Podróże w czasie część 11

2.1K 113 12
                                          

Draco zachwiał się mocno na nogach, gdy wylądował twardo na śniegu. Rozejrzał się lekko nieprzytomnie po okolicy i ze zdumieniem odkrył, że znajduje się na hogwarckich błoniach! Przełknął ślinę, prosząc Merlina, by okazało się, że powrócili do właściwego dla nich czasu. Dostrzegł szalejących uczniów, więc szybko domyślił się, że jest weekend.
Z wciąż nieprzytomną Hermioną w ramionach ruszył ostrożnie w stronę zamku. Uczniowie, gdy tylko dostrzegli, kto zmierza w ich stronę, zamarli zaskoczeni niecodziennym widokiem, a następnie otoczyli zmęczonych kolegów. Draco ani myślał się jednak z nimi witać, bo oto na schodach prowadzących do Sali Wejściowej stanęła McGonagall. Przełknął nerwowo ślinę i ruszył w jej kierunku. Nie spodziewał się jednak jej reakcji. Kobieta bowiem niemal sfrunęła ze schodów i podbiegła do nich.
- Na brodę Merlina! - wykrzyknęła. Spojrzała na zemdloną dziewczynę i zakomenderowała. - Do środka i natychmiast do Skrzydła Szpitalnego! Najkrótszą drogą! Niech nikt was nie widzi!
Następnie, gdy Draco z Hermioną zniknęli za ogromnymi drzwiami, zwróciła się do reszty zdumionych uczniów i zanim ci zdołali wykonać jakikolwiek ruch, rzuciła zaklęcie:
- Obliviate!
Draco tymczasem korzystając z masy tajnych przejąć, zdążał ku Skrzydłu Szpitalnemu, gdzie miał nadzieję znaleźć pomoc dla dziewczyny. Z impetem wpadł do sali i krzyknął donośnie:
- Pani Pomfrey!
Nie czekając na odzew, ruszył z dziewczyną w objęciach ku najbardziej odległemu od wejścia łóżku. Tymczasem Poppy zaintrygowana krzykiem wyjrzała ze swego gabinetu i oniemiała, widząc, kto ją odwiedził.
- Na brodę Merlina! - wykrzyknęła, zasłaniając usta dłonią. - Toż to prawdziwy cud!
Drzwi do sali ponownie się otwarły i wbiegła przez nie przejęta nauczycielka transmutacji.
- Co jej jest? - zapytała niespokojnie, patrząc na koleżankę.
- Jeszcze nie...
- Jest w ciąży! - przerwał jej Draco i opadł wreszcie na krzesło przy wezgłowiu łóżka Hermiony. Kobiety popatrzyły na siebie wielce zdziwione, aby następnie przenieść spojrzenie na młodzieńca. Ten widząc nieme pytanie w ich oczach, westchnął ciężko i odparł lekko wyzywająco. - To moje dziecko!
- Panie Malfoy, czy?... - zaniepokoiła się dyrektorka.
- Nie, nie wziąłem jej gwałtem, pani profesor! - zdenerwował się. - Kocham ją!
- W takim razie obawiam się, że pan Weasley nie wygra tego pojedynku, prawda?
- Zgadza się. Nie wygra!
- Tak podejrzewałam... No cóż, Poppy, obudzisz pannę Granger?
- Oczywiście! - powiedziała pani Pomfrey i zaczęła wykonywać nad dziewczyną serię skomplikowanych ruchów różdżką, a McGonagall tymczasem zamknęła na klucz drzwi do sali, od strony korytarza wyczarowując kartkę o kwarantannie. Tak na wszelki wypadek.
- Faktycznie. Panna Granger jest w ciąży. Wszystko w porządku - powiedziała pielęgniarka po chwili i ocuciła Hermionę. Ta zamrugała kilkakrotnie, początkowo nie bardzo wiedząc, gdzie się znajduje, lecz widząc rozradowane twarze dyrektorki i pielęgniarki oraz siedzącego obok niej Malfoy'a, również uśmiechnęła się niepewnie.
- Jak się pani czuje, panno Granger? - zapytała Poppy, przyglądając się jej uważnie.
- Dobrze - odparła Gryfonka i zerknęła na ukochanego. - Co się stało?
- Zemdlałaś zaraz po tym, jak poinformowałaś mnie, że spodziewasz się naszego dziecka. A zaklęcie wreszcie przeniosło nas tutaj - wyjaśnił, z czułością się jej przyglądając.
- Faktycznie jestem w ciąży?!
- A co, masz wątpliwości? - zdziwił się. - Poza tym pani Pomfrey to potwierdziła!
- Ale, Draco! Co teraz z nami będzie? - zapytała, zupełnie ignorując obecność starszych kobiet.
- Wszystko! - odparł nad wyraz radośnie. - Weźmiemy ślub i przysięgam ci, że bynajmniej na jednym dziecku się nie skończy!
Hermiona uśmiechnęła się do niego szeroko.
- No, to skoro ta sprawa została przez was w jakimś tam stopniu już wyjaśniona, bynajmniej nie umniejszając uczuciu, które niespodziewanie was połączyło, chciałabym się teraz dowiedzieć, co wydarzyło się od czasu, gdy zaklęcie przeniosło was kilka wieków wstecz. Bo to, gdzie się znajdowaliście, wiemy, ale nie mamy bladego pojęcia, jak to wyglądało wszystko z waszej perspektywy - odezwała się Minerwa nad wyraz łagodnie.
Młodzi spojrzeli na nią jakby z lekkim przestrachem.
- Weasley przeniósł nas do dziewiątego wieku, gdzie nie było jeszcze Hogwartu - rozpoczął opowieść Ślizgon, ruchem ręki prosząc, by kobiety usiadły, co też niezwłocznie uczyniły. - Pokłóciliśmy się już niemal na samym początku, ale koniec końców udało nam się dojść do konsensusu...

Dramione Miniaturki [Zakończone/Poprawione] Where stories live. Discover now