1 Rozdział

1.9K 86 96

Ciemność i strach to ostatnie co pamiętam. I nagle z tej strasznej nicości wyłonił się księżyc, księżyc tak duży i niewyobrażalnie niebieski, że w najśmielszych snach by się nie pojawił. Już się nie bałam wiedziałam, że nic mi nie grozi.

Jestem Ferisa, ale niestety tylko tyle wiem, a skąd zapytacie? Księżyc mi powiedział, ale niestety tylko tyle.

Jestem średniego wzrostu, mam niebieskie niczym wzburzone morze oczy i niebieskie włosy. Moja cera raczej przypomina trupio bladą  ale mi dodaje raczej uroku osobistego, mam pełne malinowe usta i długie czarne rzęsy.
Jestem dość nie typową dziewczyną gdyż potrafię manipulować wodą np: żeby zaczął padać deszcz, żeby zmieniła swój wygląd czy żeby zamarzła. No i umiem latać.
Co do latania to właśnie przelatuję przez Polskę jak mniemam i czuję się wyśmienicie, kocham jak chłodny wiatr okala moją twarz, jak i za równo deszcz, odkąd pamiętam. Nie boję się, że mnie ktoś zauważy gdyż jestem niewidzialna, ale nie w tym sensie, że w każdej chwili mogę się pokazać, po prostu ludzie mnie nie widzą, przechodzą przeze mnie jak bym nie istniała. Nie powiem jest mi trochę przykro z tego powodu, ale nic z tym nie zrobię. Podobno to jest kwestia wiary, jeśli ktoś wierzy to widzi, jeśli nie to nie.

-no to czas na mały odpoczynek - mruknęłam do siebie pod nosem i zaczęłam zniżać lot. Gdy byłam już jakieś 3 metry nad ziemią jakaś czarna postać wyłoniła się z cienia. Miał długą czarną szatę do ziemi, złote oczy i ziemistą cerę, zza jego pleców zaczęły pojawiać się jakieś czarne konie, ale nie takie zwykłe tylko jak te z najgorszych koszmarów i zaczęły majsterkowanie coś przy złotym piasku Piaskowego Ludka. Tak wiem kim jest czasami z nim rozmawiam, to znaczy ja mówię  a on pokazuje znaki nad swoją głową. To właśnie od niego dowiedziałam się się dlaczego jestem niczym duch (bo jestem duchem wody), ale to szczegół. Tak, więc zaczęłam tworzyć sztylety za nim tak, żeby mnie nie zauważył.

############################
W tym samym czasie:

POV: Jack.

Bawiłem się właśnie z dzieciakami w wojnę na śnieżki, gdy na niebie pojawiła się ostrzegawcza zorza polarna, czyli North coś chce, przeprosiłem dzieciaki i jak najszybciej poznałem na biegun.

Baza:
POV: North

Byłem w warsztacie i jak zawsze tworzywem swoje lodowe arcydzieła, gdy nagle jeden z yeti dokładniej Phil wtargnął niespodziewanie do mojej świątyni i rozwalił lodową lokomotywę, która akurat przelatywała obok właśnie tych drzwi.

-Phil co ty do jasnej anielki wyprawiasz, ile razy mam powtarzać, że masz pukać zanim postanowisz sobie tu wejść! - ryknąłem na niego, a on odwarknął coś w swoim języku i wskazał na pokój główny w którym znajdowała się strefa snów.

-co jest mój drogi, coś złego dzieje się dzieciom? - zapytałem już nieco milej.
Ten tylko skinął głową na tak. Pognałem czym prędzej do wyżej wymienionego pokoju i zobaczyłem jak światełka które powinny cały czas świecić, to albo znikały, albo migotały, więc czym prędzej pognałem do panelu sterującego i włączyłem zorzę.

POV: Jack.

Jestem już koło bazy Northa i zastanawiam się co było na tyle ważnego, że nas wzywa. Widzę już główne wejście, ale zrobię mu na złość i wlecę oknem.

-witam wszystkich! - mówię z tym entuzjazmem co zawsze mnie nie opuszcza, ale gdy widzę zatroskane twarze innych to automatycznie moja cała radość przemija jak wczorajszy dzień.
-co się stało, że takie macie miny?

-Mrok się stał drogi chłopcze. - odpowiada ze zmartwieniem North.

