błękit

524 110 31

Mamy wakacje!
[wcale się nie cieszę, udaję po prostu w miarę normalną]

Ale dzisiaj był okropnie miły dzień. Okresliłabym go mianem błękitnego.

Padał deszcz i rano dostałam od mamy piękną, błękitną parasolkę. Jakiś obcy mężczyzna w błękitnym samochodzie chciał podwieźć mnie na peron, ale »nie będę wchodzić do samochodów obcych mężczyzn, nawet tych błękitnych »lubię deszcz, moją nową parasolkę i chcę ją pokazać całemu światu.

Niedaleko mnie, na sali, stał G.*, a ja cały czas go obserwowałam. I uwaga. Złapałam z nim kontakt wzrokowy. Boże. On też miał błękitną koszulę, która idealnie podkreślała jego oczy.

Potem czekałam godzinę ze znajomą, aż zrobią nam świadectwa od nowa (miałam literówkę w nazwisku, ehh). Rozmawiałyśmy o Aurorze i o kotach, i jadłyśmy zdecydowanie zbyt słodką czekoladę. Ufam jej chyba.

Jak twój dzień?

*kim jest G.? To chłopak, który może mi się podoba (jezu, ale dziwnie to brzmi). Po prostu ma włosy jak piasek, oczy jak morze, skarpetki nie do pary, za duże koszulki, głęboki głos i wystające obojczyki. I nie, nigdy z nim nie rozmawiałam i nie, nie mam zamiaru. I nazywa się G.

(koniecznie posłuchajcie piosenki)

darknessPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!