Rozdział 9 - Decyzja Losu

3K 316 25

!SOS BŁĘDY! - Jeśli zobaczysz jakiś błąd, śmiało mi go wskaż, będę wdzięczna. Dziękuję i zapraszam do czytania!

Dreptałam powoli za dziewczyną i umacniałam się w przekonaniu, że nasza droga prowadzi donikąd, bynajmniej nie do miejsca, w które chciałam, aby mnie zaprowadziła.

- Czy aby na pewno idziemy w dobrym kierunku? - zapytałam kolejny raz. - Wydaje mi się, że powinnyśmy iść w drugą stronę - dodałam, mając nadzieję, że mnie posłucha, choć po tylu pytaniach, które zadałam, zaczęłam tracić już swoje światło w ciemnym tunelu.

- Owszem - zaskoczona przystanęłam na chwilę. Odpowiedziała w końcu na nurtujące mnie pytanie, jednak nie tak jak mogłabym się tego spodziewać. Zszokowana patrzyłam, jak kobieta nadal idzie przed siebie nie zaszczycając mnie nawet najmniejszym spojrzeniem. Poczułam się źle, jak kompletna idiotka. Obserwowałam jeszcze przez chwilę jej sylwetkę, która coraz bardziej się oddalała, znikając mi z oczu. Otrząsnęłam się z transu, który mnie ogarnął i szybko do niej podbiegłam, stając u jej boku.

- Zaprzeczyłaś właśnie sama sobie - rzuciłam, patrząc na nią surowym wzrokiem. Kobieta się zatrzymała kilka kroków przede mną. Widziałam, że ciężko oddycha, choć stała do mnie tyłem. Kolejny raz chciała uniknąć mojego rozzłoszczonego spojrzenia, które w tym momencie wypalało jej dziurę na plecach. Przez brak jakiegokolwiek ruchu z jej strony, postanowiłam sama przywrócić ją do ładu. W mgnieniu oka znalazłam się przy niej i pociągnęłam za rękaw koszuli, obracając ją twarzą w swoją stronę. Zaskoczona spojrzała w moje przepełnione goryczą smutku i nienawiści oczy. - Nie rób ze mnie kompletnej idiotki! Gdzie mnie prowadzisz, he? - z nerwów chwyciłam ją za ramiona, wbijając paznokcie w jej cienką skórę. Pod palcami wyczułam jej wystające kości. Materiał sukienki z łatwością poddawał się woli moich rąk. - Nie powinnam była ci ufać, chcesz mnie teraz zaprowadzić na pewną śmierć! - wykrzyczałam prosto w jej twarz, szarpiąc za jej ramiona. Nie kryłam bólu i wściekłości. Kiedy ta podła bestia chciała mnie zaprowadzić w kozi róg, Jimowi kończył się czas. Mogłam go stracić, a nasze spotkanie na placu mogło być ostatnim.

Kobieta niewzruszona moimi czynami, strzepnęła moje ręce ze swoich ramion. Patrzyłam na nią ze łzami w oczach. Jak mogłam się nabrać na te banalne gierki, jak ona mogła mnie tak łatwo wywieść w pole. Widziałam w jej spojrzeniu troskę, choć o nią nie prosiłam, jej wzrok wzbudzał poczucie bezpieczeństwa, jakby chciała mi wytłumaczyć, że dobrze robi, że wie co robi. Delikatnie owinęła swoje palce na moim nadgarstku i pociągnęła w stronę, którą podążałyśmy od dłuższego czasu. Nie mogłam pozwolić na takie zachowanie i pomiatanie mną. Wyszarpałam się z uścisku dziewczyny, która nie kryła urazy moim zachowaniem.

- Słuchaj - rzuciła, poprawiając pasmo swoich włosów, które przez mój gwałtowny ruch w wielkim nieładzie osiadło na jej twarzy. - Naprawdę nie wiem w jaki sposób udało ci się przejść przez naszą bramę, jednak... - ściszyła swój donośny głos - Uwierz mi, że nawet dzięki twojej wspaniałej grze aktorskiej, nie uda ci się wedrzeć do tego obozu - nie odrywała ode mnie swojego mocno wbitego wzroku, a jej usta popękały w niektórych miejscach. - Więc radzę ci, zaufaj mi i chodźmy zanim się ściemni! - gestykulując, kazała mi iść w nadanym kierunku.

