ich stronę. Radość zastąpiło ukłucie strachu, które uderzyło w mój żołądek. Zatrzymałam się u stóp czterech schodów, które dzieliły mnie od wejścia do samego piekła. Głęboki oddech powietrza odrobinę mnie uspokoił. Kolejny raz musiałam wystawić na próbę swoją odwagę, a także cierpliwość. Schodząc w dół, pod stopami zauważyła ciemnooliwkową ceramikę, którą były pokryte stopnie, tworząc nienaturalne, ale piękne wzory. Ostatni raz odetchnęłam świeżym powietrzem i oddałam się w objęcia szarej przyszłości, która rysowała się dla mnie w coraz to ciemniejszych barwach.



Witam! 

Jestem zmęczona, więc tylko jak to udostępnię idę lulu, ale jednak przed tym chciałabym wyjaśnić, czemu mówię na was zgniłki, w końcu obiecałam.

Otóż w mojej szkole uczy pani, która ma na nas różne przezwiska bąbelki, paskudy, pasożyty, ale mi najbardziej zapadło w pamięć własnie - zgniłki. I dlatego własnie tak nazywam swoich czytelników.

PS: Chciałabym bardzo podziękować malince519, która głosuje na moje opowiadania. Jestem naprawdę zaszczycona, gdyż sama na swoim prywatnym koncie czytam Twoje opowiadania bardzo skrupulatnie! Piszesz naprawdę świetnie i byłam bardzo zaskoczona, gdy zaczęłaś czytać moje opowiadanie. Bardzo Ci dziękuję i serdecznie pozdrawiam!

Was Wszystkich Mocno Tulam I Pozdrawiam! DOBRANOC ZGNIŁKI :) ♥

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!