Chapter 30.

2.3K 244 117
                                              

„What do I gotta do to make you love me?
What do I gotta do to make you care?
What do I gotta when lightning strikes me
And I wake to find that you're not there?"

14 listopada 2016


Podobno prawda zawsze była lepszą opcją, jak najpiękniejsze kłamstwa. Zawsze potwierdzałam tę tezę, aczkolwiek dzisiaj, musiałam dopisać do niej coś jeszcze. Prawda, a i owszem, dawała zrozumienie, otwierała oczy, ale niekoniecznie przynosiła ze sobą szczęście. Zmrużyłam powieki i oparłam czoło na drzwiach, w które powinnam zapukać, albo chociaż spróbować je otworzyć, ale brakowało mi odwagi.

Równie dobrze mogłam twierdzić, że siły. Całą noc spędziłam na tłumaczeniu Emilii całego bałaganu, który w ostatnim czasie utworzył się w moim życiu i na przemian płakałam. Mówiłam, płakałam i tak w kółko. Oczywiście przyznałam się do tego, że wzięłam od Nikosto pieniądze, na to, by móc zapłacić za operację, a wcześniej konsultację taty. Przyznałam się do udawania oraz tego, że nie do końca udawałam, że faktycznie wcześniej to on był facetem, dla którego straciłam głowę. Potwierdziłam jej nawet informację, że to Edoardo chciał wcześniej dać mi pieniądze w zamian za ślub, z Wagnerem.

Zdecydowałam się na pełną szczerość, a w zamian otrzymałam całe mnóstwo zrozumienia, chęci pocieszenia, pudełko lodów i ramię, w które mogłam się wypłakać. I chociaż nie czułam się wcale lepiej po takiej nocy, wiedziałam, że potrzebowałam takiej terapii. Potrzebowałam dystansu, który miała moja przyjaciółka i również przydatne było podsumowanie, które padło z jej ust. I chociaż obojętność Adriena rozdarła mi serce, dobrze było wiedzieć, że Aurelia miała nade mną taką przewagę. Że numerem jeden była ona, że... pomimo całego bólu, powinnam odejść.

Wywiązać się z zobowiązania i zniknąć. I taki miałam plan. Porozmawiać w najbliższym czasie z Adrienem i spytać kiedy kończy się nasz układ. I chociaż to właśnie konwersacja z brunetem miała być tą najtrudniejszą, stałam właśnie pod drzwiami apartamentu brata i zastanawiałam się, jak wiele wysiłku jeszcze będzie kosztowało mnie naprawianie szkód. Poczuwałam się do takiego obowiązku. Chociaż nie mogłam być z miłością mojego życia, nie miałam prawa niszczyć przyjaźni własnemu bratu. Zdecydowanie.

— Mira? — zdumiony głos Chrysandera dotarł do mnie zza moich pleców, więc oderwałam czoło od chłodnej powierzchni drzwi i spojrzałam na mężczyznę, który stał tuż przede mną.

Wpatrywał się we mnie z wyraźnym zaskoczeniem i najwyraźniej nie był pewien, co powinien myśleć.

— Hej — wymamrotałam cicho i poprawiłam włosy, które opadły na moją twarz.

Nie prezentowałam się najlepiej. Nawet tona korektora nie potrafiłaby zakryć worów, które miałam pod oczami, po kilku godzinach intensywnego płaczu i totalnym braku snu. Wysiliłam się jednak na uniesienie kącika ust, by posłać w jego kierunku blady uśmiech. Nie powinien się o mnie martwić.

— Cześć, co tu robisz? Zapomniałem o jakimś spotkaniu? Coś się stało? — spytał, wyciągając klucze z kieszeni płaszcza.

Przysunął się, by umieścić je w zamku i otworzył mieszkanie, puszczając mnie przodem. Weszłam do środka, ignorując jego pytania oraz chęć skomentowania ich, a nawet wyśmiania. Z drugiej strony po prostu miał rację, więc wybrałam opcję milczenia. Weszłam do środka, zsunęłam z ramion płaszcz i odstawiłam buty na bok. Dotarłam do salonu i usiadłam na kanapie, łapiąc jedną z poduszek w swoje dłonie. Mieszkanie było schludne, ładne, nowoczesne i po prostu duże, a mimo to czułam się w nim całkiem swobodnie. Nawet jeśli zdawało się być nieco bezosobowe, co starałam się zmienić.

Your movePrzysta艅 dla opowiada艅. Odkryj teraz