Było styczniowe popołudnie. Słońce, z racji zachodziło dużo wcześniej niż zwykle, zostawiając jedynie mrok, oraz gdzieniegdzie blask ulicznych latarni. Szłam powoli ulicą wzdłuż krawężnika. Śnieg pod moimi butami skrzypiał, a wiatr zabawnie rozwiewał włosy nieokryte czapką. Dłonie kurczowo trzymałam w obu kieszeniach kurtki od Louis'a Vuitton'a. Co jakiś czas, przez moje plecy przechodził tylko chłodny dreszcz spowodowany mroźnym powiewem wiatru. Pierwszy raz pożałowałam, że nie posłuchałam swojej matki i nie zadzwoniłam - tak jak kazała - po Mike'a. Jest to mój kierowca. Robi praktycznie wszystko, odwozi mnie i przywozi ze szkoły. Zawozi do przyjaciół, po czym ponownie odbiera. Bez sensu, prawda? Michael ma nieco ponad dwadzieścia pięć lat, lecz wciąż zachowuje się jakby był w moim wieku. Wiedziałam, że potrzebna jest mu ta praca, więc starałam się nie sprawiać mu problemów, choć czasami denerwowało mnie to życie na uwięzi. Nie mogłam przechodzić normalnie ulicami, ponieważ moja matka zawsze przedstawiała mi ten najgorszy scenariusz. "Jeszcze ci coś zrobią. Proszę, córeczko wiesz jak tu jest niebezpiecznie" mówiła zazwyczaj, kiedy rozmawiałyśmy na ten temat. Oczywiście, nigdy nie przeczyłam, że w tej dzielnicy Bostonu jest bezpiecznie, ale nigdy też nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, że ktoś zabił młodą dziewczynę w biały dzień. Wydawało mi się to zbyt abstrakcyjne.

Skręcałam właśnie w boczną uliczkę prowadzącą do domu mojej najlepszej przyjaciółki. Weszłam na odśnieżony plac tuż przed domem jej rodziców. Myślę, że grzeczności i moich dobrych manierów, nie odważyłabym się tak po prostu wejść do środka bez uprzedniego zapukania. Wspięłam się na dość wysokie schody, a następnie nacisnęłam mały guziczek tuż przy klamce.

- No, wreszcie. Co tak długo? - przyjaciółka niemal rzuciła mi się na szyję, a chwilę później zaprosiła do środka.

- Postanowiłam przyjść na piechotę - wzruszyłam ramionami, w momencie gdy zdejmowałam buty oraz kurtkę.

- Nie wierzę, że ci pozwolili - brunetka otworzyła usta z zaskoczenia. Nic jej nie odpowiadając, przeszłam od razu do salonu i rzuciłam wzrokiem na nowe meble ozdabiające pomieszczenie, o których wspominała mi przy naszej ostatniej rozmowie telefonicznej. Ciemny machoń świetnie kontrastował się mleczną bielą firanek oraz zasłon.

- Napijesz się czegoś? - zaproponowała, pociągając mnie za sobą w stronę kuchni. - Sok?

Pokiwałam ochoczo głową i odwróciłam się w stronę okna, chcąc je zasłonić, gdyż nigdy nie lubiłam tej chwili, kiedy na zewnątrz panował mrok, a z okien budynku świeciło światło tak mocno, że doskonale można dostrzec co domownicy robią w danej chwili. Zauważyłam jednak niewielki cień przemieszczający się powoli po ścianie budynku. Kiedy próbowałam wychylić się, aby przyjrzeć się temu lepiej i upewnić się, że nic mi się nie przewidziało, nagle zniknął.

- Wdziałaś to? - spytałam Giny zdziwionym tonem głosu. Kiedy zaprzeczyła, kontynuowałam. - Coś chodziło po podwórzu. Na prawdę nie zauważyłaś?

- Och, to pewnie tylko kot pani Stephanie. Często się tu kręci - westchnęła podając mi szklankę z ulubionym napojem, a następnie zaprosiła do pokoju dziennego. Chciałam sprawdzić czy aby napewno teoria przyjaciółki jest zgodna z faktami, lecz czułam, że brakuje mi na to odwagi. Nie na co dzień miałam styczność z takimi zjawiskami.

Usiadłam wygodnie po turecku na miękkiej brązowej kanapie. Upiłam łyk soku, przypatrując się dokładnie ruchom brunetki. W małe urządzenie umieściła płytę DVD, a obraz chwilę później ukazujący się na telewizorze od razu oświetlił całe pomieszczenie. Westchnęłam z dezaprobatą kiedy wzrokiem szybko przeczytałam tytuł filmu. Był to horror, czyli ulubiony gatunek mojej postrzelonej przyjaciółki. Gina Logan nigdy nie przyjmowała sprzeciwu ani jakiejkolwiek odmowy; zawsze musiała postawić na swoim. Tak też dzisiaj, nawet nie będę próbować prosić ją aby zrezygnowała z tego typu seansu, bo po prostu wiem, że stracę tylko parę dobrych minut, które mogę wykorzystać inaczej. Na przykład na obejrzenie horroru. Nie. To zdecydowanie nie brzmi zachęcająco.

Pearls // h. stylesPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!