Rozdział 3 - Fabryka

3.9K 366 18

Nadal nie mogę uwierzyć, że dałam się na to wszystko namówić. Powodzenie naszego planu graniczy z cudem. Prędzej wszyscy zostaniemy poddani masowej egzekucji, aniżeli nasz plan wypali.

- Boże, czemu ja się zgodziłam - mamrotałam do siebie, obgryzając opuszki palców. Gdybym wtedy odmówiła, zapewne teraz siedziałabym na sofie przy kominku, przeglądając gazetę, w której znajdowałyby się zdjęcia Alfy oraz ludzi których wymordował, a to wszystko okalałby tekst "Oto nasz czcigodny i sprawiedliwy władca" - Och, Boże... - pojękiwałam, starając się uspokoić drżenie rąk.

- Carmen - na dźwięk swojego imienia, zdenerwowana odwróciłam głowę w stronę Jima - Carmen, słuchasz co do ciebie mówię? - zapytał, machając mi ręką przed twarzą.

- T-tak, tak słucham - skłamałam.

- To dobrze, wiesz co masz robić?

- A... No, tak... - nie potrafiłam nic powiedzieć, słowa utknęły mi w gardle. Ręce zaczęły się jeszcze bardziej trząść, a z czoła spływał pot, nad którym nie potrafiłam zapanować.

Walkę z samą sobą przerwał ciepły uścisk na moich dłoniach. Nadal przestraszona spojrzałam w stronę rąk, które były opatulone jego dłońmi. Zaraz potem mój wzrok powędrował w stronę uśmiechniętego Jima. Moje policzki od razu przybrały cieplejszą barwę, a na twarzy pojawił się prowizoryczny uśmiech.

- Nie martw się, będę cię osłaniał. Nie stanie ci się krzywda, obiecuje - ostatnie słowa wypowiedział półszeptem, gładząc kciukiem moją rękę. Kiedy miałam się odezwać, położył dłoń na moich włosach i przejechał po nich kilka razy, pozostawiając je w wielkim nieładzie. - Gotowa?

Kiwnęłam tylko głową, nadal nie potrafiąc wypowiedzieć ani słowa.

- To do dzieła - dopowiedział, biegnąc w stronę nadchodzącego tłumu, który kierował się pod ten sam podest, na którym otrzymaliśmy niedzielną porcję żywności.

 Z tego co zrozumiałam, nasz plan ukazywał mnie w roli głównej ofiary. Muszę wtopić się w tłum ludzi. Znaleźć bezpieczne miejsce, blisko podestu, na którym będzie stać przywódca wilczej rasy. Odbezpieczyć pistolet, nabity srebrnymi pociskami i wycelować prosto w serce wilkołaka. Nasz plan wydaję się bardzo prosty, jednak najtrudniejsza część misji znajduje się na samym końcu, czyli uciec i nie dać się zabić. Ostatni raz wzięłam głęboki oddech i zaczęłam kierować się wraz z falą ludzi w miejsce wystąpienia Alfy.

  - Jeśli wyjdziemy z tego żywi, obiecuję, że to ja będę osobą, która cię zabije - wymamrotałam, mając na myśli przyjaciela.

 Przeciskałam się pomiędzy ludźmi, przepraszając każdą osobę, którą przez przypadek popchnęłam. Starałam się jak najszybciej dostać do sceny, żeby odszukać miejsce, gdzie będę mogła się bezpiecznie ukryć.

 Uspokajając swoje myśli zauważyłam, że ludzie wyglądają bardzo szczególne. Mężczyźni odziani byli w garnitury po swoich ojcach, a kobiety w za duże lub za małe sukienki po swoich rodzicielkach, a na głowach miały przepięknie uplecioną wiązankę kwiatów. Zauważyłam mlecze i stokrotki, a gdzieniegdzie nawet pastelowe róże, które były kwiatami szlacheckimi oraz bardzo drogimi. Od razu widać było, że są przejęci tym wydarzeniem, ale na pewno też ogromnie wystraszeni myślą, iż swoim wyglądem mogliby doprowadzić władcę do białej gorączki. Wydali masę ciężko zarobionych monet na ładniejsze bluzki czy kwiaty, które i tak prędzej czy później zwiędną, a strój już nigdy nie zostanie użyty. Nie mogłam znieść tego widoku. Serce mi się kraje patrząc na tych biednych ludzi, którzy pomimo bólu, jaki codziennie muszą przeżywać, uśmiechali się i cieszyli, że mogą zobaczyć swojego wielkiego władcę. Tylko jedna sensowna myśl w tym momencie przeszła przez głowę.

- "Uwolnię was, uwolnię nas od jego władzy. Już nikt nami nie będzie pomiatał. Zemszczę się za krzywdę naszych przodków." - głos w moim sercu podnosił mnie na duchu i chyba tylko dzięki niemu nadal tutaj byłam.

