WCBSHB

63 12 13

Wyrazów: 7 917

Wolnym krokiem przemierzałem lotnisko w Liverpoolu, które wydawało się być tego dnia opustoszałe. Nie wydało mi się to dziwne. Był pierwszy września, samo południe i większość osób albo była w szkołach, albo w pracach. A ja tak długo czekałem na ten dzień; tak bardzo tęskniłem za Liamem. Minąłem kilkoro ludzi, dostrzegając gdzieś w oddali lokatą czuprynę. Z szerokim uśmiechem podbiegłem do niego. Będąc blisko, puściłem rączkę walizki, oczami wyobraźni już widząc, jak trzymam go w ramionach i mocno tulę w swoje ciało.

- Liam! – zawołałem radośnie.

Wszystko działo się jak w spowolnieniu. Chłopak powoli odwrócił się w moim kierunku i… cały czar prysł. Dostrzegłem wysokiego chłopaka, budową ciała podobną do Liama, ale jego twarz była taka inna. Bardziej szczupła z uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Zielone oczy spoglądały na mnie z niezrozumieniem i niepewnością. Gwałtownie zatrzymałem się, uśmiechając przepraszająco.

- Wybacz, pomyliłem cię z kimś.

- Nie ma sprawy – odparł chłopak niskim, głębokim głosem, który niemal doprowadził mnie do łez.

Szybko odwróciłem się tyłem do nieznajomego, aby nie mógł dostrzec, jak bardzo jestem załamany. Tyle dni czekałem, aby w końcu zobaczyć Liama. Kilkadziesiąt długich dni, w przeciągu których nie dawał znaku życia, były dla mnie katorgą. Martwiłem się o niego i to bardzo. W mojej głowie kotłowało się setki pytań. Czy dobrze się ma? Czy nic mu nie jest? Czy tata nie zrobił mu krzywdy po tym, jak go rozdzielił ze mną? Czy go pobił? Jeśli tak, to czy miał jakieś rany, siniaki, obrażenia? Nie chciałbym, aby jego twarz wyglądała tak strasznie jak moja tamtego dnia. Nie zniósłbym, gdyby coś mu się stało.

- Niall? – Nieśmiały głos, który przyprawiał mnie o dreszcze, nagle rozbrzmiał za moimi plecami.

Moje serce zaczęło szybciej bić. Nie wiem czy spowodowane to było obawą, że mam jakieś urojenia, czy tym, że to naprawdę może być osoba, za którą tęskniłem. Odwróciłem się niepewnie. Zobaczyłem go. Zobaczyłem! Stał może dwadzieścia metrów ode mnie, luźno trzymając się za dłonie. Uśmiechał się do mnie z utęsknieniem. Bez wahania zacząłem biec w jego kierunku, rozbawiając go tym. Objąłem go mocno, unosząc trochę nad ziemię i zakręcając wokół własnej osi. Czułem jego silne ramiona, oplatające mój kark i cichy, szczęśliwy śmiech.

- Tak bardzo tęskniłem – wyszeptał, kiedy postawiłem go na nogach. Cmoknął mnie w usta i cofnął o krok, by chwycić do rąk walizkę.

- Ja jeszcze bar… - urwałem, czując dłoń na moim ramieniu.

Wciąż z szerokim uśmiechem, który gościł na mojej twarzy tylko i wyłącznie dzięki Liamowi, odwróciłem się za siebie, chcąc sprawdzić, kim była osoba, zaczepiająca mnie. Szybko tego pożałowałem. Ni stąd ni zowąd, ojciec dziewiętnastolatka stał za moimi plecami z rozwścieczoną miną.

- Naprawdę jesteś aż takim idiotą?! – Jego groźny krzyk rozległ się, przyprawiając mnie o dreszcze.

Miałem wrażenie, że mam deja vu. Zupełnie jakby sytuacja z końca lipca na nowo powtarzała się. Obejrzałem się, chcąc w jakiś sposób dać Liamowi do zrozumienia, że wszystko będzie dobrze, że się ułoży i że go ochronię, ale on… rozpłynął się w powietrzu. Zniknął. Albo odszedł? Nie czułem przestraszenia ostatnim razem. Chociaż nieźle oberwałem, broniłem Liama. I czułem, że jest ze mną. Teraz to się zmieniło.

Spojrzałem z przerażeniem na twarz taty chłopaka, który zamachnął dłonią, wymierzając cios w moim kierunku. Ostatnim, co zapamiętałem, to były nic nie znaczące krzyki osób, przebywających na lotnisku.

We could be starving, homeless, broke ~ NiamPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!