Wypuściłam ze świstem powietrze. Chcąc nie chcąc, zrobiłam jak prosiła. Podążałam za nią, z nudów zaczęłam kopać kamyki, które nawinęły mi się pod nogi, jednak po moim ciele nadal krążyła adrenalina spowodowana przykrymi wydarzeniami. W głowie siedział mi jedynie obraz katowanego Jima, nie był on zbyt przyjemny, jednak nie potrafiłam go wyrzucić. Przymknęłam na moment oczy, przyśpieszając kroku. Zatraciłam się w swoich myślach, przez co dopiero mocno uderzenie przywróciło mnie do krwawej rzeczywistości. 

- Wybacz - przez swoją nieuwagę wpadłam na dziewczynę. - Ale nie potrafię się nad niczym skupić - rzuciłam, dreptając obok niej. Kobieta uśmiechnęła się lekko, co odrobinę podniosło mnie na duchu. Potrzebowałam teraz otuchy, czegoś co odciągnęłoby mnie od przykrych myśli, których nie potrafiłam znieść.

- Jestem Raya - wyciągnęłam do mnie dłoń. Zaskoczona przez moment nie odwzajemniłam gestu, jednak szybko się otrząsnęłam i podałam jej rękę.

- Karmen - uśmiechnęłam się, szukając w jej twarzy jakiejkolwiek reakcji. Kąciki ust dziewczyny uniosły się, ukazując wielki uśmiech, na policzkach pokazały się dołeczki, a oczy błysnęły kolorem złota. Mrugnęłam szybciej kilka razy, jednak kiedy spojrzałam ponownie na kobietę, nic niezwykłego nie ujrzałam już w jej wyglądzie. Spuściłam swój wzrok na nasze ręce, które były cały czas ze sobą splecione. Zaciekawił mnie jeden z haftów na nadgarstku koszuli. Bez ostrzeżenia obróciłam jej dłoń w swoją stronę, a przede mną ukazał się wydziergany znak królewskiego godła wilkołaków. Odskoczyłam od niej w chwili, kiedy tylko zrozumiałam z kim mam do czynienia.

- Pracujesz w rezydencji Waltera - wciągnęłam powietrze, zatykając ręką usta. Zdałam sobie sprawę, że wypowiedziałam jego obślizgłe, pełne bólu niewinnych imię.

- Rozumiem twoje zaskoczenie, ale - podeszła krok w moją stronę, jednak ja odruchowo postawiłam dwa kroki w tył. - Musisz mi zaufać, nawet jeśli teraz już nie będę brzmieć wiarygodnie, to wiedz, że naprawdę chce ci pomóc - przyłożyła swoją rękę do serca, kiwając do mnie twierdząco głową. - Ściemnia się, a chciałbym zdążyć na kolację, bo jeśli wszystko posprzątają, wtedy zjemy coś dopiero rano... A na pewno jesteś głodna, prawda? - uśmiechnęła się do mnie słabo, wyciągając przed siebie dłoń. Musiałam podjąć decyzje. Albo działać na własną rękę, nie wierzyć w jej obłudne słowa i starać się uratować jak najprędzej Jima, albo w pełni zaufać dziewczynie, iść z nią wprost do rezydencji diabła i czekać na jej dalszy plan. Szczerze ani jedna, ani druga opcja nie uśmiechała mi się za bardzo, bo w każdej dostrzegłam minusy, jednak nie mogła pozostawić kobiety w dalszej niepewności. Przez nagły impuls chwyciłam ją za rękę, tym samym oddając się w objęcia nieprzewidywalnemu losowi.





Dobra, jestem! HALO, HALO? Czy ktoś jeszcze nie śpi? <:

Znowu krótki rozdział, kurcze przykro mi się robi, że odechciewa mi się pisać kiedy dobijam do 1000 słów... Eh, musicie mi to wybaczyć!

Wracając, rozdział jest czystym spontanem, więc będę wdzięczna za wytykanie błędów (nawet hot 13 ;)- czytaj profil ), proszę o poprawianie mnie, dziękuje!

!UWAGA! TEORETYCZNIE stwierdziłam, że skoro nikt nie lubi poniedziałków, to własnie w te dni będę wrzucać rozdziały, ale ja, jak to ja, pewnie nie wywiąże się z tego obowiązku... Więc rozdziały będą w PONIEDZIAŁKI +/-  1,2 dni, czyli mogą wyjść też w niedzielę lub wtorek! 

Do następnego moje małe zgniłki! ♥

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!