Rozdział 5 - Plan B

4.1K 392 17

- Nie! - przeraźliwy ryk Jima można było usłyszeć na drugim końcu ziemi. 

Upadłam na kolana chowając się za betonową ścianą. Zerknęłam w miejsce, które piekło niemiłosiernie. Na prawym rękawie koszulki była dwucentymetrowa dziura od pocisku, który przeszył moje ramię. Podwinęłam ostrożnie rękaw ubrania, zaciskając zęby na nadgarstku i delikatnie się w niego wgryzając, powstrzymując się tym samym od wrzasku. Ból był nie do opisania, a tkanina przykleiła się do świeżej rany.

Opuściłam bezradna ręce, zostawiając uraz w spokoju, żeby nie dokładać sobie jeszcze więcej bólu. Jednak musiałam powstrzymać krwawienie. Oderwałam jedynie zębami kawałek rękawa przy sprawnej ręce i owinęłam nim zranienie. Syknęłam, przygryzając język, kiedy zawiązałam kawałek szmatki na obolałym ramieniu. Oparłam głowę o zimną ścianę i zaczęłam miarowo oddychać. Przejechałam językiem po popękanych ustach. 

Nagle usłyszałam ponowny strzał z pistolety. Od razu moje myśli zaczęły krążyć wokół Jima, który wyszedł ze swojej kryjówki. Miałam tylko nadzieję, że mój najgorszy scenariusz, który ułożyłam w głowie, nie sprawdził się.

- "Jim sobie poradzi, zawsze ma plan b" - podpowiadała mi intuicja. Jednak serce się z nią sprzeczało. Zaczęłam gorączkowo rozglądać się po pomieszczeniu.

Na dole przy oknie zauważyłam szparę wielkości pięści. Bez zastanowienia przeczołgałam się do niej. Odgarnęłam ręką resztki ostałego kurzu i zerknęłam przez nią na zewnątrz, wypatrując oznak życia. Zauważyłam wściekłego Alfe, który wyrwał pistolet od mojego niedoszłego zabójcy i celował prosto w jego głowę.

- Alfo, wybacz to już się więcej nie powtórzy - jęczał wilkołak ze spuszczoną głową.

Evil zaśmiał się szyderczo, odwracając się od niego i kierując w stronę samochodu. Wystraszony zmiennokształtny wypuścił powietrze z wielką ulgą.

- Dziękuje ci panie, dzięku- nie dokończył. Kolejny raz po centrum ratusza rozległ się olbrzymi huk. Alfa wystrzelił prosto między oczy mężczyzny, który upadł na ziemie, a wokół niego zaczęła zbierać się wielka plama czerwonej mazi.

- Nienawidzę broni - dodał z sarkazmem, chwytając ją w dwa palce, jakby trzymał w ręce coś obrzydliwego i z odrazą wypisaną na twarzy upuścił ją. - Macie posprzątać ten bałagan - rozkazał, wskazując głową na nieżywego mężczyznę. - I znaleźć tę dziewczynę. Chcę ją zobaczyć w jednym kawałku, jeżeli nie wykonacie mojego polecenia, skończycie jak on - spojrzał na zwłoki, które były ciągnięte przez dwa wilkołaki.

Mężczyźni od razu zrozumieli, co mają robić. W mgnieniu oka wbiegli do budynku, w którym się chowałam. Władca zmiennych wolnym krokiem ruszył w stronę samochodu, nim jednak do niego wsiadł, zauważyłam jak dwóch osiłków prowadzi Jima w stronę jednego z sąsiednich aut. Miał związane ręce za plecami, a mężczyźni targali nim jak szmacianą lalką. Za każdym razem, gdy próbował się wyrwać, został mocniej pchnięty lub uderzony przez co upadał na bruk. Nim wydobył z siebie jakiekolwiek siły, aby się podnieść, wilkołaki robiły to za niego, szarpiąc nim w każdą możliwą stronę.

- Carmen, nie możesz dać się złapać! - wrzeszczał w kierunku budynku, w którym się chowałam.  - Musisz uciekać! Musisz- nim zdążył dokończyć swoje zdanie, został pchnięty na maskę samochodu i do niego przygnieciony. Przyłożyłam rękę do ust, powstrzymując się przed płaczem. Z jednej strony wiedziałam, że muszę wykonać jego polecenie, lecz z drugiej strony nie potrafiła się ruszyć z tamtego miejsca, nie chciałam opuszczać swojego przyjaciela. Był dla mnie kimś ważnym i nie chciałam, żeby stała mu się krzywda. 

Jednak trwałam w przekonaniu, że i tak nic nie wskóram. Byłam zbyt słaba, żeby walczyć z całą watahą silnych i bezwzględnych wilkołaków. Z wielkim bólem serca spuściłam wzrok na moje stopy, odpychając się od parapetu. Obróciłam się na piecie, kierując się w stronę przeciwnego okna. Za sobą słyszałam dyszenie, ciche pojękiwanie i ciosy uderzeń. Zagryzłam dolną wargę w wielkim smutku, który przecinał się z nienawiścią. 

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!