12. Niebo jest twoim miejscem

1.2K 138 154

Aurora

Siedzę w osłupieniu, kiedy pierwsze łzy wypływają z moich oczu. Nadal nie dociera do mnie, co się właśnie stało i co usłyszałam kilka chwil temu. Zachowałam się jak skończona idiotka, chociaż w rzeczywistości nie panowałam nad tym. Wiem, że to nie byłam ja, ale naprawdę nie mogłam zapanować nad swoimi słowami i czynami. Czułam się, jakby ktoś przejął nade mną kontrolę. Jakiś wewnętrzny demon, a nie anioł. Miałam sprawność nad swoimi myślami, ale nie nad ciałem i nad tym, co mówię. To były ciężkie minuty, które dla mnie trwały wieczność. Dopiero teraz siedzę, zdając sobie z tego sprawę, jednak za późno jest na jakiekolwiek wytłumaczenia, kiedy pewne słowa zostały już wypowiedziane.

Ochrzaniłam Lucyfera za coś, za co powinnam mu dziękować. Uratował tego faceta, gdyż mogłam mu zrobić krzywdę, wymazał ludziom pamięć, choć gdyby tego nie zrobił, świat zacząłby snuć na mój temat teorie i mogłoby być dość kłopotliwie. Gdyby nie on – byłoby po prostu źle, jednakże nawet tutaj, w hotelu, gdzie jestem z dala od tych ludzi, od ich myśli, czułam się potwornie. Właśnie przez co powiedziałam nieprzyjemności skierowane do tego, którego przecież kocham.

Teraz mogę sobie siedzieć i płakać nad rozlanym mlekiem, czekając aż Lucyfer wróci. Wcale nie chcę się teleportować, by go szukać, ani nawet wnikać do jego myśli. Nie chcę w ogóle używać tego daru, który jakimś cudem wypłynął na powierzchnię, aby móc mną rządzić. To bardzo zły dar i nie potrafię go używać. Wtedy raczej on przejmuje nade mną władzę, zamieniając mnie w niewolnika własnych myśli.

Nawet nie wiem, kiedy zapada zmrok, a ja nadal tkwię w pozycji, w jakiej siedziałam, nim Lucyfer wyszedł z pokoju i do teraz nie wrócił. Niepokoi mnie to, lecz staram się zachować zimną krew. Oczywiście przez te godziny przemyślałam sobie wszystko. Najpierw przeproszę kogoś, kto na te przeprosiny zasługuje. Niepotrzebnie, ale też nieumyślnie wybuchnęłam, robiąc głupią aferę o nic. Muszę również wytłumaczyć Lucyferowi, że nie miałam władzy nad tym, co robiłam w tamtym klubie. To naprawdę nieznane mi uczucie, dlatego nie poradzę sobie sama z tym wszystkim. Potrzebuję go. Potrzebuję kogoś, kto okiełzna razem ze mną te moce, czy też dary. Jestem zagubiona, podczas gdy mój najlepszy nauczyciel postanowił zrobić sobie urlop od życia między ludźmi. Może to nawet ja doprowadziłam do tego, że wrócił do Nieba?

Przerywam moje rozmyślania wtedy, kiedy do pokoju wchodzi Lucyfer. Zerka na mnie przelotnie, odkładając telefon i siatkę z zakupami. Wygląda na bardziej ożywionego i mniej zdenerwowanego. W powietrzu unosi się aromat wanilii oraz cynamonu, przez co robi się bardziej niezręcznie i dziwnie, niż było zanim stąd wyszedł. Posyłam mu pytające spojrzenie, chociaż powinnam zacząć przepraszać, błagając o wybaczenie za wszystko, co powiedziałam i zrobiłam.

– Musiałem wytrzeźwieć – oznajmia, tłumacząc tym samym, dlaczego wyszedł, jednak zaczyna mnie to zastanawiać. To on w ogóle był wcześniej pijany? Nie przypominam sobie, żeby w tym klubie wypił coś więcej niż jeden drink. A może to przez mój wybuch nie pamiętam momentu, kiedy Lucyfer sięgnął po coś mocniejszego? – Normalnie, na trzeźwo bym ci tego nie powiedział – dodaje, siadając obok mnie po turecku.

Otwieram szerzej oczy, kiedy wreszcie dociera do mnie to, co mówi. A mówi przecież o tym, co powiedział, nim opuścił pokój. Ale... w sumie co powiedział? Nic nie pamiętam, a przynajmniej nic, co mogłoby być ważne i znaczące. Mimo wszystko postanawiam brnąć w tym, udając, że wiem, o czym powiedział.

– Skąd to w ogóle pamiętasz, skoro byłeś pijany? – dopytuję, a on posyła mi złośliwy uśmieszek. To go bawi?

– Nie powiedziałem, że byłem pijany. Lekko wspomogłem się mocniejszym drinkiem, może kilkoma, ale nie nawaliłem się jak menel. Zażyłem wspomagacz w trudnych chwilach.

Maska AniołaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!