Prolog

274 14 12

Przekroczyłem próg aresztu.

Pomimo tego, że miałem na sobie czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne, jasne światło fleszy uderzyło we mnie niemiłosiernie. Całą drogę od drzwi do samochodu starałem się nie myśleć o słowach, które wypowiadali wszyscy paparazzi.

Wzrok skierowany na chodnik i kurczowe trzymanie się ochroniarzy to jedyny sposób na przedarcie się przez tłumy. Poprawiłem spodnie, które jeszcze chwila i spadłyby do kostek, po czym wszedłem do samochodu. Schowałem głowę między nogami, wpatrując się w swoje buty.

Do drzwi dobijali się ludzie.
Krzyczeli.
Jedyne słowo, które zrozumiałem to kryminalista. Zaraz po nim ćpun, następnie rozwydrzony bachor.

-Dlaczego nie jedziesz? - spytałem oschło, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu.

W mojej głowie istniała pustka. Zero jakichkolwiek myśli.
Nie wiedziałem co się dzieje, nie wiedziałem co robić.
Spędziłem całą noc za kratkami, a moja rodzina dowiedziała się o tym z telewizji. Nie miałem nawet czasu wyjaśnić, że to wszystko to jakieś bzdury.

Zamknąłem oczy, chcąc chociaż na chwilę skupić się tylko na powolnym oddychaniu.
Wdech, wydech.
Wdech i wydech.
Zagryzłem dolną wargę, a po poliku, zostawiając ślad, spłynęła pojedyncza łza. Z powrotem otworzyłem oczy i odruchowo przetarłem polik dłonią.

Wziąłem telefon w rękę i po odblokowaniu go, zadzwoniłem do osoby, która powinna o wszystkim wiedzieć. Gdy tylko usłyszałem sygnał, serce zaczęło mi coraz szybciej bić. Wiedziałem, że będę tego żałować, ale wiedziałem też, że to jedyne rozwiązanie. Nie potrafiłem zrobić inaczej. Mój mózg w tej chwili odmawiał posłuszeństwa, a serce nieustannie błagało, abym to zrobił.

-Justin? - usłyszałem.

-Kończę z tym wszystkim. - powiedziałem, załamując przy tym przynajmniej dwa razy głos. -Mam dość.

Rozłączyłem się, a następnie wyłączyłem telefon i rzuciłem nim na miejsce obok.

~~~~
Podobno wena przychodzi w najmniej oczekiwanych momentach.
Napisałam ten prolog pięć minut temu i nie mam pojęcia, co będzie dalej. Chciałabym, żeby wyszło z tego coś fajnego.
Karolina

Kiedy gasną światłaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!