-ale to niemożliwe przecież go pokonaliśmy! To nie możliwe, że tak szybko się pozbierał.

-a jednak coś złego dzieje się ze strefą snów.

-no to na co czekamy? Dalej Lecimy do niego, nie pozwolę aby ten potwór terroryzował dzieci!.
Tak, więc wszyscy nawet Aster wsiedliśmy do sań Mikołaja.

POV: Ferisa.

Jestem już tuż za jego plecami i go atakuję. Nie wiem jak, ale zdołał ominąć mój atak, ale nie zrażam się i atakuje go dalej. On stworzył ogromną kosę z czarnego piasku, a ja tarczę żeby odsłonić się przed atakiem przeciwnika.

-kim ty jesteś - zapytał się mnie przeżywając mnie swym wzrokiem, ale ja nie odpowiadam i atakuje go dalej.
Walczymy tak już jakiś czas, a mnie powoli opuszczają siły i przez moją nieuwagę dostaje z ostrza w bok, ale nie poddaje się tak prędko i walczę dalej.

-no nie przypuszczał bym, że byle jaki nieśmiertelny będzie stawiać taki oprór, aby zginąć - mówi to i zaczyna się psychopatycznie śmiać, a mnie przechodzą ciarki.

-nie jestem wcale byle jaka Mrok - wkładam w to tyle jadu, że sama siebie zaskoczyłam i skacze na niego aby zadać cios lecz ten zdążył go uniknąć.

-O proszę, proszę, proszę, czyli jednak potrafisz mówić, wiesz bardzo dzielnie walczyłaś może przyłączysz się do mnie razem będziemy niepokonani. Wyciąga do nie rękę, ja uśmiecham się zadziornie i tworzę za nim z wody wielkiego węża i zaczyna się oplatać w okół niego.

-w życiu, nigdy się do ciebie nie przyłącze. Prędzej piekło zamarznie. - ten koleś naprawdę zaczyna mnie denerwować. Zaciskam bardziej pięść co automatycznie powoduje, że wąż bardziej się zaciska. Na jego twarzy widzę wyraz bólu.
Nagle zrobiło mi się słabo i w tym samym czasie na niebie coś rozbłysło i pojawiły się sanie zaprzężone w renifery. Zaczyna mi się kręcić w głowie, a przed oczami zaczęły się pojawiać mroczki, dalej widzę jak ktoś do mnie pobiega i łapie w pasie i jak Mrok znika w cieniu. Ahhh świetnie, a już go miałam. Zemdlałam.

POV: Jack.

Właśnie przylecielismy do Polski w miejscu gdzie były największe pokłady czarnego piachu.
Widzę jak stoi na jednym z dachów, więc podlatuję do niego, ale coś mi nie pasuje bo ma coś  niebieskiego na sobie i ktoś na przeciwko stoi. Podlatuję bliżej i widzę, że to dziewczyna, dziwne nie kojarzę żeby była jeszcze jakaś strażniczka. Dziewczyna zaczyna a się chwiać i to coś niebieskie okazało się być wodą opada, a Czarny Pan ucieka w cień i znika. Idę do dziewczyny i łapie w pasie, żeby nie upadła.
Patrzę chwilę w jej twarz i stwierdzam, że wygląda na mój wiek, to znaczy na tyle ile powinienem mieć, czyli 18, a mam 318.

-co to za Jedna? - pyta Aster.

-nie wiem, gdy podleciałem do nich to wyglądało jakby walczyli.

-ona jest ranna - mówi Ząbek i podlatuje do dziewczyny. Widzę jak Piasek zatyka sobie buzię rękoma.

-Piasek co jest, co się dzieje? - pytam, a on zaczyna pokazywać znaki.

-znasz ją?-Pytam on kiwa głową na tak.

-ale jak, skąd? - pyta Aster, ale piasek zbywa go machnięciem ręki.
-zabierzmy ją do bazy, żeby ją uleczyć. - mówi Toothiana.

Więc tak nam minęło parę minut na dotarcie do bazy.

Gdy wylądowaliśmy od razu wziąłem nieznajomą na ręce i zaprowadziłem do skrzydła szpitalnego, po czym skierowałem swoje kroki do Piaskowego Ludka, aby wyjaśnił nam kto to jest.


Jack Frost / Nowa StrażniczkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!