6. Niesforny uczeń Diabła

Zacznij od początku

- W takim razie nie masz czym się szczycić. Jest słabym uczniem - prycha dziadek, po czym poważnieje, znów rumieniąc się na twarzy. Do diabła, co za sztywniak!

- Ktoś ci wsadził korek w dupę? - pytam, na co ten zniesmaczony zerka na mnie, a jego twarz ponownie nabiera kolorów. Gorzej niż baba... Klepie mnie w ramię i kradnie kolejne ciastko z worka. Całkiem przyjemny z niego anioł. Śmiem twierdzić, że moglibyśmy się bliżej zakumplować, jeśli spędzalibyśmy więcej czasu wspólnie.

- Niewychowany z ciebie chłopiec, Lucyferze.

- Niewychowany? Mylisz się, jestem bardzo wychowany, dlatego też grzecznie cię poproszę o nie zatruwania mi życia, kiedy pogoda tak dopisuje i udziela mi się witamina D. Także tego... żegnam. Tam są drzwi. - Wskazuję na pustą przestrzeń między ścieżką a trawnikiem. Mężczyzna wydaje z siebie coś na kształt śmiechu, odchodząc w stronę lasku. Wreszcie oddycham z ulgą i wyciągam z kieszeni kartkę oraz pióro. Układam to na sporej książce kucharskiej, zapisując pierwsze słowa do mej córki. Mam nadzieję, że da radę rozczytać się po tych bazgrołach.

,,Droga Candido,

Dobrze wiesz, że nie jestem najlepszy w pisaniu listów, jednak nie potrafię zebrać się i zatelefonować. Wierzę, że w Paryżu wiedzie Ci się dobrze. Ciotka zaopiekowała się Tobą jak trzeba? Chciałbym spytać również o naukę w tej szkole i staż. Powodzi Ci się?

Jeśli przebrnęłaś przez te wszystkie pytania, to pragnę podzielić się z Tobą pewną myślą. Sądzę, że Ezekiel był skłonny do podzielenia się głównymi informacjami na temat życia w Lloret. Śmiem twierdzić, że pożalił się na mój gówniany nastrój, ale nie musisz się martwić. Aurora poprawiła wszystko. Widziałem się z nią i chciałbym, byś wiedziała o tym. Kazała Cię mocno uściskać oraz przekazać pozdrowienia. Bardzo się o Ciebie martwi i liczy, że powodzi Ci się w Paryżu. Z nią nie jest jednak najlepiej. Me dusze buntują się przeciwko jej rządowi, a ona sama popada w skrajność nad skrajnościami. Czuję, że muszę ją stamtąd zabrać. Nie będziemy w stanie przywrócić jej życia, ale... może da się coś zrobić?

I stąd moje zmartwienie. Jak Ty byś się czuła z takim obrotem sprawy? Nie chcemy byś była nieszczęśliwa, Candido. Jesteś najważniejszą osobą w całym naszym życiu. Dla Aurory i dla mnie jesteś oczkiem w głowie. Liczymy się z Twoim, czasami, burzliwym zdaniem i kaprysami nastolatki. Jak na szesnastoletnią dziewczynę potrafisz być wrzodem na tyłku, ale i kochanym słoneczkiem, dlatego też, słoneczko moje, odpisz tatusiowi na list. Niedługo Cię odwiedzę albo Ty to zrobisz.

Buziaki, tata."

Zaklejam kopertę, wypisuję dane i chowam wszystko z powrotem do kieszeni marynarki. Cóż, nie należę do najlepszych pisarzy listów, jednak myślę, że to, co napisałem, jest wystarczające i daje jej jasny przekaz. Chyba że zdąży się pogubić w połowie tekstu. Wzdrygam się, kiedy czyjaś dłoń ląduje na moim ramieniu. Odsuwam od siebie ciastka i kawę, przy okazji rozlewając ją na trawnik. Klnę pod nosem, jednak widząc nad sobą zdziwionego Teodona, milknę.

- Eee... Przepraszam - dukam. Albo nie... To nie przystoi na Diabła. - Jednak nie przepraszam.

Teodon zaczyna się śmiać.

- Próbujesz uratować swój honor?

- Nie. Próbuję uratować swoje ego - odpowiadam, przymykając powieki. Nie chciałbym być zdeptany przez własne myśli, które już zaczynały kłótnię, gdy tylko przeprosiłem Ojca. Nabieram powietrza, kiedy jego uśmiech na twarzy... ucieka, a nastrój robi się poważny i oficjalny. Tak, jakbyśmy mieli przeprowadzać rozmowę kwalifikacyjną. Cóż, jeśli to nowa niania, to nie wiem dla kogo, bo dziecka nie mamy. Chyba że Tatuś postanowił zatrudnić kogoś dla mnie. Swego kapryśnego syna, który nigdy nie zdążył wydorośleć.

Maska AniołaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!