11. Papka miłości w toku...

1.4K 128 93

Lucyfer

Życie z Aurorą potrafi być naprawdę ciężkie. Tym bardziej, kiedy tak bardzo przywiązała się do Candidy i martwi się o każdą pierdołę, którą nastolatka jej powie. To oczywiste, że takie młode osoby mają tysiące, niepotrzebnych i głupich problemów, a taka kochana, troskliwa Aurora od razu leci na jej zawołanie. Próbuję przemówić tej kobiecie, że powinna trochę przystopować, ale znowuż jej nie podoba się mój stosunek do Candidy.

Uważa, że zaniedbuję córkę, nie przykładając większej uwagi do tego, co się u niej dzieje. Owszem, martwię się o Can, ale jej zachowanie jest w pełni wytłumaczalne. Musi przywyknąć do nowego życia i tyle. Mnie też byłoby ciężko, gdybym nagle miał zostać zwykłym człowiekiem. Żadnych mocy, żadnych sztuczek, żadnego siania postrachu wśród innych, żadnej porządnej rozrywki. Czułbym się pusty od środka, dlatego potrafię zrozumieć wszelkie myśli mojej córki, jednak nie może tak przesadzać. Aurora oddała za nią życie. Nie buty, nie żadne ubrania. Oddała życie i dziewczyna powinna choć z przymusu żyć tym życiem, zamiast dobijać moją kobietę, która potem obwinia się o całe zło. Jeszcze dołożyła nam tę
swoją powrotną ucieczkę do Paryża, czym zmartwiła nas oboje. Przez chwilę nawet myślałem, że to może moja wina, ale wtedy Aurora zaczęła mnie pocieszać, dlatego teraz spokojniejszy wychodzę z pokoju, zająć się łażeniem po pieprzonych targach wraz z panną Vino.

Kobieta stoi uśmiechnięta, oglądając z zaciekawieniem obrazy powieszone na ścianach. Są to głównie malunki tutejszych krajobrazów, jednak widać, że Aurora jest nimi zachwycona. Już wcześniej zauważyłem, że lubi sztukę, choć sama kiepsko malowała. Zresztą... ta kobieta mało co robiła perfekcyjnie i idealnie. Często bałaganiła, nie potrafiła skupić się na jednej rzeczy i od razu przechodziła do kolejnej; potrafiła ostatnimi czasy nawet zepsuć nam w domu czajnik, gdyż nie nalała do niego wody, a postanowiła zagotować sobie ją na herbatkę. Dodatkowo potrafiła obrazić się o byle błahostkę i uciec z płaczem na ławkę, żeby poużalać się nad sobą. Jednak pod tymi wszystkimi wadami... kryje się naprawdę wspaniała osoba, która stara się jak może, aby wszystkim dogodzić. Jest niesamowicie przyjacielska, pomocna i gdyby mogła, myślę, że ponownie oddałaby za kogoś życie. Dość szybko się zżywa z różnymi osobami, ale też jest bardzo dobra. Właśnie za to wszystko tak ją uwielbiam. I choć nie jest najpiękniejszą miss świata, bo przecież ma również wady związane z wyglądem... nadal ją wielbię. Nawet te delikatne piegi na nosie, naelektryzowane wiecznie włosy czy niezbyt wielkie usta sprawiają, że Aurora jest piękna. Ma to piękno w sobie, bo przecież na zewnątrz zawsze można ją odpicować niczym mój nowy wóz.

– Co się tak gapisz? – pyta, wyrywając mnie z zamysłu, przez co podnoszę na nią wzrok. Nadal jest tak samo uśmiechnięta jak wcześniej, choć mam wrażenie, że dla mnie uśmiecha się jeszcze szerzej.

– Ładna jesteś – stwierdzam, puszczając jej oczko. Obejmuję ją i razem zjeżdżamy windą na parter.

Pogoda jest po prostu idealna na nasze zwiedzanie i wszelkie schadzki po różnych miejscach, które Aurora wybrała zawczasu. Na naszej liście znajduje się oczywiście ten przeklęty Targ de l'Olivar, port Palma de Mallorca, a także zamek Bellver. Nie mówiłem tego dziewczynie, ale ja też mam plany na kolejne dni. Zawsze staram się sprawić jej jakąś niespodziankę na tych naszych wyjazdach. Ostatnio w Nicei był to zachód słońca, który tak bardzo się jej spodobał. Aurorze naprawdę mało trzeba do szczęścia. Nie muszę wcale kupować jej drogich prezentów, zabierać własnymi jachtami po Oceanach, czy przepuszczać majątek na wille na Karaibach. Wystarczy jej głupi targ, gdzie może kupić sobie świeże owoce, czy chociażby ten zachód słońca na plaży. Choć sama wspomina, że nie jest za romantyzmem – wiem, że za nim jest. Uwielbia takie drobne gesty, a ja, żeby ją zadowolić, staram się jak mogę, i znoszę te męki pańskie, kiedy po raz kolejny robię coś romantycznego.

Maska AniołaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!