Rozdział 7 - Wilcze Miasto

3.6K 377 23

- Musi się udać, uda się. Karmen, jesteś bardzo zdolna, przecież twoja gra aktorska jest na najwyższym poziomie - powtarzałam sobie w duchu. Słowa otuchy to jedyna rzecz, jaka może mi teraz pomóc. Zbliżałam się coraz bardziej do bramy, która była chroniona przez dwoje strażników. Im bliżej byłam terenu wilkołaków, tym bardziej moje ręce się trzęsły, a na plecach i skroni pojawiały się oznaki strachu. Pot, który niebezpiecznie szybko gromadził się na moim ciele, był bardzo wyczuwalny dla przeciętnego nosa wilkołaka. Zachowanie spokoju, to jedyna rozsądna rzecz, aby nie zostać schwytanym i zabitym przez zmiennych. Ale nie można powstrzymać swojego serca, które aż domaga się ucieczki stamtąd. Jednak mózg ignoruje zapędy w klatce i każe mi brnąc dalej do przodu. I to własnie jego teraz trzeba posłuchać i odstawić swoje lęki na boczny tor.

Przetarłam po raz kolejny czoło, które było bardziej mokre aniżeli jakikolwiek staw, przez co rękawy zaczęły robić się wilgotne od ciągłego pocierania skroni, a włosy stały się posklejane i przyklejone do czoła.

Oddech jednak nadal dawał bardzo się we znaki. Wystarczył tylko jeden najmniejszy błąd i mogłam zostać rozszarpana w zaledwie parę sekund. Tylko kilka metrów dzieli mnie od bramy.

Z oddali zauważyłam, jak mężczyźni zaczynają spoglądać w moją stronę. Tylko dwa moje kroki, ale aż metr bliżej siebie. Dopiero teraz mogłam dostrzec z jakim zaciekawieniem na mnie patrzą, lecz ja musiałam grać. Pokazać im, że jestem jednym z nich, jednym z potworów. Moja twarz pozostawała nie wzruszona, a wzrok cały czas próbowałam trzymać w wyznaczonym punkcie.

- Nie spuszczać wzroku, nie gnieść ubrania, iść prosto przed siebie - powtarzałam co chwilę w myślach swoją regułkę.

Stukot moich butów przestał odbijać się w głowie, kiedy przystanęłam jedynie metr od terenu wroga. Dostawiłam nogę, tak jak to robią żołnierze i zasalutowałam strażnikom. Szybkim, odważnym gestem przystawiłam dłoń do skroni i kiwnęłam lekko głową na znak poszanowania. Starałam się nadal patrzyć w wybrany przez siebie punkt. Zauważyłam kątem oka, jak jeden ze strażników pokiwał głową do drugiego porozumiewawczo. Równo podeszli do bramy i pchnęli oba końce, a wrota otworzyły się dla mnie otworem.

Uśmiechnęłam się zwycięsko, jednak subtelnie, aby nikt nie zauważył. Stanowczym ruchem oderwałam dłoń od czoła i ponownie ruszyłam przed siebie mijając żołnierzy, którzy zamknęli za mną bramę.

Nie potrafiłam oderwać wzroku od rzeczy, które były wokół mnie. Wszystko było takie inne, wyrafinowane. Jakby wilkołaki tu żyjące miały wszystkiego pod dostatkiem, tak aby nigdy nie mogli zaznać biedy. Budynki były tak wysokie, że wydawać by się mogło, iż dosięgły nieba. Nigdy takich nie widziałam, może tylko w książkach. Mur odgradzający teren zmiennych był bardzo duży i gruby, więc niemożliwym było, aby cokolwiek przez niego zobaczyć. Las, który sięgał tak daleko i pokrywał tak duży obszar, a na dodatek położenie ich terenu sprawiało, że niemożliwe stawało się zobaczenia co kryje się w środku, i jakie tajemnice tam się skrywają. Na ulicach roiło się od uśmiechniętych i pełnych pozytywnej energii wilkołaków. Ogarnął mnie kompletny szok kiedy zobaczyłam, że żyją oni, tak jak kiedyś i my żyliśmy. Weseli, promienni i wypełnieni ciekawością co przyniesie jutro.

Jednak nie mogłam sobie pozwolić na dalszą fascynację tym miejscem, był to przecież teren wroga, a ja musiałam skupić się na swojej misji.

- Bingo - rzuciłam do siebie, biegnąc w stronę sklepów z ubraniami. Wbiegłam jak poparzona do środka. Usłyszałam dźwięk dzwoneczka, który obił się o drzwi. Przy kasie zauważyłam młodą dziewczynę, która obdarowała mnie głębokim uśmiechem.

- Witamy - dopowiedziała, a na jej twarzy pojawiła się jeszcze większa radość. Kiwnęłam tylko głową, naciągając czapkę mocniej na głowę, aby daszek zasłaniał moją twarz. Ruszyłam w stronę półek.

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!