Rozdział 8 - Nieoczekiwana Pomoc

3.1K 307 12

~Piosenka Na Poprawę Humoru/Uwaga Na Błędy~

- Tutaj - kobieta wskazała mi głową miejsce, w którym mam się schować.

Bez zastanowienia wbiegłam w wąską uliczkę, a dziewczyna podążyła za mną. Rozglądnęłam się wokół siebie, skanując wzrokiem teren swojej kryjówki. Poczułam uścisk na nadgarstku, który z każdą chwilą się nasilał tak, jak stukot i wrzaski żołnierzy. Mocne szepnięcie za rękę powaliło mnie z nóg. Upadłam, a przede mną wyrosła ściana z kartonów. Przez prześwity w pudłach dostrzegłam sylwetki postaci, które gorączkowo kręciły się wokół wypatrując swojej zguby. Adrenalina w moich żyłach urosła do granic możliwości, a skóra na ciele piekła niemiłosiernie od zbyt dużego wysiłku. Stach był tak ogromny, że ścisnął mi gardło, poczułam, że brakuje mi tlenu. Nie mogłam jednak zbyt głośno oddychać, żeby wilkołaki mnie nie usłyszały. Jak na złość strażnicy nie ruszyli się ze swojego miejsca nawet na krok. Mogłam jedynie dalej obserwować ich swoim przerażonym wzrokiem. Wizja śmierci w tak marnym momencie swojego życia, kiedy mogłam jeszcze uratować bliską mi osobę, wcale do mnie nie przemawiała.

Ukradkiem zerknęłam na kobietę, która czując mój wzrok na sobie skierowała na mnie swoje spojrzenie. Gestykulując, przyłożyła palec wskazujący do ust, dając mi tym samym świadomy znak, że nie powinnam nawet w tym momencie oddychać. Lecz nie potrafiłam powstrzymać dłużej palącego uczucia w klatce. Ze świstem zaczerpnęłam łuk życiodajnego powietrza, które rozproszyło się w moich płucach z niezwykłą ulgą. Jednak odrobina ukojenia przyniosła za sobą fale męki. Tuzin męskich oficerów skierował się w naszą stronę. Przełknęłam ślinę z ogromną trudnością. Pokojówka zauważając zbliżających się do nas żołnierzy, jak poparzona doskoczyła do mnie, zakrywając mi ręką usta. W ciszy i z wielką nadzieją w sercu, która gasła z każdym krokiem, jaki strażnicy stawiali w naszą stronę, obserwowałyśmy, co za chwilę się wydarzy. Nieprzyjemny, słony smak wdarł mi się do ust. Ręka dziewczyny zaczęła się pocić, zresztą czuła lęk nie mniejszy niż ja. Moje ciało reagowało w ten sam sposób. Potrzebowałam teraz, aby powiedziała mi, że to wszystko zaraz się skończy i wszystko będzie dobrze, ale zamiast tego widziałam, jak jedna z par butów zaczęła podchodzić w stronę kartonów, za którymi się chowałyśmy. Zmniejszała swoją odległość, była zbyt blisko, na wyciągnięcie ręki. Ścisnęłam dziewczynę za fartuch, skubiąc paznokciami je skórę na udzie. Mężczyzna podszedł tak blisko, że widziałam najmniejszy szef na spodniach i zabrudzenie czy otarcie na butach. Stał zdecydowanie zbyt blisko, zacisnęłam powieki modląc się o cud do boga, który i tak zesłał mi już go zbyt wiele razy.

- Dowódco - gwałtownie otworzyłam oczy, zerkając przez szparę w kartonie na wojskowego. - Strażnik John zniknął ze swojej zmiany - dopowiedział salutując.

- Jak to zniknął? - zdziwiona twarz generała skanowała mężczyznę, oddalając się od nas o kilka kroków.

