26. Dżem na kanapce z masłem orzechowym

637 92 104

Lucyfer

Wpatruję się w Noemi z wielkim szokiem. Jak to ciąża? Przecież... do diabła, to niemożliwe! Ja na pewno nie jestem ojcem! A jeśli Aurora podczas pracy jako niania, kiedy miała wolne, udała się gdzieś na miasto i kogoś poznała? To ona jest w ciąży? A może po prostu Amara albo... albo Candida?! Nie. Odpuszczam myślenie o tym, ponieważ przeraża mnie wizja posiadania swojego własnego dziecka. Nie żeby Can nim nie była, jednak ja nie miałem nic wspólnego z zapładnianiem matki mojej córki. Naprawdę nie potrafię znowu być ojcem dla takiego małego szkraba. Kiedyś nienawidziłem dzieci, co oczywiście w pewnym stopniu nadal zostało. Candidę pokochałem, ale na inne małe potworki nie mogłem patrzeć. Denerwował mnie ich krzyk, płacz, wszystko.

Widzę, że Aurora również zerka to na mnie, to na Noemi. Każdy oczekuje, że kobieta wreszcie odezwie się i wyjaśni, kto jest w tej cholernej ciąży. Jeśli to faktycznie moja partnerka... jeśli to Aurorita, nie... nie mogę jej zostawić. Ale kiedy mogło się to stać? Co to będzie za dziecko? Nadnaturalne, a może człowiek? Co my mamy zrobić?!

Zauważam, że wszyscy patrzą zdziwionym wzrokiem na Aurorę, więc nie pozostaje mi nic innego, jak samemu wyjść przed szereg z tymi przerażającymi pytaniami.

– Noemi, przestań milczeć, tylko powiedz, kto jest w tej ciąży – oświadczam chłodnym tonem, by dać jej do zrozumienia, że to nie pora na jakieś żarty i ukrywania tego faktu. Prawda nas przytłoczyła, ale tylko dlatego, że sami nie wiemy, kto ma w sobie dziecko. Oczywiście wliczamy w to tylko dwie kandydatki, chociaż Candida... ona ma dopiero szesnaście lat! Pilnowałem jej przez całe jej dotychczasowe życie. Każdego kochasia spławiałem groźbami, a tego, który się nie słuchał, spotykała bolesna kara w Piekle. Ostatnią opcją pozostaje Ezekiel, ale nie zrobiłby tego mojej córce, mojej słodkiej, młodej dziewczynce. Następną w kolejności mamy Amarę. Jest to puszczalska ladacznica, niezbyt lubiany aniołek, więc mogę ją podejrzewać, że poszła do miasta i uwiodła jakiegoś przystojnego żeglarza.

Najciężej mi brać pod uwagę ciążę Aurory. Wtedy to byłaby moja wina...

– I tu, kochany, pozostawię to w tajemnicy. Niech wszystkie panie zrobią testy, a wtedy, tak po ludzku, sprawdzicie, którą z nich czeka zabawa w pieluszki! – woła wesoło, chociaż spoglądając na Aurorę marszczy brwi i posyła jej słaby uśmiech. W mojej głowie od razu kiełkuje się myśl, że to jednak ona posiada w swoim łonie nadnaturalne dziecko, które powoli zaczyna się rozwijać. Nie ukrywam, że przeraża mnie ta wizja, ale staram się nie dać tego po sobie poznać.

– Przestań, Noemi! Czy zdajesz sobie z tego, co właśnie nam ogłosiłaś? – pyta Gabriel, wreszcie wstając z fotela. Jego postawa nieco mnie zadziwia, lecz postanawiam milczeć i przyglądać się wściekłemu Archaniołowi.

– Tak, staruszku, wiem. Przez następne siedemnaście lat zostajecie na Ziemi i wychowujecie nadnaturalne dziecko, które w odpowiednim wieku wybierze swój dom.

– Nie! Znowu skazujesz na to niewinne stworzenie?! Czym jest winne, że ma takich nieodpowiedzialnych rodziców! – krzyczy siwowłosy, piorunując spojrzeniem Śmierć. Brunetka prycha i uśmiecha się złośliwie. Mam ochotę zmyć jej ten krzywy uśmieszek, ponieważ należy do mnie, poza tym ona nie ma za grosz empatii. Przecież to nie temat do żartów, a Noemi bawi się z nami w kotka i myszkę, jeszcze bardziej podsycając tę, i tak już, napiętą atmosferę.

– Ja skazuję? Gabrielu, nie ja wskoczyłam komuś nadnaturalnemu do łóżka. Przypomnę wam, że to dziecko człowieka i kogoś z was. Radzę szybko zrobić testy i nawet nie myśleć o aborcji! Nie chcę zaznaczać, że wasz Tatuś to potępia – oznajmia poważnie Noemi, przekrzywiając głowę na jedną stronę. – Auroro, chodź, musimy porozmawiać.

Maska AniołaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!