#23

47 4 0

  Mistrz Fu


- Myślisz, że to jest dobry pomysł?

- Myślę, że tak - powiedziałem i jeszcze raz spojrzałem się na dziewczynę. Jest idealna, pytanie tylko, czy podoła. Miejmy nadzieję, że tak.

Uśmiechnąłem się i specjalni upuściłem zakupy, po czym próbowałem je nieudolnie pozbierać. Dziewczyna, widząc do podeszła do mnie i powiedziała.

- Pomogę panu - po czym zaczęła zbierać. Kiedy już skończyła, podała mi je.

- Dziękuję.

- Nie ma za co. Do widzenia - odparła i poszła w kierunku szkoły.

No to już jedną osobę mam załatwioną. Skierowałem się w stronę swojego domu, kiedy nagle jakiś biznesmen zaczął się przepychać, przez co potknąłem się o swoją laskę i prawie bym upadł, gdyby koś mnie nie złapał.

- Nic panu nie jest? - zapytał mnie młody wysoki brunet.

- Nie, dziękuje młodzieńcze.

- Nie ma za co, wybaczy pan, ale muszę już iść rodzice na mnie czekają.

- Oczywiście idź.

- Do widzenia.

- Do zobaczenia - odparłem i się uśmiechnąłem, po czym skierowałem się w stronę domu.

- Co o nim sądzisz? - zapytałem Wayzz, kiedy wszedłem do domu.

- To jemu pisane jest Miraculum Otocjona - odpowiedział mój mały przyjaciel.

- Też to poczułem. Mam nadzieję, że da sobie radę.

- Da sobie radę. Kiedy nadejdzie ten dzień?

- Już niedługo, najpierw musi do mnie dotrzeć Miraculum Białego Wilka.

- Szkoda, że Amai już odeszła.

- Tak, szkoda - mruknąłem.


Louis


- Gdzie byłeś?

- W mieście, a coś się stało?

- Louis, wiesz dobrze, że tutaj dzieją się dziwne rzeczy nie chcę, żebyś wychodził z domu - powiedziała zmartwionym głosem mama.

- Mamo, przecież Biedronka, Czarny Kot, Bee, Volpina, Chaos i Harmonia pilnują bezpieczeństwa ludzi. Nie masz się o co martwić.

- I tak wolę, żebyś został w domu. Nie ufam tym superbohaterom.

Zdenerwowany nic już nie powiedziałem tylko udałem się do swojego pokoju. Jak ona może im nie ufać? Przecież to właśnie oni mnie uratowali?

Westchnąłem ciężko i włączyłem telewizor, od razu pojawiła się Pani Szamak i program Newsowy.

- Właśnie w tej chwili w centrum Paryża garuje kolejny złoczyńca, który chce na zepsuć dzień. Miejmy nadzieję, że Biedronka i Czarny Kot oraz ich pomocnicy uratują po raz kolejny Paryż.

Westchnąłem ciężko i zgasiłem telewizor. Oni ratują świat, a ja muszę siedzieć w domu. Dlaczego nie mogę być taki jak oni?

Niechętnie usiadłem na łóżku, po czym szybko odskoczyłem. Kurcze co jest? Wstałem i podniosłem kołdrę i zobaczyłem pudełko, bardzo stare i ładne. Ostrożnie otworzyłem go, a ze środka wydobyło się fioletowe światło, po chwili wydobył się z niego mały dziwny stworek przypominający trochę lisa a trochę psa.

- Kim ty jesteś?

- Jestem Quǎn i będę twoim przyjacielem jeśli chcesz?

- Super brakuje mi jeszcze zwierzaka w domu.

- Ej, młody nie jestem zwierzakiem, tylko Otocjon i walczę u boku Biedronki.

- Czekaj ty jesteś super bohaterem?

- Ja nie ale ty tak. Jeśli chcesz tego?

- Chcę.

- Wystarczy powiedzieć: Pokaż Ogon.

- Pokaż Ogon.

Po chwili stałem już w stroju przypominającym lisa i psa.

- Czas pomóc Biedronce - powiedziałem, otwarłem okno i pobiegłem w stronę centrum Paryża.  


Witajcie skarby :)

Przepraszam za tak długą nieobecność. Nie będę pisać, że postaram się żeby rozdziały były częściej bo nie wiem czy mi się uda. Nic wam nie obiecuję, ale jak tylko dam radę to dodam rozdział.

A tak z innej beczki jeszcze tylko kilka rozdziałów i koniec tej historii dlatego mam do was pytanie jak chcecie ją zakończyć? Szczęśliwie, czy nie szczęśliwie? Jest tutaj ktoś kto potrafi rysować?

Lecę pa ;) 




The GuardsRead this story for FREE!