One-night stand

77 9 31

Życie przestępcy konsultanta jest dosyć wyczerpujące. Klienci są często zniecierpliwieni, pod wpływem, zdenerwowani, czy po prostu niemili... a Moriarty miał już ich wszystkich po dziurki w nosie. Kiedy o godzinie dwudziestej drugiej w niedzielę dwa dni przed Wigilią zadzwonił kolejny wkurzony facet przyprawiony o rogi i chcący pozbyć się konkurenta, mężczyzna rzucił telefonem o ścianę i wyszedł z salonu, trzaskając drzwiami.

– Moran! – krzyknął. – Do czwartku żadnych klientów! Niech się pieprzą, nie będę pracować w Wigilię!

– Dobrze, sir – usłyszał w odpowiedzi z sąsiedniego pokoju. Założył buty, poprawił garnitur i chwycił płaszcz. – Wychodzisz?

– Nie interesuj się tyle, Moran – burknął. – I załatw mi nowy telefon, stary leży w salonie. A, i miło by było, gdyby było też mleko. Skończyło się.

– Tak, sir.

Moriarty zapiął płaszcz, schował portfel i klucze do kieszeni i wyszedł w ciemną grudniową noc.

~...~

Pub, do którego poszedł, należał do tych droższych i ekskluzywniejszych, a muzyka nie była kiepska i ogłuszająca. Było dużo miejsc siedzących, czyste toalety i przestronny parkiet, na którym tańczyło już całkiem sporo par.

Moriarty zauważył przy barze śliczną brunetkę, sączącą powoli piwo i patrzącą melancholijnie gdzieś w przestrzeń. Była ubrana elegancko i niezbyt wyzywająco, chociaż dość odważnie, a na nogach miała wysokie, czarne szpilki. Mężczyzna uśmiechnął się do niej, a ona po chwili odwzajemniła ten gest, po czym zamrugała i spuściła wzrok.

Przestępca podszedł do baru i zamówił duże piwo, z którym podszedł do kobiety. Była łatwa do dedukcji – ważna asystentka kogoś wysoko postawionego, spędza dużo czasu na telefonie, nie ma ani partnera, ani czasu na partnera, mieszka sama i dobrze jej płacą. Nie było też trudne dla Jamesa, aby stwierdził, że jest dobrze zorganizowana, inteligentna i poukładana.

– Dobry wieczór.

Kobieta podniosła wzrok i znów nieśmiało się uśmiechnęła.

– Dobry wieczór – odpowiedziała. – I na zdrowie.

Stuknęli się kuflami i chwilę stali w milczeniu. Kolejne, co zauważył Moriarty, było zmęczenie asystentki, chęć wyluzowania się i chwilowego zapomnienia o obowiązkach.

– Więc... – zaczął. – Też przyszłaś odpocząć od pracy?

– Tak – westchnęła. – Wzięłam pierwszy tydzień wolnego od dłuższego czasu i mam zamiar go dobrze wykorzystać. Pojutrze jadę do rodziców na wieś, na Święta. A ty?

– Moi klienci stawali się coraz bardziej frustrujący, więc postanowiłem rzucić wszystko, łącznie z telefonem – zachichotał, – i zrobić sobie mały urlop. Może przeżyją beze mnie.

– Może.

~...~

James Moriarty stał pod prysznicem od dłuższego czasu, próbując uporządkować rozbiegane myśli. Tajemniczej Annie (jakie zwyczajne imię) udało się go schlać, pocałować i zostawić samego w barze ze sporym rachunkiem i wymalowanym czerwoną szminką numerem telefonu na lewym przedramieniu. Jemu udało się zrobić z siebie głupka.

Wrócił do mieszkania grubo po drugiej w nocy, zastając na stole karteczkę, której mu się nie chciało czytać i nowiusieńką ceglaną, anty-policyjną Nokię. Rozebrał się chaotycznie, rozrzucając wszędzie bieliznę i, potykając się o właściwie nie wiadomo co, powędrował pod ten prysznic. Po czym zastanął tam i nie miał chyba zamiaru się więcej ruszyć.

One-night stand || Anthea x James MoriartyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!