LXI

2.4K 492 103

- Najpierw był wynalazcą. A potem wynalazł nowy rodzaj klatek; lwy miały w nich taki upał, jak na pustyni, a białe niedźwiedzie, tuż obok nich - takie zimno, jak na biegunie północny,. I wszyscy byli mojemu ojcu tak wdzięczni za ten wynalazek - i zwierzęta i ci ludzie z cyrku - że już z nimi został i zrobiono go dyrektorem.
- Aha - powiedział Andi. Nic z resztą nie miał przeciwko temu, że jego pradziadek był dyrektorem cyrku. Prowadząc swego konia tuż obok konia babci zapytał jeszcze: - A tygrysy też poskramiałaś?
- Oczywiście.
- To moglibyśmy razem zapolować na tygrysy.
- Możemy. Ale jutro. Bo dziś jest już późno.
Musieli już pomyśleć o tym, że pora wracać do domu. Do samochodu zostały przywiązane liny i oba konie ciągnęły go przez całą drogę, poprzez góry, pola, łąki i wsie - z powrotem do miasta. Niebo było szare, słońce skryło się za ścianą chmur.
- Jak parno! - powiedziała babcia. - Dobra zaprawa przed podróżą do Indii i polowaniem na tygrysy.
A z resztą zaraz spadnie deszcz.
- A do Indii daleko? - spytał Andi.
- Dosyć daleko. Ten kraj leży za morzem. Ale na szczęście ojciec mój był kapitanem i pozostawił mi żaglowiec.
Angi szeroko otworzył oczy - nic jednaj nie powiedział. Przyjął po prostu do wiadomości, że ma pradziadka, który prócz tego że był wynalazcą i dyrektorem cyrku, był także kapitanem. Wszechstronny człowiek...*

- Dalej mu czytasz? - głos Namjoona wybił go z rytmu, przez co zgubił tekst. Westchnął cicho, po czym zamknął książkę.

- A wyglądam jakbym miał do roboty coś lepszego? - zapytał, po czym ziewnął szeroko. Co prawda dzisiaj dzisiaj znowu przysnął na pół godziny, co łącznie z jego wczorajszą godzinną drzemką dawało razem półtorgej godziny snu, jednak czym jest półtorej godziny przy prawie dziewięciu dniach braku snu?

- Jedziesz dzisiaj z Jinem do domu. Położysz się normalnie w łóżku, wyśpisz się i wrócisz jutro. - Blondyn powiedział to takim tonem, który odgórnie informował, że nawet nie ma co się mu sprzeciwiać. Hoseok westchnął cicho. Nie chciał wracać. Chciał pilnować Yoongiego, żeby nic więcej mu się nie stało, nawet jeśli było to głupie, bo w szpitalu będzie bezpieczny. Ma opiekę, której potrzebuje, i zawsze ktoś przy nim jest - jak nie on, to Taehyung czy Namjoon, ewentualnie Jin, który starał się przyjeżdżać po pracy chociaż na chwilę, zwykle po to, by zawieźć chłopaków do domu, ewentualnie przywieźć im coś do jedzenie lub ubrania. Hoseok podświadomie marzył o tym, żeby pojechać do domu, wziąć ciepły prysznic i uwalić się na łóżku. Jego rodzice, którzy wrócili z podróży słóżbowej w dniu, w którym Min trafił do szpitala, przez pierwsze cztery dni wydzwaniali do niego codziennie, każąc mu natychmiast wracać, teraz jednak się poddali, ale Jung czuł, że im również należą się wyjaśnienia.

- Jeśli coś się zmieni, będziesz dzwonił, prawda? - zapytał, odkładając książkę na szafkę przy łóżku. Blondyn skinął na to głową, po czym usiadł na parapecie pod oknem, i zaczął uważnie przyglądać się pozostałej dwójce w sali - Yoongiemu, któremu kolory w końcu wróciły na twarz, okrytemu niemal po same uszy kołdrą i puchatym kocem, z podłączoną kroplówką i maszyną monitorującą jego pracę serca, oraz Hoseokowi, blademu, z cieniem młodzieńczego zarostu na twarzy, z tłustymi, roztrzepanymi włosami, który wyglądał jakby zaraz sam miał paść.

- Będę. - potwierdził Namjoon. Szatyn podniósł się i zaczął zbierać swoje rzeczy. Odłączył ładowarkę z kontaktu, wyciągnął z szafki swoje dokumenty a także bluzę. - Jak się obudzi, zamierzasz mu powiedzieć, prawda?

- Nie wiem. Zobaczę. - odpowiedział. W tym momencie drzwi sali otworzyły się, i wszedł do niej Jin. W ręku trzymał termos, który niemal od razu podał Hoseokowi.

- Masz, wypij. Kto dzisiaj wraca do domu?

- Hoseok. - Jin spojrzał na niego lekko zaskoczony, jednak po chwili uśmiechnął się.

vanilla chocolate | yoonseok | chatWhere stories live. Discover now