6. Pogaduszki, pogadanki

4.7K 475 151
                                                  

Hermiona tymczasem odłożyła swoje pióro, z zadowoleniem stwierdzając, że sterta wypracowań, która zalegała na jej biurku właśnie zniknęła. Wsunęła się bardziej w fotel, wzdychając przeciągle i przypomniała sobie o sprawozdaniu, które zadeklarowała oddać profesor McGonagall jeszcze przed końcem miesiąca. A ponieważ właśnie zagwarantowała sobie wolny wieczór równie dobrze mogła pójść do niej teraz. Zebrała potrzebne papiery i wsadziła je do teczki, wybierając się wolnym, spacerowym krokiem w stronę gabinetu dyrektorki.

Wspięła się po schodach, zastanawiając się przy okazji, jak długo Minerwa McGonagall musiała wiercić dziurę w brzuchu profesora Snape'a, że ten uciekł się do tak wyrachowanej wendetty. Jego propozycja nie chciała wyjść z jej głowy, wciąż kołatała się gdzieś z tyłu, mimo iż usilnie próbowała znaleźć sobie zajęcie, aby nie myśleć. Jednak kiedy przypominała sobie ich rozmowę to dochodziła do wniosku, że desperacja mężczyzny musiała sięgnąć zenitu, co było widać po jego zachowaniu. Choć usilnie próbował to ukryć. 

Usłyszała przytłumione głosy na końcu korytarza i zaczęła zastanawiać się, czy to nie przypadkiem jacyś wagarowicze. Z każdym krokiem głosy nasilały się, a kiedy była wystarczająco blisko, zdała sobie sprawę, że to nie uczniowie. Rozpoznała niski, szorstki głos profesor McGonagall, która wyraźnie przejęta tłumaczyła coś cichemu rozmówcy. Kiedy odezwał się przytłumionym głosem, poznała w nim profesora Slughorna. 

— Musimy być bardzo ostrożni, Minerwo — mówił przejęty. To spowodowało, że Hermiona zatrzymała się, walcząc w sobie z chęcią ujawnienia się. Zdała sobie sprawę, że właśnie podsłuchiwała rozmowę starszych nauczycieli i w żaden sposób nie chciała tego zatrzymać. Ciekawość była złą, ludzką cechą, ale mimo wszystko - ludzką. — Słyszałaś, co mówiła panna Blakers o swoich rodzicach.

— Nie zmienia to faktu, że będę musiała ich zawiadomić o sytuacji — odparła Minerwa słyszalnie ostrzejszym tonem, który świadczył o zdenerwowaniu. Lekkie wychylenie się za filar pozwoliło Hermionie dostrzec, że patrzyła przed siebie. Jak zawsze, kiedy okazywała swoją wyższość nad innymi.

— Mógłbym zatem chociaż prosić cię o wstrzymanie do czasu, aż Poppy nie potwierdzi podejrzeń?

Młodsza czarownica spojrzała na swojego podwładnego przez moment milcząc, ale skinęła głową i westchnęła. Hermiona zamierzała się odwrócić i nie podsłuchiwać dalej, czując, że jest to nie na miejscu. Była jednak zbyt zaintrygowana, co ciężko było jej to przed sobą przyznać. Lubiła po prostu wiedzieć więcej, niż inni.

— Jak mogłeś do tego w ogóle dopuścić, Horacy? — spytała spokojniej Minerwa, ale jej ton zdradzał zawód i rozczarowanie. — Jak mogłeś dopuścić, aby w twoim domu stało się coś takiego?

— A teraz to brzmisz jak Severus — mruknął Slughorn pochmurniejąc. Panna Granger wyczuła, że cokolwiek zrobił sprawiało, że bardzo się tego wstydził.

— Rozmawiałeś z nim? — odparła zaskoczona Minerwa, na co Horacy prychnął rozbawiony.

— O ile można to nazwać rozmową. Zbeształ mnie dokładnie tak jak ty wcześniej, z tym, że jego język nie był tak łagodny.

Dyrektorka zaśmiała się pod nosem, co zaskoczyło z kolei Hermionę. Jej złość wyparowała jak bańka mydlana w zderzeniu z palcem niecierpliwego dziecka. To zmusiło dziewczynę do przysunięcia się bliżej, mimo iż rozum podpowiadał pójście w drugą stronę.

— Cóż, Horacy, jeśli o mnie chodzi to ci się należało. Rozpuściłeś ślizgonów.

— Doprawdy Minerwo, nie jesteście przypadkiem spokrewnieni? — spytał Slughorn chichocząc pod nosem, a kobieta spojrzała na niego.

Sojusz, Granger?Where stories live. Discover now