Askali

285 18 3

Przedprolog 

Co jeśli nie uwolnię się z tego wiru w którym utknąłem? To tak trudne oddychać, kiedy jest się już martwym. Czekam na wskrzeszenie w zabitej gwoździami trumnie. Przed sobą widzę zupełną ciemność. Tak naprawdę czekam na zmianę. Na zakończenie transformacji, by stać się istotą mroku. Niemało trudu zabrało mi odnalezienie odpowiedniej osoby, a raczej trupa, który pomoże mi przejść na stronę Piekielnych Istot. Zajęło mi to aż sześć lat, ale od... jakiegoś czasu... bo nie mam pojęcia ile właściwie czasu już tutaj tkwię- wyczuwam w sobie odrodzenie i ogień. Dzisiaj, jakąkolwiek mamy porę dnia, zauważyłem, że mój oddech jest o wiele płytszy niż bywał, gdy żyłem. Bo przypuszczam, że jeśli jestem tu którąś godzinę, a nie odczuwam głodu, musi to oznaczać, że jestem martwy. Czuje się jak wystawiony na ciemność, by mieć milion godzin nieskończonego czasu na przemyślenia. Zamykam oczy, choć to bez różnicy, bo i tak panuje tu mrok. Gdy odnalazłem Askali byłem już na granicy zwątpienia w powodzenie mojej wyprawy. A jednak dziwnym zrządzeniem losu ona wpadła na mnie gdzieś we wnętrzu dusznego Paryża. Wędrowałem ciemnymi odosobnionymi uliczkami, bo wiedziałem, że istoty jej pokroju nie mogą pojawić się w blasku słońca z powodu transformacji, które przeszły. Jestem pewien, że ją zaskoczyłem, bo przez te kilka lat nauczyłem się idealnie maskować. Ona jednak nie pozostała mi dłużna w swoich czynach, bo sekundę po tym jak mnie ujrzała, moja czaszka wydała głuchy odgłos po uderzeniu w mur za moimi plecami, a jej szpony zaciskały się na moim gardle. Ślepia od pary przezierały przez moje wnętrze niczym rozgrzane do czerwoności ostrza, a zaostrzone zęby kłapnęły z wyraźną chęcią zadania mi śmierci. Moja ponad dziesięcioletnia fascynacja tymi stworzeniami niestety dała o sobie znać, więc nie mogłem się poruszyć stojąc naprzeciw tej niesamowitej istoty z rozszerzonymi do granic możliwości źrenicami. Jak właściwie udało mi się ją namówić, by mnie nie zabijała, a zmieniła w równego sobie? Okazał się, że nie musiałam jej namawiać, ponieważ przybyła na ziemie w poszukiwaniu duszy ciemnej niczym otchłań, która dobrowolnie oddałaby się tej "pracy". Szukała zastępcy, ponieważ należała do Chaarończyków, przeprowadzała zmarłych, może należała do samego diabła? Cóż, jedno jest pewne, w momencie, gdy skręciła mi kark, co poprzedziła podcięciem mi nadgarstków, stałem się jej uczniem. A teraz leżę sobie w trumnie- cóż za ironia! Askali powiedziała mi tylko tyle, że przebudzę się za "jakiś czas", a wtedy zacznie się moja transformacja. Kiedy zacznie dokonywać się zmiana w moim ciele mam zapukać w wieko trumny trzy razy. Nie do końca rozumiem co oznaczały słowa wypowiedziane z jej szalonym uśmiechem: "O ile będziesz w stanie". Tak więc jak na razie dzieje się to zupełnie powoli, ale coś w mojej głowie przestawia swoje trybiki. Nagle zupełnie zastanawiająco w moim umyśle pojawia się głos z całą pewnością nienależący do mnie. "Powinieneś zasnąć." Powinienem? Postanawiam poddać się temu odczuciu. I wtedy mój oddech zupełnie znika. Definitywnie umarłem? 


AskaliPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!