Dokładnie pięć miesięcy temu potrącił mnie samochód. Nie pamiętam tego ostatniego dnia w szkole, kiedy wracałam do domu i przechodziłam przez przejście. Palant po prostu we mnie wjechał, a następnie opuścił miejsce wypadku, nie oceniając, czy nic mi się nie stało. Nikt nie wiedział, kto to był. Nawet Lissandra, najbardziej poinformowana dziewczyna w całym Londynie, nie zebrała wystarczającej ilości faktów, aby poprowadzić swoje własne dochodzenie. W zasadzie... Chciała rozpocząć jakieś dziwaczne śledztwo wśród uczniów naszej placówki, ale na szczęście moja matka ją powstrzymała. Powiedziała, żeby zostawiła takie sprawy specjalistom- w końcu mój wypadek badała londyńska policja.

Słońce tego dnia przygrzewało wyjątkowo intensywnie. Wszyscy ludzie cieszyli się nadchodzącą wielkimi krokami wiosną, a ja... Ja byłam gdzieś obok tego wszystkiego. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co powiedziała mi Lissandra. Nie było żadnego zespołu The Vamps? Czyli to wszystko powstawało w mojej chorej głowie, podczas gdy rodzina martwiła się o to, czy jeszcze się obudzę? Chciałam wrócić do tamtego drugiego świata i przekonać się, że z Bradley'em jest wszystko w porządku. Może był tylko fikcyjną postacią, która pieściła jedynie mój umysł, ale... Martwiłam się. Nadal się cholernie martwiłam i czekałam na tę jedną jedyną wiadomość, że Simpson żyje. Cały czas o ścianki czaszki obijały mi się te przerażające słowa, że ich samolot się rozbił i nie wiadomo, czy ktokolwiek z całej ekipy przeżył. Obraz znowu rozmazał mi się przez łzy, napływające do oczu. Nie mogłam sobie poradzić z własnymi problemami i z tym, że jeszcze minie trochę czasu, zanim zacznę w pełni normalnie funkcjonować. To wszystko mnie dobijało, a ja z całej siły pragnęłam przypominać sobie każdy moment spędzony z chłopakami. Wspomnienia mieszały się, widziałam je jakby przez mgłę. Były przeplatane prawdziwym życiem, także zupełnie straciły dobrą kolejność. Nie wiedziałam co było najwcześniej, a co najpóźniej. Po prostu... Zdarzyło się. Już nie wróci, choć na zawsze zostanie w mym umyśle. Wieczorami próbowałam otwierać zeszyt i zapisywać każdą chwilę, która tylko wpadła mi do głowy. Prowadziłam jakiś dziwaczny pamiętnik z tamtego życia. Opisywałam jeden jedyny rozdział, który wydawał się nigdy nie zakończyć. Desperacko szukałam wytłumaczenia, chciałam napisać ostatnie zdanie, które miało na celu przerwać bolesne wydarzenia... Nie dało się. Po prostu się nie dało, a ja ciągle musiałam pisać, aby kartki były moim jedynym źródłem szczęścia.

Nie mogłam spać. A jak już nie dawałam rady i łzy zamykały moje oczy, nawiedzały mnie najgorsze koszmary, z których budziłam się z krzykiem.

Nie wychodziłam z domu odkąd wróciłam ze szpitala. Całymi dniami siedziałam w zamkniętym pokoju, zatrzymywałam wózek przed oknem i wgapiałam się pustymi, wiecznie czerwonymi przez łzy, oczętami. Próbowałam odnaleźć sylwetkę ukochanego. Jeszcze  niedawno tam stał. Jeszcze przed sekundą machał do mnie ręką po tym, jak wygoniła go moja matka. Całował mnie. Przytulał. Gładził po policzku. Przecież ja to wszystko tak wyraźnie czułam! Mogłabym przysiąc, że nadal pamiętałam zapach jego perfum na swoich ubraniach. Czasami specjalnie wyciągałam koszulę w kratę oraz krótkie spodenki, aby przez wiele godzin analizować materiał i doszukiwać się jakichkolwiek plamek. Choćby z pączu, który stał na stołach, gdy byłam na planie teledysku. Albo kurzu, zamiecionego koszulą, leżącą na podłodze, gdzieś w pokoju socjalnym.

Lissandra przychodziła do mnie codziennie. Jak zwykle była upierdliwa, uśmiechała się szeroko i próbowała mnie pocieszyć. Nie reagowałam na to wszystko. Nawet nic do niej nie mówiłam. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Ciągle miałam do niej żal, choć tak naprawdę jeszcze nie powiedziałam jej, co śniło mi się przez te trzy miesiące. Ona również mnie nie pytała- przynajmniej za to jej dziękowałam.

 Jedyne, czego teraz pragnęłam, to była cisza. Matka chyba tego nie rozumiała, bo załatwiła mi najlepszego brytyjskiego psychologa, który odwiedzał mój pokój regularnie. Pani Trevor ciągle tylko powtarzała, że stara mi się pomóc i żebym w końcu otworzyła się na innych, bo to może się źle dla mnie skończyć... Co ona do cholery mogła o tym wiedzieć? Nigdy nie przeżyła tego, co ja. Nie siedziała w moim umyśle.

Głęboki oddech: Przebudzenie - The Vamps FF {ukończone}Przeczytaj tę opowieść za DARMO!