XL

2.6K 573 246

Hoseok siedział na tylnym siedzeniu taksówki wyglądając przez okno. Powoli zbliżali się do miejsca, które Yoongi podał za swoją lokalizację, dlatego młodszy coraz bardziej niespokojnie rozglądał się dookoła. Kierowcę również poprosił o wypatrywanie miętowowłosego, co mężczyzna na początku czynił niechętnie, jednak gdy szatyn wcisnął mu kit, że to jego brat który uciekł z domu przed pijanym ojcem, od razu uważniej zaczął przyglądać się ulicom i mijanym na nich ludziom. Wtedy pod jedną z latarnii Jung dostrzegł jasną czuprynę.

- Niech pan tak podjedzie. - Poprosił, a mężczyzna wykonał to, zatrzymując auto kawałek od latarni. Sam z siebie zaproponował że zaczeka, i zatrzyma taksometr, ze względu na sytuację oraz to, że Hoseok był naprawdę przejęty tym co się działo.

Wyskoczył z samochodu jak oparzony, i podbiegł do chłopaka.
- Yoongi... - na dźwięk jego głosu jasnowłosy podniósł głowę. Miał czerwone, opuchnięte oczy i mokre policzki, po których wciąż płynęły łzy, a jego dolna warga drżała lekko. Starszy momentalnie rzucił się w stronę szatyna, chowając twarz w jego ramieniu.

- Miałeś rację... - Wyszlochał, mocno go obejmując. Był cały roztrzęsiony. Nie wiedział, czy to z zimna, czy z emocji, które od dłuższego czasu targały nim mocno, utrudniając nawet zaczerpnięcie oddechu. - Przepraszam.. - Wyszeptał, kręcąc głową, a Hoseok zrobił jedyną rzecz, którą mógł teraz zrobić - przytulił go mocno, głaszcząc po plecach i powtarzał, że nic się nie stało. Coś mocno ściskało jego serce z każdym drgnięciem ramion starszego.

Nie miał bladego pojęcia, co się stało, co doprowadziło Yoongiego do takiego stanu, że przerażony dzwonił do niego i prosił o przyjazd, jednak nawet nie pomyślał o tym, by zacząć go pytać. Wiedział, że najpierw musi go uspokoić, a nie będzie robił tego na środku ulicy.

- Yoongi... Chodź, zawiozę cię do domu. - powiedział odsuwając starszego od siebie, jednak ten tylko pokręcił głową, ocierając policzki.
- Namjoon nie może mnie zobaczyć w takim stanie. - powiedział, odsuwając się o krok. Było mu wystarczająco głupio przez to, że młodszy widział go takim. Nie miał jednak osoby, której teraz ufałby bardziej. - Wiem, że nie powinienem, ale... Mógłbym zostać u ciebie? - przejechał dłonią po włosach przygryzając dolną wargę. Wiedział, że zachował się paskudnie. Nie odbierał telefonu, potem go zablokował, na koniec ściągał go na drugi koniec miasta w środku nocy a teraz jeszcze prosił o nocleg. Bardziej beznadziejny już nie mógł być.

- Chodź. - Hoseok objął go ramieniem, i zaprowadził do taksówki, otwierając przed nim drzwi, a po chwili zajął miejsce obok niego.

- Z bratem wszystko w porządku? - zapytał taksówkarz patrząc na nich w tylnym lusterku, na co szatyn pokiwał tylko głową, wyciągając dłoń, którą po chwili złapał rękę starszego. Podał kierowcy swój adres, starając się przeliczyć w myślach ile będzie musiał zapłacić. Nie miał bladego pojęcia ile pieniędzy miał w swoim portfelu, i czy to co miał wystarczy mu na opłacenie usługi. Mógł mieć jedynie nadzieję, że kierowca ewentualnie przyjmie wpłatę na konto.

- Zimno ci? - zapytał szatyn czując jak starszy trzęsie się lekko. Ten jednak zaprzeczył kręcąc głową, spuszczając wzrok na ich splecione dłonie. Mimo tego młodszy poprosił kierowcę o podkręcenie ogrzewania.

~*~

Podróż zajęła im ponad pół godziny. Yoongi w tym czasie uspokoił się nieco, za to w sercu młodszego rósł coraz większy niepokój. Chciał wiedzieć co się stało, czy tamten nic nie zrobił jego Yoongiemu, i dlaczego przez tyle czasu nie mógł się do niego dodzwonić. Nie mógł jednak pytać przy kierowcy, który wciąż myślał, że są braćmi. Dlatego tylko uspokajająco kręcił kciukiem kółeczka na wierzchu dłoni jasnowłosego, dopóki się nie zatrzymali, a on nie musiał zapłacić.

vanilla chocolate | yoonseok | chatWhere stories live. Discover now