Rozdział 2 - Jim

4K 369 10

- Jim? - zaskoczona widokiem kolegi, nie potrafiłam powiedzieć nic więcej.

- Co ty wyprawiasz - zapytał, kierując wzrok na chłopczyka, który zaczął głośno płakać.

- J-ja - wybełkotałam przestraszona swoim zachowaniem, nie wiedziałam dlaczego chciałam go uderzyć, to był nagły impuls i gdyby nie Jim, żałowałabym tego do końca swojego życia. - Ja nie wiem.

- Chciałaś go uderzyć - skwitował i spojrzał na mnie karcącym wzrokiem.

- Ja nie chciałam mu zrobić krzywdy, raczej odzyskać swoją część mięsa - bąknęłam smutno, ale jednoczenie można było usłyszeć nutkę wściekłości w moim głosie. Wyrwałam rękę z uścisku mężczyzny i rozmasowałam ją. - Przez tego... - westchnęłam, unikając przekleństwa, które chciało wyjść z moich ust. - Naprawdę chciałam być miła, bo nie dość, że się z nim podzieliłam swoim kawałkiem mięsa, to on był na tyle bezczelny by ukraść mi także moją część - tłumaczyłam się, co chwila spoglądając na chłopca, który nie ruszył się ze swojego miejsca ani na milimetr.

- To nie powód, żeby bić bezbronne dzieci - podsumował, kucając obok malca. Chciałam coś dodać, wytłumaczyć się, że nie miałam zamiaru zrobić mu krzywdy, ale Jim jakby przestał mnie słuchać, więc ze skwaszoną miną, czekałam na rozwój dalszych wydarzeń. - Jak ci na imię? - zapytał na co prychnęłam.

- A-Alex - opowiedział.

- Więc, Alex... dlaczego ukradłeś jedzenie tej miłej pani? - spytał, pokazując na mnie palcem. Podniosłam jedną brew, patrząc z zaciekawieniem na tę dwójkę.

- Moja mama choruje. Mało co się rusza, raczej leży w łóżku. Nie dałaby rady sama na siebie zarobić, jestem jej jedynym synem, więc musi na mnie polegać... - skrzyżowałam ręce na klatce i zaczęłam głębiej wsłuchiwać się w jego historię - ... Dlatego kradnę jedzenie, żebym mogł coś dla nas ugotować, nie chce nawet myśleć co by było gdyby mnie nie miała - wyrzucił z siebie ze spuszczona głową.

- Takie historie są codziennością w dzisiejszym świecie. Jesteś taki młody, nie masz pojęcia o tym ile osób również potrzebuje pomocy. Każdy ma swoje problemy, mniej i bardziej ważne. Więc nie tylko ty to przechodzisz - oświadczyłam wyniośle, przez co na twarzy chłopca pojawiła się kolejna samotna łza, a zaraz po niej wodospad łez. Westchnęłam ciężko, starając się go uspokoić. Nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało, jednak w pewnym stopniu uświadomiłam go, że świat wcale nie jest taki kolorowy i raczej nikt nie przejmie się nim tylko dlatego, że jest dzieckiem. Każdy tu zna swoje prawa i raczej nikt nie będzie zwracał uwagi na wygłodniałego malca.

- Nie płacz - powiedział przyjaźnie Jim. - Weź jej kawałek i zanieś swojej mamie, a potem ugotuj dla niej coś pysznego - oznajmił wesoło, sięgając do worka, który trzymał obok siebie. Wyciągnął z niego kilka jarzyn i owoców, po czym podarował je malcowi. Choć nie mogłam patrzeć jak oddaje swoje ciężko zarobione jedzenie, to w środku czułam, że postępuje on właściwie. - Opiekuj się dobrze swoją mamą. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia - rzucił, głaskając go po głowie.

Chłopak wymamrotał pod nosem słabe dziękuję, uchylając głowę przez Jimem. Mi jednak posłał srogie spojrzenie, na co wywróciłam oczami. Lecz kiedy pokazał mi język, nie wytrzymał i podeszłam kilka kroków bliżej. Gdyby nie ręka przyjaciela, najchętniej powiesiłabym go za fraki na tym murze. Chłopczyk tylko się zaśmiał i uciekł w przeciwną stronę. Zwróciłam swój wzrok w stronę Jima. Jego spojrzenie było skierowane na mnie. Czułam jak przeszywa mnie na wylot.

- C-co? - wydukałam, okrywając ciało rękami. On tylko się zaśmiał, ukazując szereg białych zębów.

- Nic, po prostu nie wierzę, że mogłabyś uderzyć dziecko - zaczął się śmiać pod nosem z moje zachowania.

- Nie uderzyłabym - szybko zaprzeczyłam. To był niekontrolowany odruch, który mógł mieć bardzo złe konsekwencje, jednak bóg nade mną czuwa. Wiedział, że zaczynam nie panować nad sytuacją i daje się ponieść chwili. - Nie wiem co we mnie wystąpiło - podkreśliłam swoją wypowiedź, robiąc smutną minę.