Moje postanowienia dodały mi otuchy i odwagi, ruszyłam szybciej w wyznaczone miejsce. Będąc obok sceny, zaczęłam się chorobliwie rozglądać za bezpieczną kryjówką. Zauważyłam rządek krzaków, jednak nie wydały mi się one zbyt bezpiecznym miejscem. Obok nich spostrzegłam kubeł, kontener i kilka papierowych kartonów. Przyszło mi na myśl ukrycie się tam, nawet postawiłam krok w ich stronę, jednak szybko odpędziłam tą myśl. Kartony, jak i kubły nie były zbyt solidne, jeżeli doszłoby do strzelaniny, zostałabym trupem na miejscu. Pociski z łatwością przebiłyby się przez cienką warstwę metalu. 

Oblizałam spierzchnięte usta, szukając czego innego. Po drugiej stronie spostrzegłam opuszczona fabrykę. To mogłoby być dobre miejsce. Mury wyglądały na dość solidne, a położenie budynku ukierunkowane było idealnie na podest. Gdybym dobrze się ustawiła i idealnie wycelowała, miałabym prawie stuprocentową pewność, że pocisk trafi prosto w serce wilczego przywódcy. Jednak zawsze musi istnieć problem. Budowla była bardzo wysoka, a co za tym idzie miała bardzo dużo schodów. Jeśli zostałabym przyłapana, mogłoby być niebezpiecznie. Ucieczka byłaby prawie nie możliwa. Zanim zbiegłabym na dół, jego ludzie ze swoją nadnaturalną szybkością otoczyliby budynek i złapali mnie bez najmniejszego problemu. Jednak nie znalazłam nic lepszego, a czas do przyjazdu Alfy niemiłosiernie malał. Musiałam dokonać wyboru. Albo schrzanić plan Jima, narażając go, siebie, jak i całą naszą ekipę, która nam pomaga na śmierć, lub zaryzykować, spróbować zabić władcę, starając się nie stracić własnego życia. Żadna z tych opcji się do mnie nie uśmiechała, jednak wybrałam tą, w której może zginąć mniej osób.

Zauważyłam jak pod podest zaczynają podjeżdżać motocykle, a za nimi samochody. Zdezorientowana nagłym przybyciem wilków, szybkim krokiem ruszyłam w stronę budynku. Spojrzałam na zegar wywieszony na wieży ratusza, wskazywał on godzinę zbyt wczesną. Władca zmiennokształtnych miał pojawić się dopiero za niecałe dziesięć minut. Coś mi tutaj nie pasowało, jednak nie mogłam się nad tym teraz zastanawiać. 

Przyśpieszyłam swoje tempo, stając się nie biec, aby nie wyglądało to w żaden sposób podejrzanie. Zanim weszłam do środka, rozglądnęłam się jeszcze wokół siebie, szukając wzrokiem wilkołaków, które mógłby mnie o coś podejrzewać. 

W środku panował bałagan i chaos. Stare deski, zjedzone przez termity, pospadały na ziemie. Na podłodze leżało też kilka cegieł oraz szkła. W oknach nie było szyb, jedynie same ramy. Wchodząc po schodach do góry, zawiał mocniejszy wiatr, piasek i kurz, który okalał schody i parapety poleciał wprost na mnie, zmuszając mnie do zwolnienia swojego tempa i zakrycia twarzy. Kiedy podmuchy ustały, kaszlnęłam kilka razy, starając się wyrzucić drobinki brudu, który dostał się do mojego gardła. Machnęłam parę razy ręką przed twarzą, próbując odgonić opadający pył. Chwyciłam górną część mojej koszulki i podciągnęłam bliżej nosa. Broniąc się przed niechcianym pyłami. Kolejny raz przyspieszyłam, wchodząc po dwa schody coraz to wyżej. 

Zatrzymałam się na jakimś wysokim piętrze i podeszłam do jednego z okien, wyłapując wzrokiem wilkołaki. Między sceną z prawej i lewej strony stały dwa czarne samochody, a przed nimi tego samego koloru motory wraz z napakowanymi zmiennokształtnymi, którzy w swoich dłoniach trzymali karabiny. Pod platformą stał rządek równie groźnie wyglądających wilkołaków, którzy też trzymali bronie, a ich ciała ochraniały kamizelki kuloodporne. Kiedy analizowałam skale niebezpieczeństwa, z przeciwnej strony wyjechał kolejny czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Zdałam sobie sprawę, że to może być pojazd, w którym siedzi mój cel. Z auta wyszło trzech mężczyzn, równie uzbrojonych jak ci, którzy stali pod sceną. Otworzyli tylne drzwi i schylili nisko głowy. Zebrani ludzie zaczęli im wtórować. 

Natychmiast zapaliła mi się czerwona lampka. Nie myliłam się, w tym samochodzie musiał być Alfa. Nim zdążyłam zobaczyć jego osobę w całej okazałości, puściłam się biegam na samą górę budynku. Teraz nic się dla mnie nie liczyło. Nic, prócz zabicia Evila.

Na każdym półpiętrze kierowałam swój wściekły wzrok w stronę celu, który zaczął podchodzić do mikrofonów. Przyśpieszyłam swoje tempo, starając się wbiec na ostatnie piętro przed nim.

- To ostatnie chwile twojego panowania - dodałam mijając ostatni rząd schodów. 

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!