Rozdział 6 - Żołnierz

4.2K 392 16

Bezczynność to jedna z najgorszych rzeczy. Tkwię w tych przeklętych czterech ścianach kolejną godzinę i nadal nie wiem, co powinnam zrobić. Bezsilnie chodzę tam i z powrotem, od kąta do kąta, targając za swoje włosy w nadziei, że za moment wymyślę genialny plan, który i tak z pewnością odrzucę. Pocierając swoje ramiona, dodaje sobie otuchy. Jednak nie bardzo mi to pomaga, więc przechodzę do kolejnego kroku. Zaczynam nerwowo obgryzać opuszki palców, szaleńczo wypatrując pomocy wzrokiem.

- Do cholery! - wrzasnęłam wściekła, obracając się wokół własnej osi. - Jim tam jest katowany, umiera, a ja jak ostatnia idiotka nie potrafię mu pomóc - zaczęłam szarpać swoje włosy. Poczułam, jak po moich policzkach przepłynęło kilka łez, które zostawiły po sobie ślady na dywanie.

Rzuciłam się na łóżko, wrzeszcząc w poduszkę. Kiedy zabrakło mi powietrza, sturlałam się na plecy. Zasłoniłam dłońmi oczy i rozmasowałam swoją twarz, mając nadzieję, że może to trochę mnie uspokoi, abym mogłam pomyśleć na swoim planem wtargnięcia do strefy wilkołaków.

- Czy chociaż jeden raz w życiu mogłoby mi się coś udać? - wypowiedziałam z pretensją do samej siebie, unosząc się lekko na łokciach i skanując teren swoimi czerwonymi od płaczu oczyma. Swój wzrok skupiłam na swoich rysunkach, spojrzałam na nie dokładnie, a moje oczy same zatrzymały się na jednym z nich. Moje ślepia powiększyły się jak nigdy, bo oto pierwszy raz od dawna, Bóg nareszcie mnie wysłuchał. - Bingo - szepnęłam zadowolona.

Wstałam z łóżka i niczym torpeda otworzyłam drzwi do swojej szafy, a wiatr który powstał przez nagły ruch, splątał mi włosy na głowę. Po kolei zaczęłam wyrzucać z szafy swoje ubrania. Stanęłam na palcach, skanują dłonią górną półkę, jednak dla moich krótkich rąk okazało się to nie lada wyzwaniem, więc musiałam wspomóc się drzwiami od szafy. Podciągnęłam się na nich, stawiając nogę na jednej z niższych półek, gdzie trzymałam buty. Z grymasem bólu dalej szukałam upragnionej rzeczy. Dotykając regału od prawej do lewej, wyczułam pod palcami miękki materiał, w nadziei, że odszukałam swoją zgubę zeskoczyłam na ziemię. Rozciągnęłam w dłoniach tkaninę. Może i ta pelerynka była za duża na moje kruche ciało, ale nie mogłam narzekać. Wszystkie moje ubrania stały się wielkimi szmatkami, od kiedy wielce poczciwy Alfa zasiadł na tronie...

Zarzuciłam na ramiona pelerynę, a wstążkę przy szyi zawiązałam na kokardkę. Naciągnęłam jeszcze na głowę kaptur i ruszyłam Jim'owi na ratunek.

                                                                          ***

- Jednak nie przemyślałam tego, w jaki sposób tam wejdę, dzięki Boże, wiedziałam, że masz na mnie haka - wycedziłam, oglądając niebo swoim wściekłym spojrzeniem.

Krzaki nie były zbyt dobrym pomysłem, żeby się w nich schować. Na moich rękach ujawniły się zadrapania i skaleczenia, a na mojej pelerynce pokazały się zaciągnięcia i małe dziurki. - Kolejna rzecz do wyrzucenia - wydukałam, ciągnąc za kawałek materiału, który zaczepił się o gałązkę, robiąc przy okazji kolejną dziurę.

Kiedy wygrałam walkę z natarczywą rośliną, zaczęłam badać wzrokiem teren. Dwójka wilkołaków w pełnym wyposażeniu i z karabinami na piersi stała przed bramą wjazdową. Bacznie obserwowali teren. Spostrzegłam też, że co jakiś czas przychodzi nowy wilkołak, który zmienia się ze swoim poprzednikiem, a ten udaje się na spoczynek. W momencie kiedy spostrzegłam zmiennokształtnego podchodzącego żwawym krokiem do bramy, uchyliłam się niżej, rozgarniając dłońmi niesforne liście, które zasłaniały mi widoczność. Do głowy wpadł mi najgłupszy pomysł na jaki kiedykolwiek wpadłam.

- Nie, Karmen... - wyszeptałam, oblizując popękane usta i kręcąc przecząco głową - to jest głupie, nawet bardzo. Nie wiesz co robisz, nie hamujesz się - gadałam sama ze sobą, odliczając sekundy. Wartownik już prawie zamienił się sprzętem ze swoim poprzednikiem. Musiałam wybierać. Albo czekać na kolejnego, albo zrobić to teraz i mieć nadzieję, że nie skończę wąchając kwiatków od spodu. - Oj, będę tego żałować - wygramoliłam się ze swojej kryjówki i cicho pobiegłam za strażnikiem. 

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!