Rozdział dziesiąty

1.7K 215 59

Poprzedni rozdział zakończył się (nudną jak flaki z olejem) rozmową Tessy i Hardina oraz dramatycznym trzaskaniem drzwiami dziewczyny.

Bohaterka schodzi po schodach, jojcząc, że nienawidzi college'u (chociaż nawet nie zaczęły się zajęcia).

Dlaczego nie mogłam dostać współlokatorki bardziej podobnej do mnie?

Bo to nie koncert życzeń? I nie ma się na to wpływu?

I tak właściwie – co to ma do rzeczy? Steph i tak przez większość czasu nie ma w pokoju (o czym już Tessa zdążyła napomknąć w którymś z poprzednich rozdziałów), a przede wszystkim – ta dziewczyna niczego złego nie zrobiła. Zaprosiła ją na imprezę, a że panienka musiała pokazać się przed jakimś bucem i wpieprzyła się do towarzystwa, pasując tam jak wół do karety, to nie jest powód (a przynajmniej nie jest on dobry), aby obarczać wszystkim Steph.

No, ale oczywiście święta jest mała dewotka, a szarlatanem dziewczyna, która po prostu chciała być miła dla nowej koleżanki.

Wyżej sra, niż dupę ma: 39

Mary Sue jak się patrzy: 14

Dzienna dawka głupoty: 59

Drama Queen: 24

Powinnam już spać, żeby odpocząć przed poniedziałkiem.

Ludzie są różni, fakt, i każdy ma inny system wartości, ale... mamy piątek. I mimo wszystko, ma jeszcze sporo czasu, żeby się wyspać. No i to są dopiero jej pierwsze zajęcia, nie zrobią na nich Bóg wie czego. A zajęcia zapoznawcze też nie są jakieś wyczerpujące, no ludzie.

Drama Queen: 25

Mistrz planowania: 8

Lubię Steph, ale nie mam siły na takie sceny i ludzi w typie Hardina.

Ale... na jakie sceny? Na to, że się porzygała i upiła na imprezie (gdzie to jest w sumie dozwolone)? Bo nie bardzo rozumiem, do czego pije bohaterka. I co w tym zestawieniu robi ta nieszczęsna dziewczyna, która po raz kolejny niczym nie zawiniła.

No i skoro ją lubi to dlaczego dwa zdania wcześniej stwierdziła, że chciałaby inną współlokatorkę?

Dzienna dawka głupoty: 60

Karuzela nastrojów: 16

Drama Queen: 26

Jest dla mnie zagadką [Hardin] – dlaczego zawsze musi być takim dupkiem? Nagle przypominam sobie te wszystkie książki... Po co mu one?

Żeby palić je na stosie w trakcie składania hołdu szatanowi, krzycząc „ave analfabetyzm!".

Dzienna dawka głupoty: 61

Niemożliwe, żeby nieuprzejmy, niemający do nikogo szacunku, wytatuowany palant taki jak Hardin mógł się rozkoszować tymi wspaniałymi dziełami.

A jednak!

Nie wiem, czy ktoś pamięta, bo to było dawno temu, ale Tessa stwierdziła, że Hardina nie potępia (no, tylko trochę) i że stać ją na uprzejmość, mimo dzielących ich różnic.

Zalatuje mocno dwulicowością, bo chociaż nie mówi mu tego w twarz (w 99% przypadków), to obsmarowuje go równo w myślach (ku mojemu niezadowoleniu).

Wyżej sra, niż dupę ma: 40

Dzienna dawka głupoty: 62

No i nadal nie wiem, co tatuaże mają do czytania książek. Ale tego się raczej w tej książce nie dowiem.

Analiza "After"Przeczytaj tę opowieść za DARMO!