- Jak na swój wiek wciąż jesteś taka głupiutka - odrzekł, kładąc mi rękę na głowie. Przejechał po niej parę razy, przez co z mojego starannie ułożonego kucyka zaczęły wylatywać pojedyńcze pasma włosów. - Idziemy? - zapytał, kiedy poprawiałam swoją fryzurę. Uśmiechnęłam się tylko na znak zgody.

- Jim?

- Hm? - zwrócił swój wzrok na mnie.

- Nie mam nic konkretnego do jedzenia, prócz paru marnych warzyw - wybełkotałam pod nosem, pokazując mu swoją dzisiejszą zdobycz, którą ukryłam w kieszeniach kurtki. Kolejny raz mogłam usłyszeć jego szczery śmiech.

- Nie martw się - powiedział wskazując na worek, zarzucony na swoich plecach. - Jedzenia nam nie brakuje.

- Podzielisz się ze mną? - zapytałam ledwo słyszalnym głosem, wręcz błagalnym. Mając nadzieję, że jednak dzisiaj coś zjem.

- Owszem, jeśli to ty ugotujesz mi dziś obiad - odpowiedział szybko na moje pytanie, przez co podskoczyłam z radości, prawie się przy tym wywracając.

- To znaczy, idziemy do mnie? - wystrzeliłam jak z procy, nie zważając na słowa, które mógłby być odebrane na kilka sposobów. Jedyna rzecz jaka chodziła mi teraz po głowie, to pyszny obiad. Jim położył mi dłoń na ramieniu i przyciągnął bliżej siebie sprawiając, że popatrzyłam na niego z widoczną ciekawością, a moje policzki się zaróżowiły.

- Mam nadzieje, że nie będę musiał dziś chodzić głodny - odparł po chwili ciszy z udawanym smutkiem.

- Nie kiedy ja gotuję - odparłam, posyłając mu kuksańca w brzuch. - A tak właściwie skąd wziąłeś tyle jedzenia? - spytałam, kierują wzrok w stronę ogromnego wora.

- Mam swoje sposoby - odpowiedział tajemniczo, patrząc przed siebie. - Zjadłbym coś - wybełkotał, szybko zmieniając temat. Jego brzuch od razu mu odpowiedział. Przez dźwięki wydobywające się z jego żołądka, zaczęłam przeraźliwie chichotać, a on razem ze mną.

Przez resztę drogi do domu wygłupialiśmy i śmialiśmy się. Nie obyło się bez wyzwisk, drwin i żartów. Byłam zbyt pochłonięta dowcipami Jima, przez co kompletnie zapomniałam o istnieniu tajemniczego wora.

***

Kiedy weszliśmy do domu, od razu udaliśmy się do salonu. Jim usiadł na starej kanapie, a ja rozpaliłam w komiku i zapaliłam kilka świeczek. W pomieszczaniu natychmiast zrobiło się cieplej. Chociaż nie mieliśmy prądu, bo na takie luksusy mogli sobie pozwolić tylko przedstawiciele wilczej rasy, to nie narzekałam. Światło i klimat, jakie dawały świeczki bardzo mi odpowiadał. Przejęłam siatkę z jedzeniem i ugotowałam dla nas sowity posiłek, jakiego nie jadłam już od dłuższego czasu. Usiadłam obok kolegi, nakierowując go wzrokiem na talerz z jedzeniem. Na twarzy chłopaka pojawił się mały uśmiech, po czym wziął się za pałaszowanie steka. Jim nie mógł oderwać się od talerza. Widzą jego apetyt zaczęłam się głośno śmiać.

- A ty nie jesz? - zapytał z pełną buzią.

Kiwnęłam mu głową i sama wzięłam się za swój posiłek. Muszę przyznać, że naprawdę mi wyszedł. Kiedy skończyliśmy wyniosłam talerze do kuchni, która była połączona z salonem. Nalałam wody do miski i wsadziłam do niej naczynia, z zamiarem późniejszego ich umycia. Wracając do głównego pokoju, zastałam Jima piszącego coś co kartce. Podeszłam bliżej nachylając się nad nim.

- Co to jest? - zapytałam zaciekawiona, opierając się o kant stołu.

- Plan ataku - rzucił szybko, nawet na mnie nie patrząc. Jego głos był bardzo szorstki, co mnie trochę zdziwiło.

- Ataku? - dopytywałam.

- Na Alfe - dodał stanowczo, kierując swój wzrok na mnie. Stałam jak w transie. Na jego twarzy rysowała się powaga i chęć walki. Od tej strony nigdy go nie znałam. Powiem szczerze, że zaczęłam się go trochę obawiać.

Mój wzrok krążył między nim, a kartką. Kiedy dotarły do mnie słowa, które powiedział, krzyknęłam przerażona.

- Czyś ty zwariował?!

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!