Rozdział 1

2.8K 255 14

Alex

Weszłam do mieszkania i zatrzasnęłam za sobą drzwi, zrzuciłam buty i kurtkę. Buty mojego brata stały obok wieszaka, więc mogłam się spodziewać, że niedługo wyjdzie ze swojej nory i przyjdzie sprawdzić czy przyniosłam ze sobą jakieś zakupy, czy zostanie mu zamówić pizzę. Wiedziałam, że zbliżały się jego urodziny, więc chciałam zaoszczędzić nieco pieniędzy, by kupić mu jakiś super prezent, szczególnie, że ostatnio się nam nie przelewało. Z pieniędzy, które zarabialiśmy, starczało tylko na rachunki i jedzenie, wszystkie przyjemności musieliśmy odkładać na dalszy plan. Jednak ostatnio zdrowie Bena szwankowało i musieliśmy wyciągąć z naszych wypłat ile się dało, by mógł zrobić wszystkie najpotrzebniejsze badania. Cały czas twierdził, że odda, że nie chce być moim dłużnikiem, że niedługo staniemy na nogi i nie będziemy musieli martwić się o każdy grosz, ale ja wiedziałam swoje.

Praca kelnerki nie była szczytem moich marzeń. Zawsze byłam bardziej ambitna i mierzyłam wysoko, jednak śmierć rodziców sprawiła, że musiałam zapomnieć na chwilę o swoim marzeniach i zająć się młodszym bratem. Czasy nie należały do łatwych, o dobrze płatną pracę było ciężko, a co dopiero komuś kto nie miał skończonych studiów. Chwytałam się wszystkiego co mogło przynieść jakiś grosz, byle tylko zapewnić nam dach nad głową i jakieś posiłki. Jednak jak to się w życiu gównianie układa, raz było gorzej, raz lepiej. Jeden problem gonił drugi, a rozwiązania przychodziły z taką trudnością. Czasem miałam ochotę usiąść, zostawić to wszystko za sobą i o nic się nie martwić, mieć to wszystko gdzieś. Stać się beztroska, jak większość moich znajomych. Oni bawili się na imprezach i zaliczali kolejne związki. a ja chodziłam po wywiadówkach brata, albo błądziłam po sklepach i szukałam jakiś tanich ubrań, by miał w co się ubrać. Oni świętowali zakończenie studiów, ja się cieszyłam, że mogę zapewnić nam stały przychód i jedzenie.

Ostatnie dwa miesiące były gorsze, gdyż konsultacje lekarskie i leki kosztowały, a ja musiałam brać dodatkowe zmiany, by za to wszystko zapłacić. Ben łapał się jakiś prac. Nigdy nie mówił o nich za dużo, przeważnie dorabiał w kilku różnych miejscach i część tego co zarobił przynosił mi, bym mogła spłacić wszystkie zaległe rachunki. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni Ben siedział w domu, twierdził, że nie ma dla niego roboty, że cały czas go odsyłają i obiecują, że niedługo coś znajdą. Wiedziałam jak to jest, gdy odsyłają cię z jednego miejsca do drugiego, dlatego nigdy nic nie mówiłam, tylko z ciężkim żalem brałam kolejną dodatkową zmianę. Lecz w ciągu tygodnia Ben się zmienił, stał się bardziej cichy, strachliwy, nie wychodził z domu, tylko przesiadywał i bez przerwy gdzieś wydzwaniał. Bałam się pytać gdzie i po co. Najbardziej bałam się odpowiedzi, choć wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała interweniować.

Niewiedza była najgorszym moim wrogiem w tej chwili. Miałam wrażenie, że koszmar wraca, że znowu wdepnął w bagno, z którego miałam nadzieję go już wyciągnąć.

- Ben, wróciłam już! - krzyknęłam, kierując się do kuchni. Oczekiwałam, że zaraz przyjdzie i zada pytanie o obiad. Jednak kiedy to nie nastąpiło, przeraziłam się jeszcze bardziej. Skierowałam się do jego pokoju i uprzednio pukając, otworzyłam drzwi.

Chodził w kółko, wymachując rękoma, jakby się z kimś boksował. Wyglądał jakby w ogóle mnie nie słyszał. Jego usta cały czas się poruszały, jakby rozmawiał sam ze sobą. Zaczynałam być coraz bardziej przerażona. To nie mogło być nic dobrego, szczególnie, że wyglądał jakby szykował się na śmierć.

- Ben, co się dzieje? - weszłam do środka i dotknęłam jego ramienia. Dopiero wtedy jakby otrząsnął się z transu i spojrzał na mnie przerażony.

- O Alex, jesteś już w domu - starał się grać na czas, ale wiedział, że nic nie ugra.

- Co się dzieje? - powtórzyłam pytanie, tym razem stanowczo.

NokautRead this story for FREE!