1.Przeprowadzka

408 62 95

 Mimo że przez kilka lat praktycznie nie miałam kontaktu z babcią, wiadomość o tym, że zaginęła, wprawiła mnie w ogromne przygnębienie. Mieszkała w małej wiosce, w której wszyscy doskonale się znali i z domu wychodziła tylko w określone miejsca: do pani Jadzi albo pani Krysi, żeby poplotkować, do jedynego w najbliższej okolicy sklepu i do pociągu, który wiózł ją albo do rodziny, albo do pobliskiego miasta na większe zakupy. Rzadko się zdarzało, żeby cel jej wyjścia był inny, a okolica należała do względnie spokojnych, dlatego wszystkich ogromnie zszokował fakt, że babcia po prostu wyparowała. Z racji tego, że jej fachem było krawiectwo, pewnego ranka zgłosiła się do niej któraś z jej klientek, by odebrać gotowe ubranie. Zjawiła się o umówionej porze, więc zaniepokoiła ją absolutna cisza wewnątrz domu, zamiast delikatnych dźwięków muzyki klasycznej, która rozbrzmiewała tam chyba codziennie albo chociaż oznak czyjejkolwiek obecności. Na szczęście nie zignorowała tego faktu, więc we wsi zawrzało. Nie widziała jej żadna koleżanka, również konduktorzy, którzy znali ją od lat, nie przypominali sobie obsługiwania jej w niedawnym czasie.

Najprawdopodobniej ostatnią osobą, która ją widziała, była dziesięcioletnia dziewczynka — dzień wcześniej około południa na polecenie swojej mamy zaniosła jej spodnie do zwężenia. Istniała duża szansa, że od tamtej pory babcia nie ruszała się z domu. Jednak ciężko to jednoznacznie stwierdzić, bo jej posesję niemal z każdej strony otaczał las i była odrobinę odizolowana od reszty zabudowań. Dom zostawiła otwarty, co świadczyłoby o tym, że rzeczywiście go nie opuszczała. Nie miała również w zwyczaju zamykać go na noc.

Już następnego dnia, po naradzie jej najbliższych znajomych (czyli właściwie połowy wsi), sprawę zgłoszono na policję. Jej najstarszy syn, wujek Michał, pracował nad czymś związanym z geologią w głębi Rosji i nie miał możliwości powrotu do kraju aż do zakończenia badań, bo zaprzepaściłoby to lata pracy. Z kolei jej dwie córki, w tym moja mama, od razu wyruszyły do domu rodzinnego.

Była zaledwie połowa września, zaczynałam drugą klasę liceum i kompletnie nie spodziewałam się czegoś takiego. Właściwie nie raz myślałam o tragediach i ciężkich chorobach, które mogłyby mnie spotkać, ale chyba nigdy do końca nie wierzyłam, że mogą się przytrafić właśnie mi. Najgorszy w tym wszystkim był chyba żal, bo za każdym razem, gdy mogłam do niej zadzwonić, mogłam ją odwiedzić...

W mojej głowie trwał dosłownie wyścig wyrzutów sumienia. Zostałam sama w mieszkaniu i powrócił mój długo zwalczany strach przed ciemnością. Miałam kłopoty z zasypianiem i skupieniem się na lekcjach, a ta cisza, która czekała na mnie każdego popołudnia, tylko potęgowała wszelkie obawy. Scenariusze tego, co mogło się stać, każdego wieczora stawały się coraz czarniejsze. Tak zleciał mi tydzień. Wreszcie nauczyciele zaczęli prowadzić lekcje normalnym trybem tak, żebyśmy zapomnieli, co to wakacje. Odpowiadało mi to, bo miałam na tyle zajęć, że pustka w mieszkaniu i gonitwa myśli nie były tak uciążliwe. Przez ten czas mama zadzwoniła do mnie zaledwie trzy razy; na więcej nie pozwalało jej śledztwo i słaby zasięg. Ósmego dnia oczekiwania rozmawiałyśmy po raz czwarty.

— Halo? Łucja? Jak się trzymasz? — Głos mamy nie pozostawiał wątpliwości, była okropnie zmęczona.

— W porządku. Mam już więcej lekcji i robię sobie jedzenie z przepisów z internetu — odparłam wymijająco. Wolałam na razie nie wspominać, że stłukłam lampę w salonie, gdy przenosiłam deskę do prasowania. — Coś wiadomo?

— Policja ciągle szuka w lesie. To dość spory teren, więc zajmie im to pewnie jeszcze kilka dni. Obdzwoniłam już całą rodzinę. Trochę tu też z ciocią sprzątamy, bo babcia przestała dbać o kilka pomieszczeń.

— No ale... jak to? — Nie wiedziałam już nawet jak sformułować pytanie, ale każdą najmniejszą częścią ciała czułam tę obezwładniającą potrzebę odpowiedzi.

JagaRead this story for FREE!