M O D L I T W A 1

2K 195 144

  Śpiew ptaków wywoływał w jego sercu szczęście. Doceniał każdy powiew wiatru i promień słońca. Deszcz, burzę. Śnieg, czy grad. Był wdzięczny za życie. Codziennie dziękował mamie, że go urodziła. Z przyjemnością robił jej herbatę. Zawsze był kluczem do rozwiązywania kłótni. Masowo czynił dobro, zaczynając od pomocy słabszym kolegą w szkole, aż po pomaganie w domu opieki. Był bezinteresowny. Dążył do upiększenia świata. Upiększenie siebie i ludzi go otaczających. Dawał początek...Uśmiechnięty zamknął dom. Wziął głęboki wdech zaciągając się wiosennym powietrzem. Uśmiechnął się. Jego szmaragdowe oczy zmierzyły okolice. W jego miasteczku nie było wielu ludzi o tak porannej godzinie. Zbiegł krótkimi schodkami, kierując się sprężyście do furtki. Przekraczając teren swojego podwórka, przeżegnał się. Wiedział, że to zapewni mu bezpieczeństwo. Dbał o swoje zdrowie i wiedział, że nic złego nie może mu się przytrafić. Był potrzebny bliskim. Musiał o nich dbać. Kochać. Miłość była jego priorytetem.Z delikatnym uśmiechem zaczął kierować się w stronę klasztoru. Często spotykał się z nim. Swoim autorytetem. Był skromny. Cichy, ale dobry. Wiele osób twierdziło, że jest jednym z najgorszych księży, jednak Eren był innego zdania. W konfesjonale dawał mu dobre porady. Był miły, ale pokuty zadawał bardzo długie. Chłopakowi to nie przeszkadzało. Nie wstydził się spowiadać Ackermanowi. Nigdy nie krzyczał. Mówił kojąco, spokojnie. Pouczał, a jego nauki z chęcią przyjmował. Był oddany temu, co robił. Chciał go naśladować.  Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze masę czasu do porannej mszy. Do jego nozdrzy dotarł wspaniały zapach świeżysz croissatnów. Włożył dłonie do kieszeni kurtki w poszukiwaniu drobnych. Wiedział, że ksiądz Levi uwielbiał słodkości, szczególnie do porannej kawy. Chłopak wszedł do małej piekarni, mówiąc krótkie ''Dzień dobry''. Sprzedawczynie znała go bardzo dobrze. W końcu chłopak przychodził tu co niedzielę. Jego radość ducha była wręcz zaraźliwa. Nawet najgorszy dzień, mógł stać się tym najlepszym. Wystarczył jego piękny uśmiech albo miłe słowo. 

- To co zawsze? - zapytała z uśmiechem i wyciągnęła z pod lady małą, papierową torebeczkę. 

- Nie - pokiwał przecząco głową. - Dziś poproszę rogaliki - w jego oczach tańczyły małe iskierki. Blondynka zaśmiała się cicho i zapakowała słodkość do torebki. 

Eren zapłacił grzecznie, nawet nie prosząc o resztę. Pieniądze nie miały dla niego większego znaczenia. Skierował się w stronę kościoła. Uwielbiał przyglądać się świątyni. Była majestatyczna, jego zdaniem najpiękniejsza w całym mieście. Wszedł na teren parafii, witając się z dwoma, sporych rozmiarów, owczarkami niemieckimi. Pogłaskał je po uroczych pyszczkach i wyciągnął z małej kieszonki kluczyk. Podszedł do dębowych drzwi. Przekręcił zamek i wszedł do środka. Dokładnie wytarł buty o wycieraczkę i odwiesił kurtkę na metalowy wieszaczek. Szatyn zaciągnął się zapachem świeżo nakładanej farby. Tydzień temu sam pomagał nakładać biel na ściany. Pokierował się do schodów. Wszedł po nich zadowolony. Na piętrze zapukał do jednych z ciemno-brązowych drzwi. Od gabinetu księdza Levia.  Czarnowłosy siedział przy biurku, wraz z kubkiem gorącej kawy. Jej zapach rozchodził po całych pomieszczeniu. Jego bladą cerę oświetla jasne promienie słońca. Aż dziwne było, że tak przystojny mężczyzna wolał służyć Bogu, niż założyć rodzinę. Mieć gromadkę dzieci i śliczną żonę. Właściwie sam czasem się nad tym zastanawiał. Nigdy nie zwątpił w soje powołanie, ani w Chrystusa... Powątpiewał raczej nad swoim człowieczństwem. Co raz częściej nawiedzały go nieczyste myśli, które starał się wypierać. Nigdy nie interesował się żadną z płci. Nie miał pewności... Może to też przyczyniło się do jego wyboru i do tego, że trafił tu gdzie trafił. Do jego uszu dotarło nieśmiałe pukanie. Słysząc je, rozpogodził się. Wiedział kto znajduje się po drugiej stronie. Podszedł do drzwi i nacisnął klamkę, otwierając je tym samym. 

Eren pięknie się uśmiechnął - Szczęść Boże! - przywitał się, widząc swojego ulubionego księdza.Levi jedynie kiwnął głową. Tego dnia czuł się wyjątkowo słabo. Wpuścił nastolatka do środka i usiadł na prostej, skórzanej kanapie.

Pray for Love |ErenxLevi|Przeczytaj tę opowieść za DARMO!