Nie dosłyszałam co mówili dalej, nie obchodziło mnie to, teraz liczyło się tylko moje życie. Moja nadzieja zaczęła się ponownie we mnie budzić, kiedy zaczęli się od nas oddalać. Obserwowałam ich uważnie tak samo, jak to robił ich generał, czekając na nieoczekiwany błąd, który przez przypadek popełnimy i pokażemy mu, gdzie się schowałyśmy. Nie spuszczałam z niego swojego uradowanego wzroku. Gdy straciłam go z pola widzenia chciałam wstać na równe nogi, ale powstrzymała mnie ręka dziewczyny. Przeniosła ją z mojej twarzy na dłoń. Spojrzałam na nią zaskoczona, nie rozumiejąc jej zachowania. Kobieta tylko pokręciła przecząco głową. Spojrzałam jeszcze raz przed siebie, uratowała nas. Przede mną stała wyprostowana sylwetka wilkołaka obserwująca teren wokół siebie. Widziałam jak mężczyzna zmrużył oczy, aby następnie zniknąć z mojego pola widzenia.

Zwróciłam swój szczęśliwy wzrok na pokojówkę, która wyglądała jakby nadal nasłuchiwała czy mężczyzna na pewno poszedł. Patrzyłam na nią zaciekawiona, wyglądała na bardzo skupioną. Po chwili jednak odetchnęła, wycierając z czoła stróżkę potu. To był znak, iż niebezpieczeństwo minęło.

- Musisz mi pomóc - wypaliłam nagle, nie dając jej chwili wytchnienia. Zaciekawiona spojrzała w moja stronę. - Muszę dostać się na zakazaną strefę - kobieta wstała na równe nogi, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Widziałam jak kiwa przecząco głową, a w jej oczach gości strach.

- N-nie możesz, nikt nie może - zaczęła się jąkać, przeskakując z nogi na nogę. - Nie wejdziesz tam, a nawet jeśli, to na pewno nie wrócisz - powiedziała z przestrogą. - Nie mam pojęcia, jak udało ci się przekroczyć próg bramy na nasz teren, bo to już jest nie lada wyczynem - mogłam poczuć, jak gratulowała mi mojej głupoty.

- Jestem świetną aktorką - dodałam, zrzucając z ramienia włosy. - Jednak nalegam, musisz mi pomóc. Tam jest mi droga osoba, cierpi, a ja jedyne co mogę zrobić to iść jej na ratunek! - krzyknęłam, nie mogąc zapanować nad nerwami, które przejęły kontrole nad moim ciałem. Dziewczyna lekko oszołomiona moim wybuchem cofnęła się o krok. - Nie mogę bezczynnie stać, muszę działać... Proszę - chwyciłam ją za ręce. Zaczęłam je błagalnie o siebie pocierać, aby wysłuchała mnie i pomogła w mojej tułaczce.

Tylko na nią teraz mogłam liczyć. Widziałam w jej wzroku niepewność. Wiedziałam, że nie musi mi pomagać, wręcz przeciwnie, jako iż jestem człowiekiem ma prawo nawet mnie zabić. Jednak teraz i ona może być ścigana przez władzę, nie tylko za niesubordynacje względem prawa, ale także za pomoc w mojej ucieczce.

- Zgoda - rzuciła, przeklinając pod nosem. Wyminęła mnie, pozostawiając w niemałym zaskoczeniu.

- Naprawdę? - wybełkotałam, wciąż stojąc na swoim miejscu. Nie dowierzałam swojemu słuchowi, chyba mnie zawodził. - Pomagasz mi, ale dlaczego? - dopiero teraz ruszyłam w jej stronę, zerknęłam na nią przez ramię, zaciekawiona jej odpowiedzą.

- Bo przypominasz mi kogoś, kogo znałam... - odpowiedziała na moje pytanie. Jej przeszywając wzrok wywiercał we mnie dziurę, nie umiem określić w jaki sposób na mnie patrzyła, ale było to wyjątkowe, jakby za kimś tęskniła. Mogło mi się tylko zdawać, ale jej brązowe oczy zalśniły złotem. Potrząsneła głową kilka razy i ruszyła przez siebie. Nie zastanawiałam się długo nad sensem jej zdania, ani nad tym, co zobaczyłam, po prostu pobiegłam za nią.



~Moja Kochana Piosenka Na Ciężkie Dni~

Błędy, błędy, błędy mogą się pojawić, za które przepraszam i za to, że rozdział jest tak krótki, bo ma niecałe 1000 słów, no... musicie mi to jakoś wybaczyć!

Na stracie uprzedzam, nie wiem czy kolejny rozdział będzie w sobotę! Dedykuje tą część mojej kochanej Wik'u ♥ Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy! :D

Dobranoc zgniłki! ♥

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!