— Jesteś pewien, że dasz radę mnie teraz skrzywdzić?

— Och, na litość... — jęknął zirytowany, wywrócił oczami i przesunął pokrętło na średnią moc. Naprawdę sądziła, że zmanipuluje go sztuczką wizualną? Tak, to było mylące i niesamowicie dziwne, ale Chase doskonale wiedział, że musiał skupić się na zadaniu, nieważne, czy czarownica przybrała postać Winterhood, Bree, jego matki czy Angeliny Jolie.

Ultradźwięki przeszyły jej wrażliwy słuch jak tysiące cienkich, diabelnie ostrych szpilek, rezonując wewnątrz klatki. Z zaciśniętymi zębami złapała się za uszy i pochyliła do przodu.

— Chase, przestań! — załkała histerycznie.

I przestał. Odruchowo, bezmyślnie. Ledwo powstrzymał chęć przyłożenia sobie w czoło. Jej krzyk brzmiał tak, jakby Destiny we własnej osobie zmaterializowała się na miejsce czarownicy, jakby wszystko, co robił Przeistoczonej, docierało i do dziewczyny z chatki w lesie, ale on powinien wiedzieć lepiej.

Na tę gwałtowną reakcję zaniosła się niepohamowanym śmiechem.

— Wy, ludzie, jesteście zabawni. — Podeszła pod samą ścianę, przy której stał Chase i zorientował się, że jeśli ona dotknie szkła, prawdopodobnie uruchomi alarm. Dzieliły ją cale. Zadarła wysoko brodę. — Mam nadzieję, że każą ci mnie torturować.

Zrobiła krok w tył, leniwie sunąc wzrokiem po kątach, jak gdyby szacowała wytrzymałość styków. Wykonywała szybkie ruchy na zmianę z tymi powolnymi. Chase w odpowiedzi załączył fale dźwiękowe tak silne, że rzuciły ją na kolana. Uderzyła o betonowe podłoże z niekontrolowanym wrzaskiem. Kucnął po drugiej stronie szyby z kamienną twarzą, nie dając jej ani chwili wytchnienia:

— Następnym razem to włączę i wyjdę, a ty będziesz zdychać w agonii, aż ktoś nie zjedzie na dół! Gadaj!

— Stworzyłam amulet, ale go nie zaklęłam — odpowiedziała ściszonym głosem, kiedy złapała oddech. Jasnoniebieska krew pociekła jej z nosa, a w spojrzeniu nie było cienia lęku, jedynie wyniosłość oraz pogarda. — Może powinieneś porozmawiać z Julią.

Otworzył szeroko oczy i podniósł się natychmiast. Ze wszystkich czarownic chodzących po ziemi... Julii za nic w świecie nie zdołałby nakłonić do zdjęcia jakiegokolwiek zaklęcia, nie miał też możliwości zadać żadnego pytania. To znaczy, pytać mógł, ale nie doczekałby się odpowiedzi, nie takiej, którą dałby radę zrozumieć. Uderzył pięścią w ścianę z frustracji.

— To niemożliwe!

Lampy zgasły, zatapiając ich w ciemności. W pierwszym momencie wystraszył się, że uszkodził zaporę ochronną.

— W takim razie masz problem. — Spojrzała gdzieś w bok, uśmiechając się półgębkiem do siebie. — Nawet dwa.

Z licznych otworów umieszczonych nad podłogą z sykiem zaczął wydobywać się kłębiasty, biały dym. Exodus. Znaleźli go. Chase przytknął rękaw do ust i nosa, ruszył w stronę zatrzaśniętych drzwi, jedynego wyjścia, ale zanim w ogóle do niego dotarł, upadł na ziemię.

 Chase przytknął rękaw do ust i nosa, ruszył w stronę zatrzaśniętych drzwi, jedynego wyjścia, ale zanim w ogóle do niego dotarł, upadł na ziemię

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
ExodusPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!