Rozdział 2

3.5K 480 379

Stanął jak wryty, mając przed sobą obraz tego, do czego tak usilnie starał się nie dopuścić przez ostatnie miesiące. Bardzo powoli zaczynał rozumieć, że dzisiejsze wezwanie było tylko kolejnym testem, który mógł oblać w każdym momencie, bo wynik nie zależał wyłącznie od niego.

Musiał zachować zimną krew. Zaskoczenie na jego twarzy byłoby jak najbardziej zrozumiałe, ale nie strach.

Jak do tego w ogóle doszło?! Widział się z Jamiem zaledwie parę godzin wcześniej na polowaniu, pierwszy raz, odkąd wrócił ze wschodniego wybrzeża. Przyjaciel co prawda dziwnie unikał tematu Destiny, ale Chase uznał, że albo dała mu do wiwatu przez ostatnie dni i już nie miał ochoty o niej rozmawiać — co było dla niego w pełni zrozumiałe — albo przemiana w człowieka wcale jej nie służyła i odkładał złe wieści na później. Tak czy inaczej, Chase zamierzał ją odwiedzić, żeby się przekonać. Nie zrobił tego od Bożego Narodzenia, ponieważ wypadek przyszpilił go do łóżka na niemal tydzień.

Czyżby było już za późno? Nie wierzył, że Jamie mógłby do tego dopuścić i nie poinformować go o tym, co się stało.

Wtedy coś mu zaskoczyło w głowie, jakby zwoje mózgowe wreszcie ruszyły po krótkim spięciu. Nigdy nie widział, by Destiny okręcała kosmyk włosów na palcu, tak, jak robiła to teraz. Ponadto zdecydowanie nie zdołałaby zachować spokoju, nie podchodziłaby tak stonowanym krokiem.

— Rozkwitalska — powiedziała, ale nie w czystym, polskim języku, a z amerykańskim akcentem. — Nazywała się Julia Rozkwitalska. Nie mogę pomóc twojej siostrze.

Robbins chciał mu coś przekazać, zanim Chase pozbawił go przytomności. To potężna czarownica, do diabła! Jak mógł nie pomyśleć o zabezpieczeniu? Powinien włożyć kombinezon ochronny, zwłaszcza że on sam nadal był mocno osłabiony. Podekscytowanie dotarciem tak daleko najwyraźniej zabiło mu szare komórki.

Mimo ograniczeń zdołała prześlizgnąć się do jego umysłu, udało jej się ukryć prawdziwe oblicze. Zrozumiał, dlaczego Naomi zależało na czasie. Przestrzeń w całej sali wydawała się naelektryzowana. Niemal wyczuwał magię tężejącą w powietrzu, wypełniającą pomieszczenie, wyobrażał sobie, jak napierała na szkło od środka. Klatka długo nie wytrzyma.

To oznaczało jednak, że zarząd wcale nie zastawił na niego pułapki. Nie powinno go tam być. W każdej chwili mogli przerwać jego przesłuchanie, nie miał więc czasu do stracenia, a czarownica nie wyglądała na chętną do współpracy... Choć może głównie dlatego, że w oczach Chase'a przybrała postać osoby, która z reguły niechętnie z nim współpracowała.

— Ile tu kolorowych guziczków... — Przejechał dłonią tuż nad panelem, nie spuszczając z niej wzroku. — Jeśli nie zaczniesz gadać, sprawdzimy, do czego służą.

Uśmiechnęła się i przekrzywiła nieznacznie głowę. Widział różnice w jej zachowaniu — sam był zaskoczony, przez jak drobne gesty i odmienną mimikę potrafiłby je rozpoznać — ale w wyglądzie absolutnie żadnych. Na odsłoniętych częściach ciała nie dostrzegł tatuażu przynależności do sabatu i zastanawiał się, czy zdołała odzwierciedlić także kod kreskowy na karku. Nigdy wcześniej nie spotkał się z kimś... z czymś takim. Jak wyglądała w rzeczywistości? Była po prostu podobnego wzrostu do Destiny, czy to również należało do kamuflażu? Nie nazwałby się pasjonatem Przeistoczonych oraz ich świata, ale owo zjawisko wydało mu się niepokojąco fascynujące.

Na nadgarstkach miała metalowe obręcze złączone grubym, według niego nieco przydługim łańcuchem z przodu, tak jak i kostki u stóp. Przyglądała mu się chyba jeszcze baczniej niż on jej. Na próżno mrugał i wytężał wzrok, aż rozbolały go skronie. Obraz nie uległ nawet najmniejszej zmianie. Mistrzyni iluzji.

ExodusPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!